Komunijne historie…

Maj nie tylko się zieleni i pachnie obłędnie, ale też się bieli…od alb wystrojonych w nie dzieci, przystępujących do pierwszej komunii.

Rzuciła mi się w oczy (w mediach) 11. metrowa biała limuzyna, jako transport dziecka komunijnego i pewnie (części) jego gości. Elegancja, szyk, czy jednak kicz? I czy faktycznie to jest marzenie dziecka, które spełnić postanowili rodzice, czy raczej  fanaberia rodziców. To nie pierwszy raz i nie ostatni zapewne, gdy oprawa tego dnia przyćmiewa samą ceremonię. Zdarzają się też tragedie, jak ta w  ŚM, gdzie matka krojąc tort komunijny, zabiła swojego partnera, bo ją wkurzył, a wcześniej było za dużo alkoholu…

Słuchając, czytając, mam wrażenie, że istota tego święta umyka dorosłym, którzy poświęcają więcej czasu i energii na przygotowanie całego anturażu niż na duchowe przygotowania, a potem jego przeżycie. Zastąpienie wymyślnych kreacji albami niewiele pomogło, bo rodzice są bardzo pomysłowi w tym, żeby ich dziecko podczas tego dnia czuło się wyjątkowo. Zapominając, że ta wyjątkowość ma przede wszystkim polegać na tym, że ich dziecko przystępuje do Sakramentu Pierwszej Komunii Świętej.

 

Na mojej komunii nie było tłumu gości, nie było nawet moich chrzestnych. Wtedy liczyło się tylko to, że była na niej moja Mam, która wypisała się ze szpitala na własne żądanie, jeszcze cała w bandażach, po mastektomii z powodu skorupiaka. Babcia uszyła mi sukienkę, kupiła białe buty i rajstopy, ale całkiem zapomniała o wierzchnim nakryciu, a wtedy nie był to ciepły, słoneczny dzień, jaki spodziewany jest w maju, tylko chłodny i pochmurny. W kościele trzeba było być już o godzinie dziesiątej, więc Mam zdecydowała, że pójdę w moim eleganckim czerwonym płaszczyku…Przed kościołem oczywiście  najpierw ustawiano nas, żeby wprowadzić do środka, i wtedy Mam usłyszała uwagę na temat mojego płaszczyka, w którym się wyróżniałam wśród wszystkich dzieci. Zrobiło jej się przykro, ale zdjęłam go dopiero w środku, a założyłam ponownie po wyjściu, kiedy na dworze grupowo ustawialiśmy się do zdjęcia. Było naprawdę zimno, a moja Mam stwierdziła, że zdrowie jej jedynaczki jest ważniejsze niż to, w co jestem ubrana. Szczególnie że fotografie miały być czarno- białe, co wysyczała moja Mam do kolejnej matki, która uznała mój czerwony płaszczyk za faux-pas komunijnego ubioru 😉

Przyjęcie było skromne, które przygotowała babcia przy pomocy  rodziców swojej synowej, którzy akurat gościli u jej najmłodszego syna, brata Mam. Byli tylko oni i nikt więcej: ani drugich dziadków, nikt z rodzeństwa Taty, a od mamy tylko jeden brat ze swoją rodziną. Nie czekałam na prezenty, bo rower już miałam, zegarek też, pamiętam, że dostałam łańcuszek i lalkę…z cepelii. Najważniejsze było jednak to, że Mam była w domu,  przy mnie, i że ja nie musiałam prosto po uroczystości jechać do niej do szpitala…

Kiedy sama zachorowałam, to w nocy przed operacją przyszła do mnie myśl, że mogę nie być obecna na komunii Miśka, ślubie Tuśki…i na wielu innych wydarzeniach, które będą ich udziałem, ale to właśnie takie uroczystości są wyznacznikiem czasu…

Dziś pokazując Tuśce  zakupione buty na wesele która skwitowała, że babcine, po czym stwierdziła, że faktycznie to ja jestem babcią i jęcząc, gdzie ja je później ubiorę, usłyszałam w odpowiedzi, że na komunię Pańcia. Automatycznie odpowiedziałam, że przecież to dopiero za trzy lata, i usłyszałam, że zobaczysz, jak to szybko zleci…Taaa Zamilkłam, a w głowie postawiłam szlaban myślom, które od razu się uruchomiły…

