Nie zawsze jestem silna. I nie o fizyczność chodzi.

Jestem jak struna, która gra swoją melodię, czasem zafałszuje, ale stara się. Na przekór. Pomimo. Dla siebie. Dla bliskich. Jednak każda struna zbyt napięta…pęka.

Jak to jest, że nie ugniesz się pod ciężarem, który na ciebie spada, od tych wszystkich niepokojów niekoniecznie o siebie, a rozsypiesz się na kawałki od jednego zdania…? Słowa…

Każdy ma własną wytrzymałość.

Moja wczoraj pękła. Dziś powolutku ją składam, wiedząc, że nie da się posklejać bez śladu…

 

Życie i tak jest piękne!

 

*

Majówka, majówką- kto ma ten ma- ale czy pity macie rozliczone? U mnie tradycyjnie jeszcze się tworzą, wszak czas jest do północy 😉  Szczególnie że w końcu  mój głos się przebił…z bocznego toru, na jaki mnie odstawiono.