Tryb nocny…

Próbuję wdrożyć, ale z marnym skutkiem. Choć dziś zaliczyłam późnym popołudniem drzemkę, więc może nie zasnę nad klawiaturą. Przedwczoraj nawet kawę wypiłam późno, czego już od lat nie robię (nie piję wieczorem), ale obawiałam się, że oczy będą mi się zamykać w czasie jazdy. Nie zamykały, ale zajechałam jeszcze do Dzieciaków na chwilkę, po czym udałam się prosto do własnej wanny i…łóżka. A moje dziewczyny wyszły na spacer. Normalnie w dzień się nie da, taka spiekota i duchota. Dziś jak wróciłam od Zońci i Pańcia ze służby (Rodzice pojechali zrobić z córci pełnoprawną obywatelkę naszego kraju- wypis i nadanie Pesel), to nawet zagrzmiało i powiało, ale pobadało gdzie indziej. Wykorzystując chwilę, na cale 15 minut wyszłam na taras poczytać, ale zaraz mnie wygoniło słońce. No to klapnęłam na kanapie pod wiatrakiem (OM przyniósł podczas mojej nieobecność- to znak, że naprawdę jest gorąco, bo nigdy wiatrak u nas nie chodził na dole) i po jakimś czasie zasnęłam. Szok. Bo ostatnio moje drzemki wynikały tylko z wyższej temperatury, ale mojego ciała, czyli toczącego się jakiegoś choróbska. A tu proszę… Stwierdziłam, że może to wykorzystać i jednak zamienić dzień z nocą 😉

Ci, co doczytali w komentarzach wiedzą, że wróciłam z pigułami. Wyniki prawie takie same jak poprzednie, więc jak na mnie, to dobre, oprócz oczywiście krwinek czerwonych, które zapadły w stupor i nie ruszają się z miejsca. W sumie to lepsze niż miałyby lecieć w dół. Wakacje i upały czuć wszędzie, również w szpitalu, bo na izbie przyjęć o 10 nie było nikogo, a młoda lekarka, która przyszła z oddziału, żeby mnie przyjąć, już na przywitaniu oznajmiła, że na górze na mnie czekają. Stęskniły się, czy co? Nawet się śniłam Oskarowej, w kontekście, że dawno nie byłam i czy wszystko okej. No cóż, przez piguły śmierć Kory wszystkim się ze mną kojarzy jakoś tak naturalnie, bo pani Doktor z przychodni jak przyszłam do niej na zaplanowaną wizytę, żeby pobrała cytologię, to na mój widok uśmiechnęła się szeroko, bo się o mnie wypytywała, a jakaś siksa-pielęgniarka pomyliła mnie z inną pacjentką i poinformowała, że przeszłam na dożylną chemię.

Przeżyłam jakoś dni w DM, bo praktycznie cały wtorek spędziłam albo w klimatyzowanych taksówkach przemieszczając się w różne punkty, bądź w galerii handlowej, bo Mam chciała, żebym kupiła ciuszki dla naszej Księżniczki też od niej. Stwierdziwszy, że jest tam przyjemnie, chłodno i w ogóle, to za zgodą Oskarowej się urwałam ze szpitala i wróciłam dopiero po odbiór piguł. Jakoś byłam spokojna, że wyniki mi nie zrobią psikusa, potem zaś za wcześnie było wracać do rozgrzanego piekarnika, bo dopiero w nocy otwierałam wszystkie okna (na całej szerokości ściany), i choć miałam wrażenie, że śpię na ulicy, to ze snem nie miałam żadnego problemu. Aczkolwiek wystarczyły mi te dwie noce, trzeciej chyba bym nie zniosła, bo temperatura w mieszkaniu pewnie przekroczyłaby te magiczne 30 stopni. Ja to ja, ale nie wiem, jak  przeżyłyby moje piguły, które mają szlaban na taką temperaturę. Musiałam się więc ewakuować przed punktem zero, bo termometr już wskazywał 29,7.  Uff…

Aplikacja pogodowa pokazuje mi, że koniec upałów nie taki bliski. I żadnej kropli deszczu. Słońce jak na patelni. Jedynie noce mają być chłodniejsze niż te ostatnie, ale nie bardzo dowierzam, bo już kolejna miała być tą ostatnią z tych gorących, a tu dalej o północy mam 23 stopnie. Normalnie jak tak dalej będzie, to będę spać na tarasie. Tylko nie wiem, czy mnie nie pożrą latające bądź pełzające stworzonka.

