W wirze różności…

Wpadłam od razu po przyjeździe i tak się kręcę, aż mi ciśnienie skoczyło. Ból głowy w niedzielny poranek prawie zniwelowałam jedną pigułą i to nie w całości, bo nie chciało mi się szukać opakowania, więc 3/4 musiało wystarczyć. (Niektórzy dzielą włos na czworo, a ja tak dzielę tabletkę na nadciśnienie). Wystarczyło, bo już po godzinie miałam 120/80 i mogłam z czystym sumieniem wypić kawę, bo oczy mi się zamykały. W międzyczasie wpadły jak po ogień Dziecka Młodsze z włoskim pesto, a wyjechały z wyszywanymi koszulami- razem sztuk trzy, bo ich urodzie przy zakupie nie mogliśmy się oprzeć, więc Ata została obdarowana podwójnie. Sama też kupiłam sobie i Pańciowi, a Zońci śliczną sukienkę. Dziecka chętnie by posiedziały dłużej, ale dziadek w gorącej wodzie kąpany; na samochodzie dostawczym załadowana zamrażarka w niej zmrożone ptactwo domowe, a wszystko to i kilka innych klamotów- sprzęt taki i owaki-  czekało na pace, żeby zawieźć do DM. No to pojechali. A widok swoisty, bo paka odkryta, wszystko spięte pasami- jakby Rumuni się przeprowadzali 😉 No tak mi się skojarzyło stereotypowo. A wszystko to z powodów pewnych zmian, które się u nas dzieją, ale o tym może kiedyś indziej.

Oczy mi się zamykały, bo nie odespałam dobrze podróży, a już byłam na służbie u Zońci. Słodkiej i zupełnie niewyczerpującej. Jak przyjechałam to Księżniczka była już najedzona, więc tylko zmieniłam pieluchę i zabrałam ją na świeże powietrze, a rodzice pojechali na imprezę. Wrócili na chwilę, żeby małą wykąpać i przywieźli Pańcia, który miał spać u drugiej babci w towarzystwie kuzynostwa, ale zadzwonił do taty, żeby go zabrał do domu. Nakarmiłam Zońcię, która już, zanim jej się odbiło, zasnęła mi na rękach, więc przełożyłam do kołyski, otuliłam kocykiem, zamknęłam drzwi od sypialni i poszłam robić kolację Pańciowi. Miałam podgląd, ale i tak dwa razy zaglądam do niej, kiedy smacznie spała. Oczywiście patrząc tak, to z miłości mogłabym ją schrupać, tak słodko wyglądała. Jak wychodziłam do domu po godzinie pierwszej (nie chciałam nocować u Dziecków Starszych, bo stęskniłam się za swoim łóżkiem, a to tylko 500m jazdy Julkiem), to dalej spała. I tak do piątej rano, od ósmej wieczór. Grzeczna dziewczynka 🙂 O piątej zjadła i spała do 9.

Popołudniu w końcu zajrzałam do ogródka, zebrałam cukinię i buraki, pozbierałam trochę jabłek, orzechów włoskich, które podbierała mi Myśka, więc było trochę zabawy.  Hortensje mi się przyjęły, ale jeszcze muszą przetrzymać zimę. Tak jak ja.

Cieplutko, słonecznie, ale już zapach jesieni się szarogęsi. Poleżałam trochę na tarasie, wspominając dopiero co minione chwile na przyjaznym hamaku.

IMG_2609

więcej zdjęć hamaka w roli głównej jest TU

Potem przeniosłam się na kanapę i kibicowałam obu drużynom w świetnej zabawie w szczytnym celu. (Och jak ja lubię, jak bramkarz broni karne, choć zawsze żal mi wtedy strzelca). Oczywiście, wspomagając poprzez SMS-y. To są dwie fundacje do których mam stuprocentowe zaufanie! Od zawsze.

A dziś wyruszam do DM na badania na Genetyce. Nie za bardzo chce mi się, ale cóż, ze względu na Mam wybrałam jak najszybszy termin, choć w tym tygodniu troszkę to wiąże się z napiętym grafikiem. Ale przecież ja to kiedyś kochałam 😉 Taką gonitwę. Nie szkodzi, że trochę posapuję i stękam i wszystko robię dłużej. Zakwas z buraczków już się robi 😉

Miłego tygodnia! 🙂

 

Reklamy