Zdefektowani…

Jak się zaczyna coś psuć to po całej linii.

Najpierw posłuszeństwa odmówił laptop- nie pierwszy raz. Tym razem jednak wydawało mi się, że uczyniłam wszystko, żeby go wskrzesić, więc z żalem, acz  spokojnie przyjęłam do wiadomości, że jeśli chcę odzyskać zdjęcia, to muszę udać się do fachowców. A chcę! Z innego powodu  już  bym go w ogóle nie naprawiała, bo sprzęt archaiczny i po przejściach. Fakt, już dawno powinnam kupić dysk zewnętrzny (Misiek za każdym razem mi to mówi), nie wiem, na co czekam. To znaczy wiem-  czekam, aż Misiek upora się z sesją i będzie miał czas przygotować swojego laptopa dla mnie. Już miałam wszem  wobec ogłosić śmierć sprzętu, kiedy jeszcze raz sprawdziłam, co mogłam i…udało się go uruchomić. Syn i tak uważa, że laptop działa ostatkiem sił, więc to kwestia czasu. Powinnam już zacząć robić porządek w zdjęciach, by wszystkiego jak leci nie przenosić.

W solidarności do dużego odmówił posłuszeństwa Maluch. Po włączeniu co chwilę gasł, aż wyłączył się i wszelkie próby uruchomienia go na nowo spełzły na niczym. Czym mnie totalnie zaskoczył, bo sprzęt niestary, mało używany, choć już robił mi różne psikusy, to się szybko rehabilitował i działał. Nie przepadam za nim, bo to „ni pies ni wydra”, z ekranem dotykowym z możliwością używania ekranu jako tabletu, przez co czasami się zawieszał. W sumie najczęściej używany na wyjazdach, po pierwszej fazie zachwytu, że podręczny i mogę  wszędzie być mobilna, przy większym ekranie niż ajfon. Szybko mi przeszło, wróciłam do starego nawyku, że laptop mam w sypialni i jak już go włączę, to potem długo chodzi na uśpieniu, a ja w wolnych chwilach zaglądam, jak mam ochotę, czas,  bądź coś potrzebuję- samo wdrapanie się na górę często ogranicza tę działalność, a ja przynajmniej mam złudzenie, że nie jestem uzależniona od sieci ;p

W sieci zaś zbuntowała się dotychczasowa przeglądarka i choć wpuszcza mnie do  blogowego kokpitu, to za wiele już nie mogę zrobić:  wejść w komentarze czy napisać post. Ściągnęłam inną i problem rozwiązał się sam 🙂

Podsumowując: duży ledwo zipie, dysząc i nagrzewając się tak, że spokojnie mogłabym na klawiaturze  ogrzewać zziębnięte dłonie, jeśli takie bym miała  wpadła mi myśl, żeby położyć na niej  stopy, które często mam lodowate, a Maluch musi zostać oddany w ręce fachowców.

Wprawdzie psujący się sprzęt jest wyzwaniem, to jednak pikuś w porównaniu z psującym się żywym organizmem. Ale! Zadania wyznaczone, terminy ustalone, więc w miarę spokojnie można oddać się rozpuście i bez wyrzutów sumienia pochłonąć dziś kilka pączków! 🙂  I faworków  domowej roboty, na które mam zaproszenie i zaraz skwapliwie z niego  skorzystam! 🙂 Bo nie ma to jak obżerać się w dobrym towarzystwie przy filiżance kawy 🙂 Na przekór skrzeczącej rzeczywistości!

Ktoś już pobił rekord? Chwalić się! 😉

Ja pączkiem i kawą rozpoczęłam dzień! Że nie zdrowo? Niezdrowo to jest wszystkiego sobie odmawiać!;ppp

Osobiście najbardziej lubię pączki z nadzieniem z różanej konfitury polane lukrem, czyli klasyka.

W pamięci mam pączki robione przez moją Babcię, tę, która  nauczyła mnie robić pierogi 🙂 Już potem nigdy te domowe tak nie smakowały…

Smacznego dnia!