Najbardziej martwię się o Mam, nie czuje się najlepiej i ciśnienie znowu jej skacze.

Radzicie sobie jakoś z tym żarem, co nas zalewa co dzień? I gdzieś w ogóle padało? Nie wiem, czy się nie narażę, życząc słonecznego weekendu ;P

Za kciuki dziękuję:***

 

53 myśli na temat “Tryb nocny…

  1. Ja najbardziej lubię takie 20-26stopni i nawet może być z chmurkami; ale wolę zdecydowanie upały niż mróz !
    Może gdybym musiała pracować fizycznie na dworze, zmieniłabym zdanie; bo wysiłek + upał, są zabójcze.
    Jak sobie radzę ? Staram się nie spacerować w najgorszych godzinach, mało gotuję ;;))))))))), chłodzę się w samochodzie, więc wymyślam sobie gdzie jechać i co załatwić, wieczorem (no dobra, w nocy ;pp) wychodzimy z księciem na dłuższy spacer (jest cudnie, jak w Hiszpanii), jem lody i zimnego arbuza, no i wyjątkowo (naprawdę wybitnie wyjątkowo) wskakuję pod prysznic, który nie jest gorący a tylko letni. Normalnie jak wychodzę z kabiny mam zerową widoczność w łazience na skutek kłębiącej się pary wodnej, teraz aż dziwnie się czuję,jak jej wokół mnie nie ma ;pp
    No i u mnie wcale nie padało od…..nie wiem, nawet nie pamiętam. Pierwszy raz mamy żółtą trawę i dwa z czterech krzewów borówki nam uschły, akurat te najsmaczniejsze. No i pamiętamy o wodzie dla wszelkich zwierzątek 😉
    Przyjmuję z uśmiechem słoneczne życzenia, deszczu i zimna będziemy jeszcze mieć po kokardę ;p
    Tobie również radosnego, słonecznego weekendu i jakiegoś letniego deszczyku nocą :**
    P.S. wyobrażam sobie, jak tam Cię wszyscy w szpitalu lubią 😉
    i chyba znów popłynęłam…..sorry, tak na mnie podium działa ;pp

    Polubienie

        1. Toż, właśnie jesteś dla mnie inspiracją!!!!
          Wiesz, przez całe życie tak miałam, ale od 10 lat powoli, ale się dużo zmieniło, choć dalej najlepiej mi się śpi rano i budzik o 8.30 to mnie z głębokiego snu wyrywa. Nigdy nie chodziłam soać z kurami, a ranne wstawanie jest dla mnie zmorą.

          Polubienie

    1. Mamy tak samo 🙂
      I uwielbiam jak sobie u mnie „płyniesz” 😀
      Przed chwilą przyjechala – odjechała swoją karocą Zosia, bo ranek całkiem przyjemny, choć słońce już mocno przygrzewa, bez żadnej chmurki.
      A co do lubienia, to ze wzajemnością. Uśmiech powoduje reakcję łańcuchową. No i ja nie jestem upierdliwa i roszczeniowa, kiedy nie ma takiej potrzeby 😜

      W takim razie pięknego, letniego weekendu!
      Buziaki 😗😗😗

      Polubienie

  2. Wiem, że wiesz, ale może na tę krwinki spróbuj pokrzywy i/lub buraka?

    Zdecydowanie bardziej lubię upały niż pluchę i mrozy. Żeby się nie roztopić chodzę zacienioną stroną ulicy, zawsze mam przy sobie zwykłą wodę z plasterkiem limonki, a na sobie luźną, bawełnianą kieckę. Na obiad robię warzywa na patelnię albo zwykłe surówki, prasuję tylko to, co jest mi niezbędne.
    A i tak najprzyjemniejsza jest godzina, którą spędzam w klubie fitness, bo ćwiczymy w sali, gdzie rządzi klima, a nie lato.
    Lato jest fajne, póki pogoda nie skutkuje nieszczęściami – pożarami czy nawałnicami.
    Dobrego weekendu!🍦oraz ⛅
    Buziaki!😘😘😘

