Zapominalscy…

Zaproszenie w kształcie filiżanki brzmiało: Zapraszamy Babcię z Dziadkiem na wspólną przedszkolną herbatkę…Podekscytowana, bo to mój debiut (wcześniej mi los rzucał kłody pod nogi) odpaliłam Julka i ruszyłam do przedszkola. Pańcio jak to ma w zwyczaju, już w oknie wypatrywał i machał radośnie. Na sali przy małych stolikach i jeszcze mniejszych krzesełkach siedziały już  babcie i dziadkowie, z przewagą tych pierwszych. (Statystyki, dla dziadków są niekorzystne, to oni zazwyczaj szybciej opuszczają ten padół łez). Na stolikach do wyboru kawa i herbatka, i pyszne domowe ciasto.

dzień

Przysiadłam przy jednym, po chwili dosiadła się do mnie druga Babcia Pańcia, a Dziadek stanął z boku. Weszły przedszkolaki i zanim zaczęły się występy, już po reakcji Pańcia widziałam, że i Dido dotarł.  A zaczęły się radośnie i z przytupem… I bardzo nowoczesne teksty, o tym, że kiedyś babcia z dziadkiem bili się o łopatkę w piaskownicy, a teraz dziadek zmywa naczynia, a babcia siedzi przy komputerze, albo biega do miasta na…tańce, w międzyczasie urodziła mamę i tatę i stąd się oni wzięli- wnuki :))- to tak w skrócie, bo byłam tak wzruszona i uśmiechnięta, że nie pamiętam, ale sobie ponagrywałam,  szczególnie jak jakaś dziewczynka zawładnęła Pańciem i pięknie z nim tańczyła :))) Nagrałam coby mieć pannę na oku, przeprowadzić babcine dochodzenie, czy to dobra partia, coby mi się chłopak już w przedszkolu nie zmarnował przez ślepą miłość! No a jak po skończeniu części artystycznej przyszedł z prezencikiem i laurkami i wtulił się we mnie, to łzy poleciały standardowo! Trwało to chwilę, potem ruszył do Dida. Tak się zakręcił, że zapomniał o drugich dziadkach, ale to dlatego, że drudzy dziadkowie mają w przedszkolu jeszcze jednego wnuka, w tym samym wieku…No i wybuchła mała „aferka”, bo jedna laurka była ze zdjęciem i druga Babcia, widząc, że ja taką posiadam, a ona ma tylko laurkę ze zdjęciem jednego wnuka, a przecież ma dwóch! Najpierw podejrzewała, że Pańcio nam  dał dwie takie same i mamy w nadmiarze, ale jak się okazało, że nie, to przywołała Panią Przedszkolankę, żeby wyjaśnić (a ja się śmiałam do Pani, że zaraz będzie tu miała walkę babć na plastikowe łyżeczki z braku noży :D- chciałam oddać swoją, ale nie wzięła). No i okazało się, że mieli tylko po jednym egzemplarzu zdjęć, które robione były przy okazji jesiennej sesji przez profesjonalnego fotografa.  Tak to bywa, jak babć i dziadków jest komplet! Podobno w niektórych przedszkolach w okolicy zapowiedziano, że mają przychodzić po jednym egzemplarzu, bo się nie pomieszczą! Uważam to za skandal, bo to zwyczajna segregacja babć i dziadków. No!

Fajnie też było powspominać z Paniami Przedszkolankami, bo dwie z nich pamiętają moje dziecka, jak chodziły do przedszkola. Tuśkę  widują z racji Pańcia, ale Miśka nie, i jak któregoś razu przyjechał po siostrzeńca, to ledwo go poznały, a on zabłysnął: to panie jeszcze tu pracują??? ;ppp Normalnie jak jakieś dinozaury czy cuś ;p

