Nowe-stare…

Od chrztu moich dzieci minęło ponad ćwierć wieku. Chrzczone w tej samej cerkwi, co w ostatnią niedzielę córcia siostrzenicy OM, ale przez poprzedniego księdza, już wtedy starszego, który po kilku latach odszedł na emeryturę. Przyszedł nowy, młody, a wraz z nim nowa energia i zapał, żeby parafian jeszcze bardziej integrować, również poza domem bożym. Chór cerkiewny, wyjazdy z dziećmi i młodzieżą na ferie i wakacje, zespół muzyczny, koncerty i wystąpienia teatralne nawet na deskach prawdziwego teatru, stworzenie miejsca spotkań- klubu- coroczne spotkania na Watrze, i wiele innych inicjatyw…

A teraz po latach przyszło stare, czyli nowość w naszej cerkwi. Powrót do starego obrządku chrztu poprzez zanurzenie. Było to dla nas niespodzianką (dla rodziców  i chrzestnych nie, bo byli przygotowani), ale dla wszystkich pozostałych  świadków przyjęcia chrztu i bierzmowania, już tak.

Jak zobaczyłam (najpierw była przykryta) chrzcielnicę, to pomyślałam, że po prostu ksiądz zaczerpnie z niej wodę- nie uwierzyłam OM, że dziecko zostanie w niej zanurzone, choć wielkość jej była dla mnie podejrzana 😉

 

34274631_1927343860610035_8150434484135657472_n

Nawet jak zobaczyłam, że mama Dziewczynki usiadła do ławki i zaczęła ją rozbierać od zdjęcia pieluchy, to pomyślałam przez chwilkę, że…zmienia pieluchę 😀 po czym jak już zdjęła bielusią sukienusię, to dotarło do mnie, że będziemy świadkami starego-nowego obrządku udzielania chrztu i bierzmowania 🙂

34670847_1930677780276643_3690275616285786112_n

Dziewczynka została zanurzona, ale bez główki;  główkę  ksiądz polał już po wynurzeniu. Nie obyło się bez płaczu dziecka, bo kto to widział, tak na oczach wszystkich bez stroju kąpielowego zażywać kąpieli, jak wszyscy wokół ubrani i się patrzą 😉 Dobrze, że chociaż woda ciepła i na zewnątrz temperatury upalne wręcz… Od razu mi się przypomniało, w jakie mrozy chrzciliśmy Tuśkę. Jak wystawienie gołych stópek i brzuszka  w lodowatej cerkwi było nie lada stresem, a co dopiero taka kąpiel…

W każdym razie również za sprawą naszego księdza, który nie jest służbistą, za to mężem i ojcem trzech córek, chrzest odbył się w podniosłej, ale przyjemnej i bez spinki atmosferze. Bo parafianie tej cerkwi, to jak wielka jedna rodzina…A ja to się co chwilkę wzruszałam, ciesząc się i uciekając myślami do wspomnień…że obok mam swoje oba dziecka, dorosłe już, że Pańcio jest z nami…

Potem było przyjęcie w restauracji położonej w miejscowości nad jeziorem, otoczonej laskiem- bardzo fajne miejsce i bardzo smaczne.  Przejeżdżałam koło niego dziesiątki razy  w drodze z i do DM, a teraz już wiem, że warto się zatrzymać…

Spotkania rodzinne są fajne, szczególnie z tymi, z którymi nie widujesz się codziennie tylko sporadycznie. A gdy spotykasz się z kimś, kto od lat siedzi za granicą, i mimo że dzielą cię nie tylko kilometry, ale i przeżyte lata, zaś łączy nić porozumienia, to się nagadać nie możesz.

Patrzyłam na uśmiechniętą, piękną młodą kobietę i serce mi rosło z podziwu…Mnie…Bo usłyszałam:  Przyjeżdżałabym częściej, ale jak słyszę, że zmarnowałam sobie życie…Nie mówi się dorosłemu  dziecku, że zmarnowało sobie życie. Nigdy.

