Doczekałam się…

Deszczu. I kompletnie nie wiem o co to halo, że wciąż pada i zimno. Po pierwsze ani wciąż, ani zimno, bo 20 stopni i drobny deszczyk to sama przyjemność. We wtorek po całkowitym przebimbanym poniedziałku powstałam z nadzieją na zapowiedziany deszcz, bo miałam w planach ogarnięcie. Się! Nic wielkiego, bo dom nie potrzebował, gdyż po pierwsze były Młodsze Dziecka i na nasz powrót się postarały, a poza tym dziś już przychodzi Pani, która to zrobi dużo sprawniej 😉 Torby i walizki spokojnie czekają na swoją kolej, bo rozpakowywanie nie jest moją mocną stroną, ale miałam zamiar nastawić pranie, ugotować zupę…bo chciało nam się zupy, choć na wyjeździe jadłam przepyszną borowikową z pierożkami, a OM kwaśnicę, Pańcio zaś rosół.  Taaa…wstałam a tu ani jednej kropli!!! Z nieba i w kranach! No to zaległam z kawą na tarasie i z książką wyczekując deszczu i  usunięcia awarii wodociągowej. Słysząc o ulewach, podtopieniach, silnym wietrze i zimnie, widząc migawki z całego kraju, patrzyłam z lekkim niedowierzaniem, bo przecież zapowiadali też u nas, a tu wciąż nic z nieba nie leciało…ech…W końcu deszcz przyszedł późnym popołudniem razem z wodą w kranach. Ulga. I tak siąpi cały czas, ale mnie to w ogóle nie przeszkadza. Szczególnie że jest ciepło. Ale!  Że w deszczu dzieci się nudzą to wczoraj pojechaliśmy z Pańciem i towarzystwem do kina 🙂 (Babciu masz kaptur? Nie, ale w Julku mam parasolkę– nie użyłam, bo przy tej intensywności musiałabym stać z godzinę albo dwie, żeby zmoknąć).

Cukinie rosną jak na drożdżach i mam wrażanie, że mieszkam w cukiniowym eldorado. Rozdaję na prawo i lewo, nawet w gości zabieram je ze sobą, a i tak już kilka rzuciłam kurom. Sama dodaję do wszystkiego, codziennie grilluję plastry i mam m.in. na kanapki, ale robię też placuszki- palce lizać!-  w pożarciu których pomaga mi Tuśka, sama już niegotująca. Przymierzam się do zrobienia ketchupu z cukinii, bo inaczej ich nie przerobię.

W międzyczasie w tle w DM podejmowane są strategiczne decyzje- inwestycje. Bombardowana jestem telefonami, coby wyrazić zdanie. Wyraziłam. Trochę zszokowana tempem, wielkością… Ogólnie jestem na tak, choć tak naprawdę to tylko Miśka zdanie się liczy, a on musiał podjąć decyzję w niecałą godzinę… Teraz pozostaje sprawdzenie wszystkich ścieżek, żeby przypadkiem nie trafić na ugór bądź minę jak już transakcja zostanie zrealizowana.

 

Reklamy