Nieuważni…

Jesteśmy.

Bywamy.

Na człowieka.

Głęboko okopani w swoich sercach, problemach, smutkach, radościach, życiu, nie zauważamy sygnałów lub ich braku…

To nie była mi bliska osoba. Znana od kilkunastu lat, z osobistym kontaktem podczas różnych uroczystości w rodzinie, zaprzyjaźniona z częścią jej. To były sporadyczne spotkania, ale zawsze kolorowe, bo była królową życia- radosna, głośna, lubiąca zabawę, podchodząca do życia z dystansem, lubiąca towarzystwo, podróże, smakowanie życia…  Na co dzień  mieszkająca w jednym z arabskich krajów,  co roku przyjeżdżająca na długie wakacje do kraju z mężem i dziećmi (mąż na krócej), wykorzystująca ten czas maksymalnie na życie towarzyskie i rodzinne. Miałam z nią kontakt na FB, więc na bieżąco wiedziałam, co się dzieje…

Nie zauważyłam, kiedy zamilkła. Nawet nie wiedziałam, że już jej nie mam w kontaktach. Kiedy przy okazji kilka dni temu  wspomniałam o niej, bo była bliską osobą kogoś, kto wtargnął w moje życie z obłoconymi butami, a kto również i z nią się skonfliktował, mimo iż wcześniej się przyjaźnił…usłyszałam, że rok temu odeszła.

Szok.

Czerniak.

Gdy przyjechała do kraju, żeby się leczyć, było już za późno.

*

U mnie wciąż susza. Noc niespokojna z wybudzeniami. Najpierw poderwały mnie i OM na nogi fajerwerki (OM zapomniał, że jest moskitiera, a że okno szeroko otwarte, to walnął w nią głową w tych ciemnościach), a potem, kiedy już ktoś skończył hucznie obchodzić swoją imprezę i dochodziła tylko muzyka, niezbyt już głośna, bo z sali oddalonej ze 150m od domu, więc zasnęłam nawet dość szybko, ale chyba spałam jak zając pod miedzą, bo obudziły mnie ciężkie krople spadające na parapet, które w ciszy nocnej grzmiały jak uderzenia młotkiem. Z nadzieją wsłuchiwałam się w nie, że przerodzą się w obfity deszcz…nic z tego…Za to sen odpłynął na długo i nie chciał wrócić, a ja miotałam się na łóżku jak śnięta ryba…Nie wiem, kiedy zasnęłam, ale budzik stanowczo za szybko zadzwonił…A teraz dzwoni po raz drugi- czas wziąć piguły.

 

 

Reklamy