 

 

36 myśli na temat “Zdefektowani…

  1. Nie mam dostępu, nie jem cukru, ale takiego z tym lukrem bym pożarnęła

    współczuję katastrof
    ja dziś dostałam wiadomość, że za późno się zorientowałam w pewnej sprawie i będzie kłopocik parkingowy na wakacjach
    cóż

    Polubienie

  2. Ogarnęłam póki co jednego pączka! Są tak słodkie, że nie daję rady! Ale w planach mam zjeść przynajmniej jeszcze jeden 😀
    I śniegu trochę napadało! Poszłyśmy z Igą na sanki – pierwsze w tym sezonie 🙂

    Polubienie

    1. Dwa! i talerz pyszniutkich faworków:D teraz leżę i spalam kalorie!

      Hmmm, u nas się ferie zaczną od weekendu i już sama nie wiem czy chcemy ten śnieg czy nie- Pańcio za wiele ( oprócz wyjazdów w góry) się nim nie nacieszył w swoim sześcioletnim życiu.

      Polubienie

  3. No, więc, dokładnie tak samo ostatnio zepsuł się mój. I ja już zdjęć nie odzyskałam. Narazie.

    Zgrzeszyłam dziś, przyznaję, zjadłam dwa i to nie jest moje ostatnie słowo! Cholera, brzydka Ahaja, wstrętna Ahaja, Be! Niby taka silna, stanowcza, a wystarczy jej pączkiem przed gębą pomachać… No naprawdę: wstyd i żenada.

    Też lubię te klasyczne 🙂

    Polubienie

    1. Ojoj! może jeszcze się uda Ci odzyskać, niedużym kosztem.

      Ty się pogłaskaj a nie besztaj za dwa pączki- o tradycję trzeba dbać! 😀 A jak chcesz zgubić pączkowe kalorie to się połóż przed tiwi na 12h, 😀
      Ja też jeszcze chodzę wokół pączków ( zostały 3) i ćwiczę silną wolę ;p No bo 18h leżenia to nawet ja nie zdzierżę ;p

      Polubienie

  4. Znalazłam Wam, dziewczyny – coś sobie wybierzcie 🙂
    Ile czasu zajmie ci spalenie kalorii z jednego pączka?
    • 12 minut wchodzenia po schodach
    • 30 minut jeżdżenia na łyżwach
    • 40 minut szybkiego spaceru
    • 45 minut namiętnego całowania
    • 50 minut odkurzania
    • 60 minut trzepania dywanu
    • 60 minut tańca
    • 120 minut pisania na komputerze
    • 120 minut seksu
    • 150 minut rozmawiania przez telefon
    • 180 minut kąpieli
    • 180 minut zmywania
    • 240 minut snu
    • 300 minut za kierownicą

    Polubienie

      1. Mnie wejście po schodach na swoje III p. spokojnie by zabrało te 12 minut, więc… 😀
        A w razie niedoboru minut mam jeszcze sąsiadów na IV, o!

        Polubienie

          1. Spokojnie, jest winda. Nawet dwie. 🙂

            Śnieg był, owszem.
            U mnie to wyglądało tak, że były plusy, więc śnieg padał w dużych płatkach, i gęsto.
            Po czym na ziemi zmieniał się błyskawicznie w wodę. Znaczy zmieniały się te płatki, którym udało się dotknąć ziemi. Czyli proporcje śniegu do wody były z grubsza 40/60, a głębokość tej brei – za kostkę.
            Czyli po max. 5 min chodzenia wszyscy mieli dokładnie przemoczone skarpetki – jak nie dołem, to górą… Fotę palmy zasypanej śniegiem – posiadamy.
            A następnego dnia było słonecznie i kompletnie sucho, czyli meteo rżnęło głupa z hasłem „ale o ssso cho…?”. I może by ktoś nawet uwierzył, gdyby nie ten wiatr, świeżo importowany z Arktyki…
            A te wszystkie horrory pogodowe, co je w TV pokazują, to się zaczynają tak z 50 km na zachód od nas. Bo jak się jedzie od nas na Segovię, to DROGA idzie na wysokości max. 1808 m npm – a góry są odpowiednio wyżej, rzecz jasna. Więc co tam się ma innego dziać niż śnieg, jeśli jest poniżej zera?