To zmarnowanie polega na tym, że żyje po swojemu, nie tak jak jej o dwa lata młodsza siostra, która ma już męża, dziecko i trzy mieszkania… Ona zaś zakończyła jakiś czas temu dziesięcioletni związek, kończy specjalizację z genetyki ( już jest po ostatnim najważniejszym egzaminie) zwiedza świat i jeszcze nie wie czy osiądzie w Australii, czy w Kanadzie, ale wie już, że nie zostanie w Anglii. Nie żyje według wyobrażeń swoich rodziców z przerostem ambicji i poukładanym życiem. Jest piękna, wciąż młoda (nikt nie daje jej lat tyle, ile ma, ale od mamusi usłyszała- nie ciesz się, to się po czterdziestce zmieni ), zdolna i inteligentna. Nie stawia na karierę, raczej na szczęśliwe życie. Oczywiście, że nie chciałaby przejść je w pojedynkę, ale nic na siłę.

Jak się z nią żegnałam, życząc powodzenia i spełnienia wszystkich planów i marzeń, dodałam, żeby się nie przejmowała gadką starych zgredów, bo to jest jej życie, i jak je przeżyje, to od niej zależy. A najważniejsze, żeby była szczęśliwa, jeśli tylko to jest możliwe. Każdy rodzic pragnie szczęścia swojego dziecka, tylko musi zrozumieć, że jego wyobrażenie o tym szczęściu może diametralnie różnić się. I każdy rodzić powinien wspierać, a nie podcinać skrzydła…tylko dlatego, że dziecko poszło inną drogą, niż sobie wymarzył.

Miejmy nadzieję, że dla Dziewczynki, która przyjęła sakrament chrztu i bierzmowania, to życie, nie tylko duchowe, ułoży się szczęśliwie…I nigdy nie usłyszy słów, że je sobie  zmarnowała…

 

 

63 myśli na temat “Nowe-stare…

  1. Szkoda że w naszym kościele chrzty tak nie wyglądają… W czasach gdzie tradycja wypierana jest przez nowoczesność fajnie że są ludzie, którzy ją kultywują… A dzieciątku również życzę wszystkiego najlepszego.

    Polubienie

    1. W niektórych tak wyglądają ( np grupy neokatechumenalne tylko tak chrzczą). Piękna tradycja , tylko kiedy jest ciepło… A chcielnica śliczna. Wszystkiego dobrego dla Dzieciątka , wiele łask niech na nią spłynie.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nie jestem za bardzo religijna- już pomijam fakt, że dla innych przynależność do jednego kościoła, cerkwi to świętość, a ja sobie w życiu trochę „poskakałam” i mimo różnic (drobnych,, ale dla niektórych ważnych, a dla mnie nie) jak czuję potrzebę, to nie ma znaczenia, gdzie pójdę się pomodlić- więc choć wiedziałam, że jest chrzest przez zanurzenie, to kiedy u nas przynajmniej przez 30 lat takiego nie było, to nie skojarzyłam, a nikt z rodziny nie uprzedził 🙂
        Co do temperatury, to niektóre cerkwie posiadają kaplice i jest w niej odpowiednia temperatura, również woda jest podgrzewana i zawsze sprawdzana przed zanurzeniem. U nas w cerkwi zimą byłoby to niemożliwe, choć i tak jest już cieplej przez ogrzewanie dmuchawą, ale ta może nagrzeje do 15 stopni, nie więcej…
        Dziękuję ślicznie w imieniu Dzieciątka :*

        Polubienie

    2. Jest zapewne dłuższe celebrowanie, bo w kościele rzymskokatolickim takie mam wrażenie, to rach-ciach. Tak tradycja to ważna rzecz, ona scala, ugruntowuje przynależność…
      Dziękuję w imieniu dzieciątka 🙂

      Polubione przez 1 osoba

                1. Tak tych panów w czerni nauczyliśmy… Przez długie lata traktowano ich jak króli i teraz mamy cenniki w kościele…

                  Polubienie

                2. I tu jest problem,że to sami parafianie zgadzając się bez sprzeciwu, aprobują tego typu sytuacje. Gdzieś mają zakorzenione, ze jak nie dadzą, to może zbawienia nie będzie…

                  Polubienie

                3. Na szczęście i parafianie w końcu się buntują, nasz proboszcz głównie za zachłanność po 20 latach wyleciał z parafii. Ludzie w kościele powinni szukać Boga a nie cennika.