    Polubienie

    1. Buraka zajadam, również zakwas- mam swoje buraczki. Przeczytałam jednak artykuł, że tak naprawdę, żeby coś drgnęło to tego soku musiałabym wypijać hektolitry. No, ale piję, mając nadzieję, że trzyma to w ryzach moją hgb i wniki nie lecą przynajmniej w dół.

      Tez się przerzuciłam na kiecki i tego lata kupiłam już trzy,- a nie, cztery. Ło matko! Jakiś rekord pobiłam 😀
      Lekkie, zwiewne i przewiewne.
      Tak, my tu trochę przeżywamy, bo wczoraj, kiedy u nas nie spadła nawet kropla deszczu, to niecałe 3O km nad jeziorem, gdzie dzieci mają działkę rekreacyjną, spadło drzewo-nawałnica- na przyczepę campingową i dziecko w stanie poważnym w szpitalu. Znają tę todzinę… ech…
      Wzajemnie!!! 😗😗😗

      Polubienie

        1. I w proszku.
          U mnie, przy braniu chemii, nie jest to takie proste, bo musiałabym brać końskie dawki. Nawet na branie czystego żelaza, moje krwinki nie zareagowały. Dobrze, że hemoglobina prawie w normie- dawno takiej nie miałam i to dwa razy z rzędu. I płytki w normie, więc jest moc😀

          Polubienie

      1. tak,tak o burakach i kiwi nie zapominaj 😉 Nareszcie zrobiłam po raz pierwszy surówkę z buraka surowego: burak + jabłko (oba dość drobno utarte) + sok z cytryny i muszę powiedzieć, że pycha;) Mam bardzo słodkie nieduże buraczki, więc nic więcej nie musiałam dodawać.
        Fajny jest teraz warzywny ryneczek 🙂
        U mnie dzisiaj cieplej niż wczoraj 34 w cieniu !
        Buziaki :***

        Polubienie

        1. Jak dobrze, że jesteś. Kiwii!!! No zapomniałam ostatnio, bo tyle dobra innego wokół- jak np:morele 😀 Buraczki nam swoje i mówisz, że surowe są okej? No to spróbuję. Jabłka też swoje😀 już mi lecą z drzew.
          Wyszłam do garażu, który jest na posesji teściowej i wróciłam mokra- nam akcję: wszystkie słoiki na pokład, więc latam i szukam- w sklepach brak!!!
          😙😙😙

          Polubienie

          1. Oj, nie zapominaj, bo ona jedyne z darów natury mają wpływ na płytki, a te jak wiadomo krnąbrne są i niechętne rozmnażaniu 😉
            U mnie dzisiaj 36 w cieniu i znów rozbolała mnie głowa, więc będę musiała leczyć się lodami ;pp
            aż tak jak za czekoladą, za nimi nie przepadam ale jak mus, to mus; lepiej zjeść lody niż cierpieć na ból głowy :pp

            Polubienie

            1. Niezłe hasło reklamowe 😜
              Ooo, no pacz nie wpadłam, że na ból głowy lody- mnie dziś pomogła 1/ 4 tabletki na ciśnienie i kawa, ale lody też były, tyle że później. To błąd!😜 Bo te dolne i puls – ponad 90, a górne 110. Normalnie mi świruje, coraz częściej.
              36 ma być u mnie w środę, nawet o tym nie myślę. Dziś przynajmniej jest wiaterek, bo wcześniej to powietrze stało i wilgotność była dużo większa. W niedzielę ma być 26- nie wiem, czy wierzyć 😉 Trzeba chyba będzie zakładać na nogi skarpetki- taki to drastyczny spadek temperatury 🤣

