Gdy nie ma dzieci ;)

Rozjechały mi się dziecka, to znaczy wakacjują się. Wszystkie. Młodsze wyskoczyły na weekend na jedną z gorących hiszpańskich wysp tak jakby smażenia na własnym strychu nie mieli dość, po czym jak wrócą to lecą na Sycylię. No i tu troszku zazdraszczam, bo uświadomiłam sobie, że od trzydziestu lat tam wracam i wrócić nie mogę. Do Włoch. A konkretnie do Neapolu, w którym zakochałam się bardziej niż w Rzymie. Na samą myśl o ichnich (włoskich) lodach ślina cieknie mi po brodzie. Nie wspomnę o pizzy czy wszelkich makaronowych ucztach. I te widoki, i ten klimat- rozgadanych, gestykulujących, trochę krzykliwych, ale uśmiechniętych i życzliwych wszystkiemu co się rusza Włochów. Ach…

Starsze Dziecka zapakowały auto po dach wszelkimi niezbędnymi manelami i z dwójką dzieci przeprawiły się promem na naszą rodzimą wyspę i wypoczywają nad Bałtykiem. I tak Zońcia jest na swoim pierwszym wakacyjnym wyjeździe. Szybko dziewczyna zaczęła 😉  Czasy się naprawdę zmieniły. Pamiętam, że my wybraliśmy się po raz pierwszy z trzymiesięczną (a nie z trzytygodniową) Tuśką w podróż samochodem z DM na wieś, czyli gdzie obecnie mieszkamy. Zimą. Srogą. Ale do przyjaznego, rodzinnego domu OM, pomimo tego jak dziś pamiętam, że się stresowałam, choć nie bardzo wiem czym. Nie było wtedy żadnych fotelików dla dzieci, więc jechała w becie (czy dziś w ogóle becik- nie rożek, ale taki piernat- jest w ogólnym użyciu dla maluszków?) na tylnym siedzeniu. W sumie wygodnie, choć mało bezpiecznie. Kurczę, no przecież ja niejedną podróż odbyłam sama z dwójką dzieciaków na tylnym siedzeniu, które często wstawały i ględziły mi nad głową, a ja przez całą drogę prosiłam, żeby spokojnie siedziały, oczy mając wkoło głowy, ale z przewagą na drogę, bo zawsze bez uszczerbku auta i własnego docieraliśmy do celu. Sama zresztą podróżując jako dziecko z rodzicami w góry, gdzie do pokonania mieliśmy ponad tysiąc kilometrów, w tym żaden z nich autostradą, bo ich nie było, to część drogi leżałam sobie na tylnym siedzeniu z nogami opartymi o szybę. Dziś nie do pomyślenia. (Dziś też często podróżuję z nogami na szybie, ale na przednim siedzeniu pasażera, przypięta pasami).

Nie pamiętam najwcześniejszego wyjazdu z Miśkiem, ale pewnie było to w drugą stronę, czyli do DM, do moich rodziców. Pańcio po raz po raz pierwszy dłuższą podróż na wakacje odbył jak miał 7 miesięcy.

Tak że tak.

Czasy ewidentnie się zmieniły w tej kwestii. Dziś wyjazd na wakacje z maluszkiem  jest dużo łatwiejszy, bo po pierwsze jedzie się do cywilizowanego miejsca, a nie pod namiot w jakiejś głuszy, a po drugie w pielęgnowaniu jest tyle udogodnień, począwszy od pieluch jednorazowych, których ja dla swoich dzieci używałam od święta, właśnie tylko w czasie podróżowania, bo były nie do zdobycia, więc się oszczędzało, po szereg innych…  Ale dla mnie najważniejszy jest telefon!!! Ha! Mam codzienną relację, z foto włącznie. I jestem spokojniejsza 😉

Ale i tak odetchnę z ulgą, jak już wszyscy szczęśliwie wrócą do swoich domów.

A jak już wszyscy wrócą, a ja będę po badaniach (kolejny TK), to wyruszamy my z OM na wakacje. Kierunek: Przyjaciele- Bieszczady- Lwów- Muszyna. Takie są plany, które już raz były zweryfikowane, więc mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie.

Niewielu rzeczy w życiu żałuję, ale gdybym mogła cofnąć czas, to na pewno częściej wyjeżdżalibyśmy w czwórkę na wakacje. Bo wtedy rodzina jest razem przez 24h, w innych bardziej słonecznych i radosnych okolicznościach, bez bagażu codzienności, która czasem przecież uwiera.

Miłego weekendu!:)

P.S Wróble ćwierkają, że lato ma być co najmniej do listopada!

P.S.1 Z tego powodu, a właściwie z powodu suszy straszą drożyzną w sklepach.

P.S.3.

Ech. Brak mi słów. Na obrzydliwy hejt. Utonęła trójka dzieci, rodzeństwo, ale niektórzy nie mogą sobie darować komentarzy w stylu „odpłynęło 500+”; zmarł nagle twórca znanej diety i trener w odchudzaniu- i tu też teksty typu „zagłodził się na śmierć, dieta mu nie posłużyła”… Schamieliśmy doszczętnie, że nawet śmierć, tragedia nie jest w stanie powstrzymać przed nienawiścią do drugiego człowieka. Bo to jest nienawiść.

 

 

 

Reklamy