                  Polubienie

                4. jestem za opodatkowaniem wiernych na swój Kościół, stałą pensją, bo to „bóg zapłać” to najczęściej wymuszanie, bywa że stygmatyzowanie z ambony, że kto ile, i dlaczego tak mało…

                  Polubione przez 1 osoba

                5. Księża powinni płacić podatki! Zarabiają tak samo jak inni, są ubezpieczeni, mają emerytury a podatków nie płacą! To sprawiedliwe?

                  Polubienie

                6. dlatego stała pensja byłaby rozwiązaniem i płacenie podatków jak jazdy inny obywatel, a tak mówienie, że oni służą ludziom, jest zwykłym przekłamaniem…oni świadczą usługi odpłatne.

                  Polubienie

  2. Długo trwa taki chrzest prawosławny ?
    Poszłabym chętnie na mszę kiedyś do cerkwi ale nie mam odwagi. Boję się, że wszyscy się znają a tu nagle jakiś obcy element. Maluszce pięknego „niezmarnowanego”;) życia !
    a Tobie miłego, spokojnego piątku 🙂
    P.S Byłam tutaj około 3.00 ale komentarz mi się nie wysłał 😮

    Polubienie

    1. Oooo,
      ale na podiuma i tak się załapałaś 😉
      Ostatnio w nocy często atakują spamerzy, bo mam w spamie sporo komentarzy, może akurat trafiłaś na ten moment i WordPress się zbuntował.

      No i teraz to mi zabiłaś ćwieka, ale myślę, że około 30-40 minut, bo służba boża trwa ok. półtorej godziny- razem ok. 2 godzin. Nie patrzyłam na czas, spojrzałam na godzinę już po zakończeniu.
      Wiesz, ja w dużym mieście nie chodzę do cerkwi prawosławnej- wolę greko- bo tam się trochę inaczej odprawia niż u nas. Uwierz, że jak byłam, wprawdzie dawno temu, to się nie potrafiłam odnaleźć, bo odprawa się różniła i czułam się zagubiona 😉
      Nasza to taka jednoznaczna wspólnota- w większości Łemkowie- bardzo zintegrowani, zresztą cerkiew na wsi, więc parafianie z najbliższej okolicy, często rodzinnie powiązani, normalnie klan, a raczej kilka 😉

      Dziękujemy pięknie:*
      I dla Cię dobrego piątku! u mnie zapowiada się „wystrzałowo”- mam bób i fasolkę ;ppp

      Polubienie

  3. Przykro słuchać jak rodzice potrafią dzieci krzywdzić słowami
    Moja mama zawsze mi zarzucała, że jestem zimna i nieczuła
    Nic bardziej mnie nie bolało….

    ech

    Polubienie

    1. a to wbrew pozorom często się zdarza…
      od najmłodszych lat porównują ich z innymi rówieśnikami (rywalizacyjna w szkole), nakazują, zakazują na modłę własnego wyobrażenia. Wcale nie jest łatwo być mądrym rodzicem, złapać tę równowagę pomiędzy chwaleniem a pokazaniem, że coś dziecko robi źle… Dziecko zawsze powinno mieć poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, że nie zostanie odtrącone, choćby słowem, nawet, jak coś mu nie wyjdzie. Mnie wkurza jak dorośli często bagatelizują, obśmiewają małe porażki dziecka, zamiast w pierwszej chwili okazać swą miłość do niego., wsparcie…również to odnosi się to do dorosłych dzieci.
      no cóż słowa bywają cięższe niż kamień…i na całe lata zapadają w serce…

      Polubienie

        1. to prawda…

          czasem kiedy nam się wydaje coś właściwe, to bywa, że dziecko po latach wspomina to całkiem inaczej…i wcale nie musi to być żadne okrucieństwo, a właśnie jakiś zakaz, nieuważność, niedowartościowanie brak wyciągniętej ręki…jeśli to nie jest regułą, to na późniejszych relacjach się nie odbije, gorzej jak to jest standard, wtedy siedzi jak zadra w człowieku…

