Znaki na niebie…

Bociany odlatują. Ewidentny znak, że coraz bliżej jesień ze swoimi mglistymi porankami i chłodnymi wieczorami. Nawet ta najpiękniejsza- złota- nie jest w stanie zrekompensować odejście lata. I o czym ja będę pisać? I nawet nie chodzi tu o wysokie temperatury, ale że dzień coraz krótszy i w powietrzu unosi się nostalgia…

Ale! Jak na razie lato trwa i ma się dobrze. Susza też. Ja wiem, że pewnie nie u wszystkich, ale nawet z hucznie zapowiadanych burz i ulew, to u nas spadło co najwyżej pięć kropli albo dosłownie nic. W zamierzchły czasach już by szukano winnych tego stanu i gdyby w takiej wiosce mieszkała wiedźma, czarownica, inaczej mówiąc kobieta trudniąca się zielarstwem, wróżeniem, to już za stratę plonów, przedłużającą się spiekotę smażyłaby się na stosie. Wszak winny musi być.

Z tym przypisywanie winy zostało nam do dziś. Mechanizm znany od wieków i wciąż ten sam. Wystarczy skierować niechęć na jakąś grupę, taką, która nie zagrozi władzy, ale wystarczająco istotną, żeby zadowolić pospólstwo. Sami podpalą stos…

*

Uprzątnęłam taras z wysuszonych kwiatów. Moja i nasza wspólna nieobecność oraz wysokie temperatury mocno dały im się we znaki. Nie wszystkim, ale niektóre już nie były do odratowania. Smętniej się zrobiło, mniej kolorowo, więc w pierwszej chwili miałam ochotę dokupić, ale za niedługo kolejne wyjazdy, więc… I pomyślałam, że jak wrócę, to kupię… wrzosy. I ten fakt i odlatujące bociany uświadomiły mi, że jesień już przegląda swą szafę, planując podróż w te strony…

Dzisiejsza noc- noc Perseidów. Warto nie spać i spoglądać w niebo obserwując deszcz meteorów. Wypowiedzieć życzenie, może nawet niejedno, a nuż się z iści. W końcu to zaczarowana noc 😉