Nie zazdroszczę gościom komunijnym dylematów, jaki prezent kupić, bo dziś wcale to takie proste nie jest. Zawsze można pójść na łatwiznę i obdarować pieniędzmi, szczególnie kiedy młod(a)y komunista ma wszystkiego w bród. Ale mnie urzekła historia jednej babci, która kupiła…piłkę nożną, robiąc wnukowi frajdę i pozostałym zaproszonym dzieciakom również. Bo trzeba pamiętać, że to są tylko dzieci i kiedyś mogą wyprzeć to, że do kościoła wiozła ich limuzyna jak z filmu, bo będzie to dla nich po prostu obciach, ale na pewno zapamiętają wspólną zabawę na trawie, śmiech i radość z kopania piłki…Obdarowany chłopak jest już poważnym nastolatkiem, piłka już sfatygowana, ale wciąż w nią gra i powtarza swojej babci, że z prezentem trafiła w 10.

51 myśli na temat “Komunijne historie…

  1. Ja miałam dużo gości na swojej komuni ale pamiętam jakie straszne było dla mnie siedzenie przy stole z gośćmi! Dzieciaki miały w osobnym pokoju i super się bawiły a mi się płakać chciało że musiałam być z dorosłymi 😛
    Roksanko , ciesze sie ze mialas Mamę na komuni i ze nadal ją masz. Na pewno to było dla Ciebie zupełnie inne przeżycie, z takimi doświadczeniami.
    Tulę jak zawsze :**

    Polubienie

    1. Ech, dorośli czasami się zapominają czyja to uroczystość😉
      Moje dzieciaki miały różne komunie pod względem gości( Misiek dwa razy liczebniejszą- rodzina plus przyjaciele), ale przymusu siedzenia przy stole nie było, wręcz przeciwnie🙂

      😘😘😘

      Polubienie

      1. Jak moj Starszy szedł do Komuni, to ksiądz na „naukach”;) upominał rodziców, żeby nie zmuszali dzieci do siedzenia przy stole. Mówił że to jest ich dzień i żeby przeżyły go na wesoło. Aż byłam zdziwiona, bo nasz proboszcz to sztywniak 😛 a tu taka pogadanka :)))

        Polubienie

  2. Na szczęście nie wszyscy ulegają temu komunijnemu szałowi…u przyjaciół było przyjęcie w domu, tylko najbliżsi- rodzice, dziadkowie, chrzestni…no, jedyna”fanaberia” -pracująca mama zamówiła catering.Było miło, rodzinnie, prezenty skromne, by nie przyćmiły istoty wydarzenia.

    Polubienie

    1. Tak, wiem i jestem przekonana, że większość nie ulega.
      Moja Tuśka miała taką jak piszesz, a moją fanaberią było wynajęcie kucharki- mamę bliskiej koleżanki😉 Ta sama osoba obsługiwała przyjęcie Miśka na wynajętej sali obok domu. To Tato w porozumieniu ze mną pod wpływem szczególnej chwili, chciał, żeby wszyscy Bliscy spotkalu się przy tej okazji. I to był dobry pomysł, bo na weselu Tuśki już nie wszyscy dla nas ważni byli obecni. Było pięknie, są wspomnienia.

      Polubienie

  3. Kochana!
    Na mojej Pierwszej Komunii św. była najbliższa rodzina.
    Dzień był upalny, uroczystość na zewnątrz, bo parafia duża i tyle dzieci. Trwała bardzo długo.
    Dostałam od chrzestnej białe rajtuzki i pieniądze ( była zamożną osobą ), od chrzestnego zegarek.
    Było skromnie, ale przede wszystkim nastawienie tylko duchowe.
    Dziś, to „cyrk”!
    Zdrówka życzę i dobrego czasu na relaks:)
    Buziaczki:)

    Polubienie

  4. w mojej i męża rodzinie komunie są pod znakiem raka
    jego brat miał komunię to tato zachorował, mąż już nie miał taty na komunii..

    moja mama dostała diagnozę rak pęchcerza dzień po komunii najstarszego
    w czasie komunii córki wiedzieliśmy, że to ostatnie miesiące życia mamy
    a komunia najmłodszego – od października zaczęły się przygotowania do komunii i… moje leczenie
    w czasie uroczystości jescze nosiłam perukę, choć to był jej ostatni dzień…

    udało mi się sprawić, że mały nie wiedział, jaka to straszna choroba jest i wspomina komunię bardzo dobrze, nie ma ona żadnego rakowego kontekstu.
    a z ciekawostek – on do momentu wręczenia mu pierwszego upominku nie wiedział, że będą prezenty:)))

    Polubienie

    1. Ooo
      trochę to przygnębiające wspomnienia.

      No, fajnie z tym prezentami wyszło. W Polsce taka niespodzianka by nie przeszła, bo inne dzieci od razu by mu uświadomiły, co go czeka ;p