          Polubienie

          1. To prawda
            ja ze starszymi przeprowadzam takie rozmowy czasem, oni walą między oczy, o co mieli żal kiedyś, ale czasem też przyznają, że to my mieliśmy rację
            cóka miała żal np, że nie pozwalałam jej chodzić po schodach z maleńkim braciszkiem, a miała tylko 9 lat!
            teraz się dziwi, że w ogóle pozwalałam im dotykac małego:pp

            każdy rodzIc popełni błędy
            ale rozmowa, otwartość na dorosłego potomka pozwala uniknąć zerwania więzi i brnięcia w złe relacje

            Polubienie

            1. Och, tych żalów to się zawsze znajdzie, nawet w najlepszej rodzinie. Niektóre mijają same, niektóre trzeba przerobić, najgorsze jest milczenie i trwanie w urazie. Lepiej wprost powiedzieć bo czasem rodzic nie zdaje sobie sprawy, ze rani…ech…czasem potrzebna jest terapia,
              gdy jest miłość to jest możlieość do naprawienia, wybaczenia, zrozumienia…

              Polubienie

  4. Nie wiedziałam, że tak wygląda chrzest w cerkwi. Przeżycie duchowe dla rodziców na pewno większe, bo i oprawa bardziej uroczysta. Nie to, co w naszym kościele, gdzie jak już inni przede mną skomentowali rach – ciach, i w dodatku często hurtem. Nie rozumiem dlaczego rodzice dorosłego dziecka nie chcą zaakceptować jej życiowych wyborów i wspierać ją, tylko wciąż dowalają. Powiem wprost. To głupota wynikająca z ich ograniczeń mentalnych. Szkoda mi tej młodej kobiety, bo na pewno ją to boli.

    Polubienie

    1. To prawda, jest piękniej, choć bywa że dla dziecka za długo, ale że parafia to familia, to nikt się nie irytuje, nie popędza, a jak się coś nawet nie tak zadzieje, to tylko uśmiech wywołuje, jest bez stresu, to najważniejsze…
      bo myślą stenotypami: studia, praca, rodzina, podwyższanie kwalifikacji- to wg. nich sposób na szczęśliwe, spełnione życie, a każde ustępstwo odbiegające od tych ram, wywołuje panikę…

      Polubione przez 1 osoba

  5. Ciekawy chrzest, wszystkiego dobrego dla malutkiej dziewczynki,
    ale tez wszystkiego najlepszego dla mlodej kobiety, ktora zyje tak jak chce,
    szkoda ze dla jej dobra lepiej bedzie zyc z dala od matki.

    Polubienie

    1. Dziękuję w Jej imieniu! 🙂
      I tej drugiej też 🙂
      od matki i ojca…co konsekwentnie realizuje, mimo iż w kraju miałaby doskonałe warunki do pracy, życia, wolała pójść własną drogą. Zawsze była natury bardziej buntowniczej, wyrażającej swoje zdanie, a to trudno tak żyć w rodzinnie, gdzie patriarchat jest mocno zakorzeniony, co powie rodzić to święte- jej matka właśnie takie zachowanie wyniosła od swoich rodziców, szczególnie matki, więc…
      Powiedziała mi, że kariera nie jest najważniejsza, że chce poznawać świat i ludzi…tego w domu nie miała. To pusty dom, bez przyjaciół, bliskich znajomych…Ona teraz ma czas na te wszystkie szaleństwa, skończyła specjalizacje, może zrobić sobie roczną przerwę zanim znowu wejdzie w kierat, a że za nikogo nie jest odpowiedzialna ( dziecko, partner), więc dlaczego nie? Swoje już przeszła, np. na takim SOR-ze w Anglii, więc nie jest bananową panienką. Nie chce żyć tak jak żyje jej mama, która jako młody lekarz pracowała jednocześnie w przychodni, szpitalu, na pogotowiu, potem jeszcze prywatna praktyka w międzyczasie urodziła dwójkę dzieci, zrobiła dwie specjalizacje, doktorat i dopiero od kilkunastu lat, jak dzieci poszły na studia, żyje wystarczająco dostatnie i spokojnie, ale młode lata to tylko dom plus nauka i praca….Brak czasu na jakiekolwiek pasje, podróże, przyjaźnie… Dlatego ja się wcale nie dziwię, że młodzi lekarze uciekają z naszego kraju, bo chcąc cokolwiek osiągnąć w tym zawodzie, to muszą zrezygnować z życia osobistego albo je mocno ograniczyć…inaczej zostają zwykłymi sfrustrowanymi lekarzami, najczęściej w małych ośrodkach, bo bez żadnej specjalizacji…

      Polubienie

  6. Widziałam ostatnio taki chrzest. To zanurzanie dla dziecka musi być stresujące, choć przecież już za chwilę nie będzie go pamiętać:) Jednak najbardziej zdziwiło mnie, że było zanurzane tak gwałtownie, jakby to nie było człowieczek tylko lalka. Czy to normalne?