Fajnie być babcią! Dzisiejsze babcie są inne niż nasze babcie, bo i inne czasy  dziś mamy, ale to wcale nie znaczy, że wtedy nie potrafiły  nadążyć za wnukami. Babcie zawsze szły z duchem czasu i pomagały odkrywać i zrozumieć, oswajać rzeczywistość, a przy okazji uczyły historii, będąc  kopalnią wiedzy jak dawniej było. I wtedy i dziś same uczyły się pewnych rzeczy od wnuków, bo to taka wymienna relacja! Fakt, że dzisiejsze babcie w większości to wciąż pracujące kobiety, mające nie tylko życie zawodowe, ale również i swoje pasje. Nie przeszkadza im to w czynnej opiece nad wnukami, w spędzaniu z nimi czasu, może nie zawsze tyle ile same by chciały, bądź chcieli ich rodzice i sami zainteresowani, ale starają się, jak mogą! Czasem bywa to trudne logistycznie, bo dziś wnuki wraz  z rodzicami mieszkają często nie tylko osobno, ale w dużych  odległościach, a często poza granicami kraju. W każdym razie mieć babcię i dziadka to tak jakby mieć skarb! Przecież jak sami sięgniemy do wspomnień, to te często wracają do naszych babć czy dziadków i najczęściej pięknie i ciepło nam się kojarzą.  Bo to już jest naukowo udowodnione, że niezależnie od zaangażowania- codziennego czy od święta- to babcia i dziadek mają więcej cierpliwości, spokojności, wytrwałości niż mieli kiedyś do swoich dzieci. I tak się dzieje z pokolenia na pokolenie.

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Babć i Dziadków! Bądźcie dla swoich wnucząt fajnymi, najlepszymi pod słońcem!

Muszę się przyznać, że nie bardzo rozumiem tych kobiet, które nie chcą za wcześnie zostać babcią. Oczywiście w tym sensie, że wnuki niby postarzają. Uważam, że wręcz przeciwnie!

Oczywiście, Pańcio już nie został w przedszkolu, tylko wrócił ze mną, a po drodze zatrzymaliśmy się u LP, i tam z jej synkiem i wnuczką pobawił się w jakąś grę, a ja oprócz dwóch kaw zostałam uraczona łazankami z kapustą kwaśną, jak lubię. I to moje pozerstwo- dokładka- pewnie było przyczyną późniejszych dolegliwości. Coraz częściej się łapię, że po zjedzeniu mam jakieś sensacje, najczęściej bólowe i to niekoniecznie żołądka, wiec w sumie to już sama nie wiem…Do bólu też się można, jak widać przyzwyczaić…bo nie zawsze się skupiam na nim.

W domu czekała na mnie niespodzianka…Konkretna, tak jakby Mikołaj się obudził i stwierdził, że byłam grzeczniejsza niż mu się wcześniej wydawało ;).

Mam wczoraj  zadzwoniła z pytaniem, czy aby Mikołaj przypadkiem nie zapomniał mi prezentu dać, jak…o koszyku. A z koszykiem to jest co tydzień ta sama polka, czyli stres, bo Mam szykuje tam leki ( nowe, bo te na nadciśnienie ma w dwóch kompletach i jeden  jest na wsi) jakieś jedzenie, bo Tata teraz powinien uważać co je, i czasem coś dla mnie albo dla Tuśki, choć rzadko, bo potem strach czy do nas dotrze. Tata  potrafi się potknąć o koszyk, który stoi przy wyjściu i go nie wziąć. Jak się już kilka razy tak zdarzyło, to  Mam stara się pilnować,  i  zawraca go z korytarza za drzwiami, czasem wyciąga z windy czy garażu, bo nieopatrzenie w czasie wyjścia nie stała nad nim jak kat nad dobrą duszą, tylko była w innym pomieszczaniu mieszkania i naiwnie myślała, że jak pincet razy zawołała weź koszyk, to wystarczy. Tym razem Tata wziął koszyk, ale jakie było  zdziwienie Mam, kiedy po niecałej godzinie ktoś zadzwonił do drzwi, i jak otworzyła, to zobaczyła Dozorczynię z koszykiem w ręku. Jej koszykiem!!! Jak się okazało, Tata postawił koszyk na murku przed garażem i…jak już udało mu się wyjechać (wyjazd ma skarpę, a na niej leżał śnieg i auto się ślizgało, więc musiał odśnieżyć), to zapomniał o nim i odjechał. Och, taki numer nie był pierwszy raz, raz to nawet  zapomniał o łóżku polowym, które wyciągnął z auta, ale już nie wniósł na górę do mieszkania. Oczywiście, jak się zorientował, to  ktoś się już połasił na łóżko.  Mam się zdenerwowała ( bo leki!) i zaczęła wydzwaniać. Jak w końcu Tata odebrał ( cały czas było zajęte) to usłyszał: gdzie jesteś!!! wracaj natychmiast!!! Był w połowie drogi na wieś, więc zawracać nie miał zamiaru i na utyskiwanie Mam, stwierdził, że oprócz pamięci zawodowej, to każdą inną wyłączył. Na co Mam się wydarła: zaraz zapomnisz drogi do domu!!  Pytanie: którego?;)

 

Miłego!

 

 

 

Reklamy