      Wiesz, Tuśka wiedziała na co jestem/byłam chora, ale Misiek nie…On przez wiele lat myślał, że coś miałam z ręką. Ten mój pierwszy skorupiak, został przeze mnie potraktowany jako coś, z czym ja się rozprawię bez problemu. Oczywiście, że zdarzały się myśli (przed operacją), podczas chemioterapii, radio, że może być inaczej, bo przecież był bardzo złośliwy i już z przerzutami do węzłów, ale to były tylko momenty. Ja się skupiałam na życiu! Po skończeniu leczenia, twierdziłam, że jestem zdrowa i innej opcji nie ma! Dużo w tym zasługi mojej Mam, bo jej przykład mi w takim myśleniu bardzo pomagał.

      Polubienie

      1. Mnie poradzono, żeby powiedzieć szczerze dziecku najmłodszemu, ale nie straszyć, więc wiedział, że to rak, ale tu zadziałał ten sam mechaniżm jak przy komunii – nikt mu nie uświadomił, co to

        A sytuacja z komunią uświadomiłą mi bardzo mocno, że dla dziecka to jest przezycie nawet bez prezentów, to wszystko zależy od rodziców , od dorosłych ogólnie

        Polubienie

        1. Masz rację, że wszystko zależy od rodziców, księdza jak przygotuje… Problem jednak polega na tym, że dzieci w szkole opowiadają, chwalą się jeszcze przed…i część ulega temu szaleństwu…

          ja nawet nie wiem jak to się stało, że Misiek żył w takiej niewiedzy, bo o chorobie rozmawiało się normalnie, ale to nie był codzienny temat, zresztą dzieciaki i OM byli w domu, a ja się leczyłam w DM, więc był taki moment podczas radio, że przez 5 tygodni wracałam tylko na weekendy, a wtedy była tylko radość z bliskości.

          Polubienie

            1. Pierwszą chemię też tak miałam- dzienną, co 3 tygodnie, w poniedziałki i zostawałam u Mam co najmniej do piątku, dochodząc do się, więc zaoszczędzałam dzieciom swojego kiepskiego widoku. Zresztą pierwszą w porównaniu do każdej kolejnej to przechodziłam lajtowo, to były inne cytostatyki, ja młodsza, organizm bez wcześniejszych przejść, więc bez porównania…aczkolwiek jak się pojawił drugi skorupiak, to na samą myśl o chemii powiedziałam głośno, ze pasuję, nie będę się leczyć, a przerażenie w oczach mojej Mam (sama nie przechodziła chemii tylko radio) na wiadomość o chemii, mówiło wszystko…No to zafundowałam rodzinie kolejną i kolejną…

              Polubienie

              1. no tak

                dobrze mieć rodzinę wtedy wokół siebie
                my byliśmy we 4, bo starszy akurat pojechał na studia
                i mieliśmy przyjaciół, wspaniałych
                ale co mama to mama

                nie wiem, co będzie
                co by było gdybym miałą mieć kolejną chemię
                a niedługo badania, i ten tego…

                Polubienie

                1. ten tego zawsze towarzyszy, bo wznowa bywa nawet po wielu latach, nawet jak rokowania dobre, ale jeśli komórki się zdążyły przedostać do węzłów, to zawsze jest ryzyko nawrotu i ta myśl, czy nie zaatakuje kolejny, jak już jeden to zrobił. Ot, żywot onkoludkuf 😉
                  się pilnować trzeba!

                  Polubienie

                2. zawsze powtarzam wszem wobec, że każdy przypadek jest inny, nawet przy wdrożonym takim samym leczeniu i trzeba łeb do słońca wystawiać i z optymizmem patrzeć w przyszłość, a żyć tu i teraz całą swoją mocą.
                  A to „poważne” to takie enigmatyczne słowo, czasem nieporównywalne ze sobą nawet podczas tej samej choroby, tej samej osoby -wygodne dla lekarzy😉

                  Polubienie

                3. Były czasy że to mnie paraiżowało
                  ale czas mija, a ja poznaję fantastyczne osoby, takie jak Ty i wiem, że ode mnie nie za dużo zależy
                  zamierzam cieszyć się zyciem, choćby nie wiem co
                  badań się boję, ale nie pozwalam lękowi zwyciężyć

                  Polubienie

                4. I to jest godne naśladowania- brak zgody na to, żeby strach nas ograbiał z życia. A chorowanie ma swoje etapy i to jest naturalne, że pewne rzeczy przychodzą same, a niektóre trzeba sobie wypracować 🙂
                  😘

