Nie za wszelką cenę…

Miała zamiar wrócić wypoczęta z nową energią do pokonywania schodów codzienności. Zamiast tego przywiozła ze sobą nadbagaż smutku i przeświadczenia, że jej życie nie wygląda tak, jak powinno. Wspólne. Rozjechało się, o czym doskonale wcześniej wiedziała, ale dopiero ten wyjazd uświadomił jej jak bardzo odstaje od jej oczekiwań. Od innych.

Pojechali w trzy zaprzyjaźnione pary, każda z wieloletnim stażem małżeńskim- bagażem wspólnych radości i trosk. Jeszcze nigdy nie czuła się tak samotnie, widząc codzienne relacje pomiędzy małżonkami im towarzyszącymi. Wiesz, inni potrafią tak fajnie ze sobą przebywać…Napatrzyłam się…i zazdrościłam… Posmutniała. Nikt mnie nie rozumie, myślą, że dom, piękny ogród, że nie muszę na to wszystko pracować wystarczy by być w związku szczęśliwą. A ja potrzebuję bliskości, zrozumienia, czułości…w ciągu dnia, nie tylko w nocy…Dla świętego spokoju mogłabym zacisnąć zęby, poddać się, ale nie potrafię. Jeszcze walczę, więc ciągle się kłócimy…

*

Dla świętego spokoju odpuściła inna kobieta, uzależniając się całkowicie od męża, poddając się jego kontroli, rezygnując ze swej samodzielności. Czasem, jak jej już mocno dopiecze słowami i czynami, jednocześnie zapewniając, że nie potrafiłby bez niej żyć, to rzuci mu, że nie potrafiłby, bo nie miałby kogo dręczyć…Pogodziła się już z tym, że bywa wredny, choć gdyby tylko miała taką możliwość to by odeszła.

*

Trzecia odeszła pięć lat temu, bo miała dość totalnej stagnacji związku, która trwała już kilka lat. Wszelkie próby podejmowane przez nią, spełzły na niczym. Rozstać się było łatwiej, bo nie tworzyli pełnej rodziny, nie licząc kotów. Małżonek, choć zaskoczony decyzją to zgodził się na wszystkie jej warunki. Rozstali się spokojnie. Odetchnęła z ulgą, nabrała wiatru w skrzydła, bez niego stała się pewniejsza siebie, atrakcyjniejsza, świadoma czego pragnie. Niedawno oznajmiła, że już się nacieszyła wolnością i jest gotowa na nowy związek.

**

Życzę im powodzenia, bo przecież życie to rzecz dla dwojga. Tyle że nie za wszelką cenę.

***

Czasem nawet i ja bywam u kosmetyczki podkreślić niewątpliwą swą urodę 😉  Wprawdzie rzadko- ale jednak- nad czym w sumie ubolewam, bo mogłabym zapałać większą, a raczej częstotliwszą chęcią. Widocznie nie urodziłam się po to, żeby czas wolny spędzać na wklepywaniu ton kremu, masażach i pacykowaniu swego lica, żeby ukryć przed światem ślady przemijania. A niech widzi… i się dziwi. Bo ja za bardzo nie widzę różnicy przed i po wyjściu od kosmetyczki. Ale ja tam coraz bardziej się ślepa robię, szczególnie na to, czy bardziej się marszczy, czy zwisa 😉 Jednakoż popieram dbanie o urodę i jej podkreślanie, szczególnie kiedy naturalne piękno już mocno wyblakło- dla Się!  Wyłącznie.

U fryzjera, którego nie odwołałam, mimo iż mogłam spokojnie wybrać się za dwa tygodnie, a termin był ustalony z powodu wesela, na którym nas nie ma, podsłuchałam, jak klientka mówi, a przyszła z odrostami, że w sumie, gdyby nie wyjazd/wyjście/impreza to nie przeszkadzałaby jej te odrosty, najgorsze są te spotkania towarzyskie, bo to zaraz obmówią. Ło matko i córko pomyślałam, odrostów nie mam, bo nie farbuję, ale siwe pojedyncze tak, czuję się z nimi dobrze i mam w doopie, co na ten temat myślą inni.

W sumie każda motywacja jest dobra, nawet wzbudzenie zazdrości u innych 😉 Pewnie taką zazdrość u koleżanek z przedszkola i podwórka chciała wzbudzić Mała Dziewczynka, która przyszła z mamą, żeby przebić uszy. Dziewczynka dała sobie zrobić  znieczulenie, narysować kropki na uszach, ale po przebiciu lewego ucha uderzyła w ryk i obiema rączkami chwyciła za prawe; krzycząc, że booooli odmówiła dalszej współpracy i  szlochała coraz bardziej. Na nic uspakajanie przez mamę, zabawianie przez p. Kosmetyczkę i klientkę czekającą na swoją kolej. Nie pomogło przekucie uszów królikowi, którego miała ze sobą, ani machanie kolorowym dyplomem za przekłucie. Nie i koniec. Nie i płacz. Z odsieczą przyszedł ojciec, który próbował prośbą i przekupstwem…po czym drugie ucho zostało przekute przy użyciu siły. Mam pocieszała wciąż płaczącą Dziewczynkę: widzisz, pokażesz Oli, że ty też masz piękne kolczyki, nie tylko ona…

Pomyślałam sobie, że jak to dobrze, że jestem wolna od chęci wzbudzania zazdrości swym wyglądem i nie muszę się aż tak poświęcać 😉

Macie przekute uszy?

 

Miłego, uśmiechniętego weekendu! 🙂

 

 

Reklamy