              Polubienie

              1. żebyś wiedziała ;;)) Ja śpię pół roku w skarpetkach a jak schudnę do mojej ulubionej wagi, to prawie cały rok z wyjątkiem dni powyżej 30 stopni. W tej chwili o północy nadal 26 st, całkiem przyjemnie 🙂
                Lody dobrze zmrożone poprzez podniebienie jakoś działają na naczynia w mózgu i ból czasem całkiem przechodzi. Jak jeszcze lody dobre, to nie można narzekać na takie lekarstwo, tylko życzyć smacznego 😉

                Polubienie

                1. No nie! Ja ci jestem wróg skarpetek- ubranie ich to niewątpliwy koniec lata😂 Choć muszę przyznać, że zimno odczuwam szybciej niż kiedyś, ale ja lofciam boso chodzić i spać również. W skarpetkach zdarzało mi się soac w szpitalu
                  Gdyby nie moje wrażliwe gardło byłabym największym pożeraczem lodów. Ciut nuszę uważać.

                  Polubienie

  3. zawsze lubiłam upały, ale teraz chyba mniej, Wczoraj bieganina po mieście i w pewnym momencie słabość mnie naszła. pomogłam sobie sposobem podobno stosowanym przez pijaków – butelka chłodnego soku pomidorowego i cztery kostki gorzkiej czekolady (potas i magnez). Pomogło rewelacyjnie, aż się zdziwiłam!

    Polubienie

  4. Słoneczny by się przydał, u nas pogoda irlandzka wróciła, czyli też wiatr i źle mi na to zatoki reagują. W końcu muszę zrobić z nimi porządek. Może masz jakiś patent na uodparnianie?

    Polubienie

    1. Jeśli chodzi o zatoki, to od jakiegoś czasu też mam problem- i nie wiem skąd mi się to wzięło.
      Mam bardzo kiepską odporność według wyników, ale uważam, że i tak organizm radzi sobie dobrze. Rano na czczo piję wodę z cytryną, gdzie tylko mogę dodaję czosnek, jem dużo surowej cebuli, a i robię zielone smoothie. Ogólnie dieta bardziej warzywna i owocowa, niż mięsna, choć ryby i polędwicę wołową pożeram.

      Polubienie

  5. Taa, obiekty klimatyzowane na propsie! 😀
    Małżonek zasuwa do pracy na 8:00, kiedy jeszcze jest przyjemnie (no i chłodny prysznic przed wyjściem), w pracy ma 22,5 C, bo klima, na przystanek przemyka cienistą stroną ulicy, autobus klimatyzowany, sklepy klimatyzowane, po powrocie chwila odpoczynku i basen, a jemy cokolwiek około 22 – też bez przesadnego gotowania, bo kto by stał nad kuchnią w tych warunkach? Piekarnika ostatnio używałam chyba w maju… Zimne gazpacho na propsie, bo a) zimne, b) rzeczony potas. Konsumpcja mięsa ograniczona do minimum – zbyt wiele energii dostarcza. Hiszpańskie słodkie śniadania z kawą / czekoladą mają sens – nie obciążają żołądka, a kalorie zapewniają. Ogólnie więcej słodyczy i czekolady oraz warzyw i owoców (jeszcze się nie skończył sezon na czereśnie! uwielbiam!), mniej „konkretów”. Dwa prysznice dziennie plus basen (albo dwa) i daje się żyć…
    A wczoraj (38 C) nawet takie ciepłoluby jak my poddały się i spędziły wieczór z włączoną klimą i przez nią z zamkniętymi oknami. Kocham świeży tlen, ale jednak… Dziś pewnie będzie to samo, bo 40 C w prognozie.

