(Nie)ulotne chwile…

Prognozy są przecudnej urody, bo wiosna właśnie taka jest. Wszystko budzi się do życia, nawet taki zdechlak jak ja. Za to nadmorscy przedsiębiorcy zaspali, bo to skandal, żeby nie było żadnej otwartej budki z lodami i goframi, kiedy słońce pięknie przyświeca, wręcz przypieka, powietrze bez wiatru, że morze gładkie jak stół. Sami zobaczcie TU! Ani żadnej budki, ani nawet kawiarnia w charakterystycznym budynku niczym pałac (pamiętam jeszcze jak stała tam tylko budka z pierwszymi kręconymi lodami włoskimi) -wszystko zamknięte na dziesięć spustów. Szok. Pańcio musiał obejść się smakiem, a miał obiecane lody, po tym, jak po drodze w mieście nad zalewem zjadł przepysznego dorsza. To był pomysł dzieci, żeby nas zabrać na obiad (to nic, że prawie 200km od domu), w cudnie smaczne miejsce, które odkryli jakiś czas temu, i nigdy się nie rozczarowali smakiem ryby. I ja je polecam z całego żołądka serca, bo menu choć rybne, to bogate. Wprawdzie nasza trójka panów, tradycyjnie smażona rybka- sandacz i dorsz- to my z Tuśką zaszalałyśmy i na spółkę wzięłyśmy burgera rybnego- niebo w gębie- sałatkę z kiszonego pieczonego łososia i…uwaga!- pierogi faszerowane łososiem i dorszem- rewelacja! Do tego lemoniada z ogórka i bazylii. Zdrowa (z własnych połowów), nieprzetworzona żywność i to się czuło z każdym kęsem. Biesiadowanie na świeżym powietrzu dodało jeszcze smaku. Cudny czas, choć był moment zniesmaczenia…

Akurat jak wychodziliśmy z auta, to z terenu ogródkowego restauracji- smażalni-  wychodziła jakaś kobieta, drąc się do męża i syna, którzy jeszcze stali przy samochodzie, że jak się będą tak guzdrać, to mogą jechać, bo miejsca nie znajdą. Byłam już w ogródku, jak dołączyła Tuśka, która też się „guzdrała” i widziała, jak ojciec walnął ręką w plecy syna (mniej więcej w wieku Pańcia), coś tam wrzeszcząc do niego. Pewnie go poganiał. Tuśka zbulwersowana tym faktem, bo uderzenie wyglądało na solidne, i darciem się na siebie rodziców, po chwili wyjrzała za żywopłotu i zobaczyła, jak odjeżdżają.”Szczęśliwa rodzinka”, której obiad odpłynął, bo dorośli nie potrafili poskromić swojej…złości.

A morze? Morze cudne jak zawsze, a nawet cudniejsze, bo przed sezonem, więc plaża nieprzeludniona. Posiedzieliśmy, powdychaliśmy jodu, Pańcio biegał na boso, aż zmoczył nogawki, a ja mu zazdrościłam…W innej rzeczywistości zrobiłabym to samo…Ale! Dawno już tak długo nie przebywałam na powietrzu, nie przeszłam tyle na pieszo. Sukces! Po powrocie padłam jak kawka, nie mając siły już na nic. Dobrze, że była już to pora późno wieczorna, więc od razu łóżko, obejrzałam jeszcze tylko odcinek serialu „Kruk” (dobry!) i z przyjemnością oddałam się w objęcie Morfeusza, mając te wspólne, rodzinne w pięknych i smacznych okolicznościach przyrody chwile pod powiekami. Kolejne.

Była myśl, że chcę tam zostać, bo przecież prognozy pogodne, brak tłumów kuszący, a morze zawsze mnie nastraja optymistycznie, ale…Nawet najpiękniejsze okoliczności nie cieszą w pojedynkę.

*

W piątek w DDTVN  był mój genetyczny Profesor, który mówił  m.in. o niedokrwistości. Kto nie oglądał, to przekazuję przesłanie Profesora, że warto raz w roku badać sobie poziom trzech pierwiastków: arsenu, cynku i selenu. I w razie niedoboru się suplmentować, ale z głową, bo nadmiar (wbrew temu, co niektórzy twierdzą, że witamin nie da się przedawkować, a jeśli nawet, to nie szkodzą), nie jest zdrowy. Warto, bo odpowiedni poziom tych pierwiastków zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na raka, nawet u osób z mutacjami genetycznymi o 30%. To sporo, bo kiedy ma się zachorowalność w granicy powyżej 80%, to każda obniżka jest pożądana! Nie warto zaś łykać preparatów multiwitaminowych, bo rzadko bywa tak, że nasz organizm ma niedobór wszystkich witamin i minerałów.

Podam Wam też link do ciekawego artykułu o soku z brzozy, ( Margo dziękuję:*), warto się wspomagać naturalnymi, ekologicznymi produktami. Wszak na początku wiosny, nasze organizmy potrzebują wzmocnienia! KLIK

I kiwi warto jeść, podaję za Ajdą, bo wzmacnia naszą odporność i też jest źródłem witamin, szczególnie z grupy B, których niedobór grozi właśnie anemią. I doczytałam, że pomaga w regulacji ciśnienia, wzmacnia naczyńka krwionośne- jednym słowem, samo dobro! Najlepiej pożerać  jesienią i zimą, ale na szczęście dostępne jest przez cały rok, jak ktoś ma potrzebę 🙂 Osoby z depresją też skorzystają, bo bogate jest w karotenoidy, kwas foliowy i magnez odpowiadające za prawidłową pracę układu nerwowego.

*

Gdzieś mi mignęła na szklanym ekranie kolejka wyborcza do lokali na Węgrzech. Ludziom się chciało, choć się nie udało, a może właśnie się udało, nie wiem. Ale frekwencja ponad 60% okupiona staniem w piękną słoneczną niedzielę naprawdę imponuje. Żeby nam się tak chciało pójść i dokonać wyboru, gdy przyjdzie na to czas.

Jestem przerażona, że od jednego człowieka zależy jaki nasz kraj będzie. Jeśli ktoś tego jeszcze nie widzi, to sytuacja z nagrodami (i nie chodzi mi o to, czy się należały, czy nie) pokazuje jak w soczewce, że wszystko zależy od jednego starszego pana, zaślepionego prywatną zemstą, odrealnionego od zwykłego życia codziennego. Ta cała sytuacja jest tak absurdalna, że aż trudna do uwierzenia, a jednak się dzieje. Jeden człowiek urządza nam życie…

*

Nie uwierzycie, ale komary już są! Przynajmniej w mojej sypialni. Szok!