I znów mi przybyło… ;)

W głowie szumią proseccowe bąbelki pomieszane z pijaną wiśnią, w ustach smak tortu truskawkowo- ananasowego, a pod powiekami przewijają się jak w kalejdoskopie obrazy z dzisiejszego wieczoru. Uśmiechnięte, rozgadane, życzeniowe… Cieszy mnie każdy miniony rok i rozpoczęty kolejny- tym razem wśród Przyjaciół, z którymi na co dzień dzielą nas setki kilometrów a łączy tak wiele; z  burzą w tle, ze zrobionym wspólnie hummusem, bakłażanem z grilla i oliwkami nadziewanymi czosnkiem… To jedne z tych, które zapadną głęboko w pamięci, choć nie są okrągłe ani w inny sposób jakieś szczególne. Oprócz tego, że własne i mogłam je świętować.

Jutro czas pożegnania przyjaznego domu z zielonym ogrodem, otulonym zalesionymi wzgórzami, z hamakiem pośród jabłonek, z malinami na krzakach i spadającymi już dojrzałymi orzechami… Plecak ugina się od ciężaru dobrych emocji i bagażu cudownych wspomnień wspólnego czasu.

To jeszcze nie czas powrotu do domu, ale żegnamy Bieszczady i ruszamy w Beskidy.