    Polubienie

    1. Tylko Ci basenu zazdroszczę!!! Wczoraj miałam ochotę razem z Pañciem zanurzyć się w jego basenie, który mały nie jest i co piękne, połowa w cieniu😀 Została mi wanna naprzemian z prysznicem.
      Też nie gotuję wiele. Dziś kalafior, ale że Misiek przyjechał na miodobranie, to dorzucę polędwiczki😀 Jak OM chce normalnego obiadu, to przywozi nam z restauracji. Ostatnio do drugiego dania wziął zupę gulaszową – pyszna, ale po zjedzeniu połowy byłam już ugotowana🤣. Drugiego oczywiście nie tknęłam.
      U Cię zapowiadają jeszcze wyższe, bez klimy raczej nie do przeżycia. I bez wody!
      Lato powinno być ciepłe, ale taki długotrwały upał jest zwyczajnie męczący. Ja przynajmniej jestem panią swojego czasu, oprócz tych 2 dni w DM, więc wychodzę, kiedy uznam, że mogę, nie narażając się, ale trochę mnie to już irytuje, bo czuję się trochę jak więzień. W zdrowym czasie byłabym codziennie nad jeziorem, a tu doopa jak musisz unikać słońca. Ale nie ma co narzekać, nam zimne pomieszczenia piwniczne😀, obok w firmie klimatyzację, a i u rodziców w domu tu na wsi, na górze chodzi klimatyzator- w razie czego mam gdzie się ewakuiwać😉

      Polubienie

      1. A właściwie to czemu się nie zanurzyłaś razem z Pańciem, skoro basen duży i w cieniu? Bo „nie wypada”? 😛 Weź przestań…
        Zupa gulaszowa (i inne gęste) to super sprawa, ale… w styczniu. 😀 Nic tak człowieka nie rozgrzeje od środka… Wtedy uwielbiam gęstą fasolówkę, robioną metodą „jedną ręką wlewamy bulion, drugą mieszankę fasola+ciecierzyca+marchewka+papryka ze słoika, trzecią ręką dorzucamy ze dwa ziemniaczki w kostkę i za 10 minut zaczynamy jeść, a za 15 ciepło dociera do dolnych końcówek” 🙂 Ale żeby teraz…? Ooo, nie!

        Polubienie

        1. Iza😀😀😀
          Nie zanurzyłam się, bo Zońcia była sama w domu, a jak już ją nakarmiłam, zmieniłam pieluchę i zasnęła, to Pańcio chciał grać w karty 😂. No nie mogłam na pierwszej „służbie” podpaść😉 Potem to już mi się do nich nie chciało jechać w stroju kąpielowym, choć miałam taki zamiar. U LP normalnie wchodzę razem z dzieciakami 😀
          Ja uwielbiam grochówkę! Po kuligu przy ognisku smakuje najlepiej! Twój ekspresowy patent na fasolówkę muszę wypróbować 🙂

          Polubienie

          1. No dobra, jesteś usprawiedliwiona. 🙂 Nie ma to, jak dobrze podpuścić 😀 😀
            Grochówkę też uwielbiam, ale ona się nie nadaje na patent błyskawiczny, o ile ma być dobra.
            A tu mam milion różnorodnych kombinacji z fasolą, gotowych do użytku w słoiku, tylko podgrzać. Nie, żeby różnych suszonych strączkowych brakowało, ale do ich gotowania „od zera” zwyczajnie nie mam cierpliwości.
            Zresztą, każdą zupę (i nie tylko) da się zagęścić, dorzucając do gotowania garść takiego najdrobniejszego makaroniku „piñones”, który wodę pochłania jak głupi…

            Polubienie

  6. Oj, słoneczny może byc 🙂 Tylko niech ta patelnia nie przesadza. Momentami zazdroszczę Milence, że może się cała wyciągnąć w basenie, i jeszcze zanurzyć. Na przyszly rok kupujemy basen duży, i wiatrak 😀

    Polubienie

  7. W dzień śpię jak dziecko, oczywiście przy wiatraku. 😂😂 z nocą różnie bywa.
    Dalej grzeje. Niemiłosiernie! Moczymu z Igą nogi w „miejskim kąpielisku”.
    A zaraz będziemy z M. opijać mrożoną kawą kolejne „dobre”wieści z tego tygodnia.
    Buziaki!