    Polubienie

        1. przepraszam, pisałam z telefonu, który zadzwonił i nie skończyłam ani zdania, ani komentarza, a mi się wysłało…
          a dalej miało być, ze bierze od mamy z rąk i…już dziecko może zacząć płakać, a co dopiero jak go zaraz zaczyna wsadzać do dziwnego „gara” z wodą…;)

          obejrzałam sobie filmik i nie było to żadne gwałtowne zanurzenie, ale też bez oswajania jak to jest przy normalnej kąpieli i aż trzy razy, więc jest stresujące, ale nie bardziej niż nagłe polanie wodą głowy, a tu ksiądz po ostatnim zanurzeniu położył swoją „mokrą rękę” na główce uprzednio ją zanurzywszy w chrzcielnicy bez nabierania wody , oddając od razu dziecko matce, która już po chwili siedziała w ławce i karmiła małą piersią. Myślę, ze dużo zależy od księdza., jak to przeprowadzi.
          Jedno dziecko potraktuje to jako zabawę, a inne się zestresuje, też zależy od wieku dziecka, nasze jest 9 miesięczne…i płakało… ale nie zaczęło w momencie zanurzenia, tylko już przed… znużona już była…

          Polubione przez 1 osoba

          1. O gwałtownych ruchach pisałam w kontekście innego filmu, który ostatnio oglądałam, ale nie mogę znaleźć teraz na którym blogu widziałam podobny post. Znalazłam na youtubie:-) To co Ty opisujesz to zwykła kąpiel:))

            Polubienie

            1. O matko boska, serce mi stanęło…
              Muszę to pokazać mężowi i przy okazji naszemu księdzu. Nasza była tylko zanurzona do płowy brzuszka i kropla nawet na zewnątrz nie wypłyneła…
              Jestem w szoku…
              ale przynajmniej wiem o czym piszesz… wstawiłabym filmik dla porównania, ale to nie moje dziecię i blog publiczny, więc oczywiście tego nie zrobię, ale różnica jest tak drastyczna, że mnie wbiło w kanapę😵😱

              Polubienie

                1. Mam nadzieję , że NIE!!!, bo osobiście na takim chrzcie z zanurzeniem byłam po raz pierwszy.
                  No nasz ksiądz jest normalny😃,
                  sam ma dzieci, więc
                  nie to nie jest norma!

                  Polubienie

  7. No to niech się Dziewczynka zdrowo i szczęśliwie chowa na pociechę Mamie, Tacie i całej rodzinie.I niech wyrośnie na taką mądrą i silną kobietę, jaką jest jej dorosła Kuzynka!💕

    Polubienie

    1. Ślicznie dziękuję w imieniu Dziewczynki😘
      A tą mądra i silną kobietą jest jej ciocia i zarazem matka chrzestna. Ja myślę, że rodzice stworzą jej fantastyczne warunki, nie popełnią pewnych błędów.

      Polubienie

  8. Pierwsze, co pomyślałam, to „jak dobrze, że jest tak gorąco”. Nie wyobrażam sobie takiego chrztu zimą 🙂
    Obejrzałam też ten filmik w komentarzu i mało zawału nie dostałam. Dobrze, że go chociaż nie wrzucił na 3 zdrowaśki… Matko!
    Moje dziewczyny wiedzą, że wymagam od nich dwóch rzeczy: żeby były dobrymi ludźmi i żeby były szczęśliwe. Mam nadzieję, że jedno połączy się z drugim.

