Zaprzeczenie…

Chciałabym kurczowo chwycić pomocną dłoń zaprzeczenia. Ale nie potrafię. Ani zaprzeczyć, ani wyprzeć. Czarne literki składające się w słowa i zdania, choć dla innych nie do końca zrozumiałe dla mnie nie są tajemnicą. Przekleństwo doświadczenia. Lawiruję słowami. Nie chcę, nie potrafię pozbawić nadziei, której przecież sama się trzymam mocno. Zasady, że dopóki nie ma ostatecznej decyzji to… Martwić się jeszcze zdążymy.

Jestem zmęczona. Psychicznie. Staram się oddychać, rozmawiać, śmiać, spać, jeść… żyć.  Normalnie. Zagłuszyć nieustępliwą myśl, że o to właśnie trafiła nam się kumulacja. Niestety nie w totolotka.

Nie ogarniam przyszłości. Nie chcę użyć wyobraźni. Nie wybiegam nawet o milimetr wprzód. Jest dziś i ewentualnie jutro. Jutro to proszony obiad. LP zadbała, żebym się wyspała i odpoczęła… i nie została z myślami sama…

No kurczę, nie wiem, czy się nie utopię w tym oceanie smutku, który mnie właśnie pochłania… Może za dzień, za dwa znajdę siłę i zbuduję jakąś tratwę…

 

W czwartek odeszła Renatka- moja czytelniczka, komentatorka, ale też i czytelniczka niektórych z Was. Miałam z nią kontakt przez FB i telefoniczny. Bardzo kochała swoje wnusie i kwiaty. Ogromnie życzliwy człowiek. Dzielnie zmagała się z chorobą nowotworową i do końca nie traciła nadziei. Niech spoczywa w pokoju…

 

Reklamy