Matka Polka…

Nie przeczę, że utrzymanie i wychowanie dzieci jest pracochłonne i kosztowne.  Że w naszym kraju najczęściej to na barki kobiet spada trud pielęgnacji, wychowania dzieci oraz  wszelkie prace domowe. Że kiedy decydują się lub los za nie zadecyduje i mają więcej niż dwójkę pociech, to powrót do pracy albo w ogóle jej rozpoczęcie jest prawie niemożliwe. Bo nie mieszkają w dużym mieście, gdzie dostęp do żłobka czy przedszkola jest możliwy, a jeśli nawet go mają, to często nie stać rodziny na taką opiekę, gdyż mitem jest, iż żłobki i przedszkola publiczne są w naszym kraju całkowicie bezpłatne. Bo nie ma dla nich- matek z małymi dziećmi- ciekawych ofert pracy; niezmianowych, dobrze płatnych, z godzinami elastycznymi, z pracodawcą z empatią. Tych „bo” jest wiele za tym, żeby zostać w domu i opiekować się potomstwem, aż do jego pełnoletności. Ekonomicznie bardziej się to opłaca, szczególnie ostatnio, dzięki 500plus. Program socjalny partii rządzącej skutecznie wypiera z rynku pracy kobiety. Ja tym kobietom wcale się nie dziwię. Rachunek jest prosty.

W normalnym państwie powinno być tak, że kobieta ma stworzone warunki do rodzenia i wychowywania dzieci i  podjęcia pracy w dogodnym dla siebie momencie. Wybór, a nie jakikolwiek przymus. Dziś mam wrażenie, że państwo chce zmusić kobiety do rodzenia i bycia „matką polką” niepracującą zawodowo  za wszelką cenę. Tak odbieram projekt ministerstwa pracy o przyznaniu emerytury kobietom, które nawet nie przepracowały jednego dnia pracy, ale za to urodziły czwórkę dzieci.

Niedawno dostałam ZUS-u informację o mojej przyszłej emeryturze. Zastanawiam się, czy warto do niej dożyć 😉 Fakt, dużo chorowałam, więc były zwolnienia, (nawet wtedy płaciłam składkę zdrowotną), zasiłki rehabilitacyjne, więc sporo mam nieskładkowego czasu w przepracowanych latach. Innymi słowy, kwota nie przekracza najniższej emerytury. I nie o kwotę chodzi, tylko jak to się ma do tego, że ktoś, kto nie przepracował ani jednego dnia dostanie tyle samo, jeśli wszyscy będą mieli zagwarantowaną minimalną? Pracując, oprócz płacenia składek ubezpieczeniowych, odprowadzałam  podatki, nie wyciągając ręki do państwa, bo nie pobierałam żadnych świadczeń rodzinnych. Ba! Swoją dwójkę dzieci wychowałam w czasie, kiedy gdy chorowały, nie mogłam wziąć na nie zwolnienia.

Normalne państwo powinno wspierać rodziny, szczególnie te wielodzietne, i tu jest pełna zgoda. Ja tę normalność pojmuję trochę inaczej, czyli dostępność do żłobków i przedszkoli oraz ich całkowita bezpłatność, również bezpłatna szkoła (podręczniki, obiady, zajęcia dodatkowe, wycieczki), bezpłatna komunikacja miejska dla dzieci i młodzieży uczącej się, świetlice osiedlowe, gminne, gdzie można zostawić dziecko pod opieką na kilka godzin, plus znaczna ulga w podatku.

Jest nas coraz mniej, wciąż dzietność jest niezadowalająca, a państwo właśnie ma na uwadze przede wszystkim to, kto będzie robił na nasze emerytury, kiedy już teraz kasa pusta. Tylko, jeśli taka matka urodzi cztery dziewczynki, które tak jak ona nigdy nie przepracują ani jednego dnia? Bo państwo im stwarza właśnie do tego warunki, do bycia „matkami polkami niepracującymi”. Bo po co pracować, jak się nie opłaca.

I tak się zastanawiam, dlaczego ta gwarantowana emerytura ma być akurat od czwórki dzieci? I dlaczego państwo ustalając grupę uprzywilejowanych kobiet kosztem tych pracujących, czasem bardzo ciężko, które z różnych powodów nie osiągnęły nawet minimalnej emerytury, bo żeby taką dostać, należy udokumentować 20 lat pracy, nie wspomoże je waloryzacją wskaźnikiem za ilość przepracowanych lat? Tak dla zwykłej przyzwoitości. Zróżnicowania. Szczególnie że większość z nich też wychowywały dzieci, często nie jedno.

Normalne państwo powinno stworzyć najpierw warunki do godnej pracy. Tak, aby wszystkim opłacało się pracować i płacić podatki. Bez kombinowania i kalkulowania. Tak, żeby absencja zawodowa się nie opłacała. Dziś niestety tak nie jest i jak widać, w najbliższej przyszłości nie będzie.

*

Jeszcze raz serdecznie dziękuję w imieniu całej rodzinki za ciepłe słowa, życzenia, gratulacje z okazji przyjścia na świat Zońci 🙂 Jest śliczna, zdrowa, no same achy i ochy 🙂 Nie mogę przestać patrzeć co chwila w zdjęcia, w filmiki, które zięć nam wszystkim po przesyłał (niech żyje technologia!), zresztą cały dzień byłam na telefonach, bo przecież musiałam powiadomić wszystkie ciotki w realu 😉 No i dzień pełen wzruszeń, między innymi dzięki Wam, bo cudnie jest przeżywać radość w tak życzliwym towarzystwie. Oczywiście już pobuszowałam online w sklepach dziecięcych, konsultując się z Tuśką i pewnie majątek bym straciła, gdyby nie zatrudniony elektryk, który nie wiedząc, że ktoś jest w domu, nagle odłączył mnie od prądu. Wyczuł chwilę ;p

Upały mnie wykańczają, a ma grzać jeszcze bardziej. Troszkę się tym martwię. Pańcio urodził się w czasie srogiej długiej zimy, jak wychodził ze szpitala, to było minus 20 stopni; jego siostra w upalne lato- jak wyjdzie do domku, to będzie ponad 30 stopni.

Dziękuję:***  Swoją obecnością sprawiliście ten dzień jeszcze piękniejszym!!! Jak dobrze, że jesteście!

 

 

 

 

 

Reklamy