                  Polubienie

                5. podoba mi się
                  niektóe rzeczy przychodzą same, inne trzeba sobie wypracować
                  to chyba aktualne w każdej dziedzinie życia

                  Polubienie

  5. Na mojej Pierwszej Komunii była najbliższa rodzina – rodzice, dziadkowie i chrzestni. Była w domu, jedzenie przygotowałyśmy same, mama zaplotła mi warkocz na noc, żeby rano były loki.
    To, co się teraz wyprawia przyprawia mnie o mdłości. To żadne święto duchowe, to istny cyrk i kiermasz.
    W takich chwilach cieszę się, że nie będę musiała brać w tym udziału.

    Polubienie

    1. Słyszałam wypowiedź księdza, który zastanawiał się, czy Pierwszej Komunii nie zrobić dla dzieci w tygodniu, bez tego całego anturażu, tak, żeby dzieci skupiły się tylko na przeżyciu duchowym, a jeśli rodzice sobie zażyczą, to może po raz drugi zrobić w niedzielę z całą tą pompą, ale to już nie będzie ten pierwszy- ważny raz.

      Polubienie

      1. Może i jest to jakaś koncepcja.
        Szkoda, że wypaczono tak ważne duchowo przeżycie. Pamiętam, że dla mnie było to coś wyjątkowego, a teraz sprowadzone jest to do ilości kupionych prezentów…:/

        Polubienie

        1. Szkoda,
          ale to wina przede wszystkim rodziców, bo tak naprawdę wielu z nich posyła do komunii, bo to tradycja, a nie z duchowej, chrześcijańskiej potrzeby…i dla tych ten cały anturaż jest ważniejszy niż sama ceremonia.

          Polubienie

  6. jak słyszę o tych strojach, wystrojach, współzawodnictwie… szkoda słów. Myślę, że skoro już nie da się uniknąć tego całego cyrku, to przynajmniej powinien się odbywać, na zakończenie „białego tygodnia”. Tyle, że to by już było nie to i rodzice nie mieliby frajdy i pola do popisu. Pozdrówka.

    Polubienie

  7. Nie słyszałam o tej tragedii, aż sobie wyguglowałam. Przy okazji dowiedziałam się jakim maistem jest ŚM i wiesz co? Właśnie tam prowadziłam pociąg 😀 Ale to tak, poza tematem.
    Limuzyna to rzeczywiście obciach i nie świadczy o statusie, ale o debilizmie rodziców. Że o opalaniu natryskowym i tipsach nie wspomnę…
    Jestem ciekawa w jakim kościele miałaś Komunię. Ogólnie wiadomo, że w kościele zimniej niż na dworze, w każdym razie w moim tak jest. Podziwiam cię więc, że w ogóle zdjęłaś płaszczyk w środku.
    Zawsze przy temacie komunijnym przypomina mi się odwieczne, kultowe już pytanie, zaliczane do Archiwum X rzeczy niewyjaśnionych – „Gdzie podziały się nasze pieniądze z komunii?!” 😀

    Polubienie

    1. Na zachód czy wschód, bo jak na wschód to w moim kierunku, a raczej taki trochę południowy.
      Komunię miałam na Popiela, chodziłam do 56, która podobno dziś jest jedną z obleganych podstawówek😉

      No ja to nawet nie wiem czy takie były. Za to Misiek do dziś wypomina, że za jego komunijną kasę poleciałyśmy z Tuśką na długie wakacje do Kanady😂😂😂

      Polubienie

        1. prawda najprawdziwsza ; po powrocie oczywiście kupiliśmy komputer, który stał w pokoju na półpiętrze i był używany przez wszystkich ;p tak że tak 😀 syna dokładnie wie, co się stało z kasą 😀

          w sumie do kościoła na Słowackiego przy parku Kasprowicza mieliśmy taką samą odległość, ale bezpieczniej było chodzić na Popiela, w sensie ruchu ulicznego.

          Polubienie

          1. Ale wasza parafia na Popiela?
            Ten na Słowackiego oczywiście kojarzę, chociaż w środku nie byłam.
            W sumie chyba nie mieszkałyśmy tak daleko od siebie, bo ja w dzieciństwie mieszkałam na dawnej Jedności Narodowej 🙂

            Polubienie

  8. Niewiele pamietam z mojej komunii, ale pamietam bardzo dobrze suknie i mojego ulubionego ksiedza, do dzisiaj mam zdjecia z nim. Jezeli bylo przyjecie w domu to chyba tylko dla doroslych i nie pamietam prezentow.