    Polubienie

    1. No w naszej cerkwi to na pewno zimą, byłoby niczym mors w przeręblu 😀
      Przeslalam mojej Przyjaciółce, która obejrzała ze mną na podsłuchu, a oprócz „Matko Boska”, skomentowała, że ona by tego księdza pobiła 🤣i stwierdziła, że teraz wie dlaczego rodzice ochrzcili ją w wieku 5 lat, bo nie chcieli, aby została utopiona😜

      Pozostaje mi życzyć Twoim Dziewczynom tego, co im życzy własna matka!💚

      Polubione przez 1 osoba

  9. Kochana!
    Nigdy nie byłam w cerkwi ( choć mi się marzy), nie znam tej wiary, ani obrządków. Trochę tylko z Twoich postów.
    Najważniejsze, aby dzieci po Chrzcie zostali dobrymi, prawymi ludźmi, pełnymi miłości i szczęścia.
    Dla Cienie zostawiam życzonka: zdróweczka, uśmiechu, pogody ducha i tej za oknem:)
    Buziaczki, przytulam:)

    Polubienie

      1. Tak właśnie! Mieć dobre serce , niezależnie w kogo, w co i czy w ogóle wierzymy. Pięknie to ujęłaś! Byłam kiedyś na pogrzebie odprawianym w 3 obrządkach , piękne przeżycie.

        Polubienie

  10. Moi rodzice mają inne wyobrażenie o życiu moim i siostry. Mnie udało się od tego odciąć, a siostra…cóż, 24 lata, a jak w więzieniu. Każdy najdrobniejszy przejaw ambicji zabijany jest w zarodku…:/

    A maleństwu wszystkiego najlepszego!

    Polubienie

    1. To przykre…
      przerost ambicji rodziców bywa szkodliwy, ale podcinanie skrzydeł chyba jest jeszcze gorsze…Jedno i drugie rzutuje nie tylko na wspólne relacje, ale tez na całe życie już dorosłego dziecka
      Dziękuję!🙂

      Polubienie

  11. w białostockiej cerkwi jest kaplica, w której chrzczą dzieciątka przez zanurzenie, przez okrągły rok. Jestem katoliczką, ale w moich stronach ludzkie „towarzystwo” jest bardzo pomieszane. Nie ma już dawnych animozji na tle wiary i przynależności narodowej. Niech Malutkiej szczęście nigdy nie opuszcza. A z tym zmarnowanym życiem? Moja Matuś też czasami używała takiego określenia w stosunku do mnie i starszej siostry…a najmłodszej powtarzała – „już dwie dobrze w życiu wyszły, to jeszcze i Ty się postaraj”. Po prostu nasze życie nie układało się, zgodnie z Mamy planami co do nas. Ot co ! Pozdrówka.

    Polubienie

    1. Całoroczne są możliwe tylko w kaplicy przystosowanej do tego- u nas to niemożliwe. Na wschodzie jest więcej mniejszość, która zresztą od lat te tereny zamieszkiwała, więc i obycie z innymi obrządkami jakby większe. Na zachód dotarli przesiedleńcy i wszyscy musieli nauczyć się żyć obok siebie.

      Z reguły każdy rodzic pragnie szczęścia swoich dzieci, ale często to szczęście ma być według jego wyobrażenia i nie zawsze potrafi się pogodzić i zrozumieć, kiedy dziecko wybiera inaczej, a czasem nie wybiera, tylko mu nie wychodzi… ech. Nikt nie chce marnować sobie życia przecież.
      Dziękuję Sofi! 🙂

      Polubienie

      1. Odpowiadam tutaj , bo z telefonu komentarze wychodzą długie. To był pogrzeb przybranej cioci, ponieważ była osobą
        ” ekumeniczną” to była to uroczystość greckokatolicko- prawosławno- katolicka. Ponad 3 godziny ale piękna.

        Polubienie

              1. Żaaaaal !!!! Nie pojmuję decyzji kogoś tam , ale cóż są ludzie i szklanki ( tak mówiła moja mama ). A papież Franciszek do zupełnie innego zachowania nawołuje !

                Polubienie

  12. Ja religijna nie jestem wcale, no może jeśli chodzi o herbatę, ale chętnie wzięłabym udział w takiej uroczystości.

    Cóż, każdy chce naszego dobra – nie dajmy go sobie zabrać 🙂 Rodzice po prostu zakładali, że dziecko będzie ich satelitą w ich przestrzeni życia, nie pomyśleli, że ma się dzieci po to, żeby sobie kiedyś poszły i żyły po swojemu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s