    Polubienie

    1. U mnie dziś w domu całkiem znośnie- nocne chłodzenie dało radę i nawet wiatrak nie chodzi, choć na zewnątrz 32. No, ale jeszcze nic nie gotowałam. Bossszz ja bym sobie gdzieś w cieniu w jeziorze popływała, ale nie mam z kim, a sama się boję ruszyć.
      O mrożonej kawie myślę intensywnie, ale na razie to lody pochłaniam. Niech Was już żadna „dobra zamiana” nie dopada, łącznie z takimi wieściami.
      😗😗😗

      Polubienie

  8. No proszę! Ja też byłam w galerii we wtorek, z Oliwią! W GK. A ty?
    Dzisiaj oglądałam w tv migawki z Wałcza. Oberwanie chmury i potoki na ulicach. Rozdziawiłam gębę, że to w zachodniopomorskim. Chyba w jakimś innym.

    Polubienie

    1. Do 12.30 w Galaxy, a od 13 w GK 😀
      Rozdziawiam gębę nieustannie, bo w telewizorni notorycznie zaniżają temperaturę, robiąc mi nadzieję. O opadach to już nie wspomnę, bo chyba mieszkam w zaklętym miejscu.
      A teraz jeszcze atakują nas szerszenie! Jak żyć?

      Polubienie

  9. Najważniejsze że nie jest gorzej i tego się trzymajmy, trzeba myśleć pozytywnie! 🙂 A ja cały czas trzymam kciuki! Sam zmienił bym tryb, może nie na nocny, ale brak mi ze dwóch godzin snu na dobę… Wstaje o 4tej i wyglądam jak żywy trup, gdyby nie kawa…Ech… Miłego weekendu 🙂

    Polubienie

    1. O słodki jeżuuu, 4 godzina to środek nocy!!! Wczoraj dłużej sobie pooglądałam filmy i dziś zignorowałam budzik, a gdy zadzwonił o porze piguł, to dalej byłam nieprzytomna i tylko prysznic mnie postawił na nogi.
      Dzięki!!! Dla Cię też miłego i odpoczywaj!🙂

      Polubione przez 1 osoba

  10. Ja przez pół dnia siedzę z nogami w misce z zimną wodą. /ona się zaraz robi ciepła od tych moich gorących nóg/ . I trochę mi lepiej..
    Tylko spać w nocy nie mogę. Za to w dzień cały czas bym spała…

    Polubienie

    1. Dobry patent na ochłodę! 😀
      Dzień w swej duchocie bywa nużący, więc wcale się nie dziwię, że oko się zamyka. Ja w nocy dobrze śpię, nawet Dziecka Młodsze stwierdziły, że w domu nie jest gorąco i smacznie spały, u się na strychu mają piekarnik.
      Jeszcze w przyszłym tygodniu żar, a potem mam nadzieję na normalne polskie lato.

      Polubienie

  11. U nas padało dwa dni, ale dosłownie po kwadransiku w jeden i drugi. Dziś zbiera się na burzę, więc kto wie, może rąbnie godnie. Upały takie, że zaopatrzyłam się w porządny zapas wapna i Claritine :/

    Ten, kto wymyślił klimę, pewnie zbił kokosy. Doopka mnie boli, bo musiałam przeczyścić swoją w aucie (klimę, nie doopkę), wymienić filtr i zrobić ozonowanie, ale nie żałuję ani grosza. Wcześniej jechało się z rozpaczą, mózg się gotował. Współczuję każdemu, kto nie ma w aucie klimatyzacji, szczególnie teraz, w te dni.

    Uparte te czerwone krwinki :/

    Polubienie

    1. U nas wczoraj tak około 22 drugiej jakieś ochłapy burzy co przeszła bokiem i na nas się wypięła,- nawet się nie pofatygowałam, żeby zamknąć dachowe okno w garderobie, tak że tak…
      No nie ujechałabym bez klimy nawet kilometra, a do taksówki jak wchodzę, to się od razu pytam, bo raz się nadziałam, że nie było, na szczęście jechałam rano i przeżyłam 😉 Mnie się wydaje, że już wszyscy mają, chyba że jest zepsuta. Mój OM w swoim jeździ na klimie cały rok. Ja się jakoś nie mogę przemóc, ale mój dwulatek więc sprawne wszystko jest, a i tak OM dał do przeglądu.

      Się zastanawiam czy to nie ich tak urok 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s