            Polubienie

            1. 🙂 uff już mi lżej 😉

              Tak sobie pomyślałam, że u Cię tak jak u mnie, człowiek musiał się spieszyć by zdjęcie zrobić, tak szybko znikał albo się w mokrą breję zamieniał.
              A w górach MUSI być, no, bo gdzie jak nie tam?

              Polubienie

    1. Brawo Ty! :)))
      Trzeciego nie zdążyłam, bo OM po powrocie wszamał cztery, które się ostały, zanim się zorientowałam, był już pusty talerz!
      Mnie tam z naszej piekarni smakują! 🙂

      Polubienie

  5. Od dawien dawna nie jem paczkow i innych polskich ciast. Nigdy nie nauczylam sie pieczenia ciast. Moglabym kupic w polskim sklepie, ale chyba jestem bezciastowa bo mnie nie ciagnie. Kiedy jestem w tym sklepie widze tylko wedliny i obowiazkowo bialy ser, prawdziwy twarog, a lukrowany paczek patrzy na mnie.

    Polubienie

    1. Też się nie nauczyłam- nigdy nie miałam żadnych ciągotek do pieczenia. Lecz ciasto lubię, szczególnie domowe wypieki. Pączki też, ale jem okazjonalnie, czyli w sumie od święta. W sezonie pochłaniam jagodzianki 🙂

      Polubienie

  6. Nie wiem dlaczego, ale kiedy kupuję jakiś sprzęt, to mam przekonanie, że nigdy się nie zepsuje, więc padnięta pralka czy laptop budzi we mnie niepomiernie zdumienie, no bo jak to? Zepsuło się? Nie- moż- li-we!😉

    Pączków nigdy nie lubiłam, ale w czwartek, za mężowską namową, zjadłam jednego. A niech tam!

    Miłego weekendu!😘

    Polubienie

    1. Mam wrażenie, że dziś sprzęt działa w czasie gwarancji, a kiedy ona mija, to od razu zaczyna szwankować 😉

      Podobno niezjedzenie pączka w tym dniu przynosi pecha 😉

      Miłego! :*

      Polubienie

  7. Ha,ha,ha gdybym zjadła pączka,spaliłabym przez rozmowę telefoniczną (phy, ten czas to akurat na jedną pogawędkę z miłą osobą) albo spanie;)
    Nie jadłam, bo ze wszystkich wypieków jakoś pączki w okolicach szarego końca u mnie się plasują; no może tylko ciasto francuskie jeszcze niżej notowane.
    A sprzęty wiadomo, zawierają różne przymierza i pakty, więc jak jeden pada to inne solidarnie wypowiadają nam swoje usługi. To chyba zawsze tak działa. Ale nie ma nic gorszego niż awaria pełnej zamrażarki (pełnej w 60% mięsa dla psa a w 40% starannie mytych,suszonych,ekologicznych borówek amerykańskich i malin) w pełni gorącego lipca, w pierwszym dniu po wyjeździe na 12 dniowy urlop (stąd wiedzieliśmy, bo właściwie zamrażarka się nie popsuła ale była straszna burza z przerwą dostawy prądu i nie wszystko się po niej włączyło-tzn wszystko oprócz kuchni i pomieszczenia za nią,w którym stała zamrażarka);więcej szczegółów nie będę opisywać ; p
    Sciskam :*

    Polubienie

    1. Zgadza się! Ja zjadłam stanowczo za mało!- towarzyszyłam PT w podróży z DM do stolycy rozmawiając z nią przez telefon.:)
      Lubię, lecz nie pałam jakąś miłością- wolę jagodzianki :)))

      O ranciu! ja bym się z żalu zapłakała z powodu borówki i malin. Mogę tylko sobie wyobrazić co poczuliście ;p

      Odściskowuję :*

      Polubienie

  8. Długo nie zjem paczkow po tym jak najparwodbniej paczkami się zatrułam ;( a nie zjadłam ich wcale za duzo…ale na szczescie juz jest lepiej 🙂
    ratuj sprzety ratuj 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s