    Polubienie

      1. Moj ksiadz byl wysoki, jak patrze na zdjecie to widze ze byl przystojny, mial na imie Adam i byl bardzo dobry dla nas – dzieci, zawsze chwalil i stawial piatki.

        Polubienie

        1. w tamtych czasach, kiedy religia była w salkach przy kościele, atmosfera była inna, bardziej uduchowiona, a gdy się miało fajnego księdza, to biegło się na religię jak na skrzydłach 🙂

          Polubienie

  9. Moja komunia też wyglądała inaczej niż obecne, ale to były jednak inne czasy. Mieliśmy tego wszystkiego mniej, człowiek dostał zegarek to się mało ze szczęścia nie ze….ł, a dziś? To pokolenie ma wszystko, a takie święto to możliwość pokazania się przez rodziców i szał prezentów jeśli chodzi o dziecko, niewiele w tym aspektu duchowego…

    Polubienie

    1. fakt, inne czasy. Mimo iż nie było alb, to jednak nie było też rewii mody, która nastąpiła później, a głównymi prezentami, to jednak były prezenty typu biblia, łańcuszek z medalikiem oraz zegarek czy rower…

      Polubione przez 1 osoba

  10. Mój młodszy wnuk miał Pierwszą Komunię 13 maja. Było to dla niego duże przeżycie, podobnie jak dla całej rodziny. Ale zachowany był umiar i zarówno przyjęcie czy też prezenty nie były przesadne.
    A że niektórzy rodzice wariują i przesadzają – to prawda.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

  11. Ja do pierwszej komunii szłam ze swoją o rok starszą siostrą. Przyjątko skromniutkie (w domu), bo się nam nie przelewało. Gdy moje dzieci szły do pierwszej komunii, też był trochę bardziej uroczysty obiad w domu dla najbliższych (dziadkowie i chrzestni). Moje wnuczki już miały przyjęcia w lokalach, ale przyjęcie to słowo na wyrost, bo był to po prostu elegancki obiad. Dwie godziny i do domu. Z gości dodatkowych tylko dziadkowie i chrzestni. Prezenty skromne, bo w mojej rodzinie nie ma krezusów finansowych.

    Polubienie

    1. To powinno być normą niezależnie od zasobności portfela, tak, żeby przyjęcie i prezenty nie przyćmiły sedno wydarzenia, a to zależy przede wszystkim od rodziców.
      Wczoraj rozmawiałam z mamą, która jeszcze do siebie nie doszła po przyjęciu swojej córki na ponad 40 osób ( oboje z mężem mają liczne ridzeństwo)- stwierdziła, że narobiła się bardziej niż jakby w polu robiła. I taka refleksja, że z komunii córki wspomina stosy naczyń do mycia…

      Polubienie

  12. Właśnie wróciłam z podwójnej komunii. Przygotowując się do niej, zapytałam moją młodą przyjaciółkę, jakie prezenty dostała z tej okazji. I usłyszałam, że książki i „jakieś” pieniądze. Dlatego moim dwóm „komunistkom”dałam w prezencie kolczyki (obie mają przekłute uszy), aby zostały im na pamiątkę tego ważnego dnia.
    Moim zdaniem prezent komunijny powinien być jednocześnie pamiątką dla dziecka i formą podziękowania za zaproszenie na uroczystość.
    Dawanie w prezencie pieniędzy uważam za niewychowawcze, spłycające wagę tego dnia i takie trochę nieeleganckie. Chyba, że goście postanawiają złożyć się na jakiś konkretny, drogi prezent.
    Ale to tylko moje zdanie.
    Serdeczności😘

    Polubienie

    1. Bardzo trafny pomysł z tymi kolczykami, dla dziewczynek jakoś tak łatwiej z prezentem, tak mi się wydaje. Swojej czwórce chrześników kupowałam zawsze rower, po uzgodnieniu z rodzicami i chrzestnym, w jednym przypadku składaliśmy się z drugą stroną. Nigdy nie dawałam pieniędzy, z przekonania, że mimo iż w tym wieku dzieciaki już zawsze na coś sobie zbierają, to i tak cieszą się najbardziej z prezentów. Zresztą zawsze staram się w takich przypadkach uzgadniać z rodzicami, gdyby stwierdzili, że jednak pieniądze, to pewnie bym je dała, wraz z jakimś drobiazgiem na pamiątkę. Na szczęście nie byłam nigdy w takiej sytuacji.
      Serdeczności :***

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s