Światła…

Słońce i lekki mrozik zachęcały do podróży, by odwiedzić rodzinę a przy okazji odebrać Ciocię, która  spędzała tam święta, aby nie musiała tłuc się autobusem. Tym razem jedziemy S3 w przeciwnym kierunku niż DM, mniej więcej tyle samo kilometrów. Szkoda, że nie dalej…w góry. Ale jeśli nie można tam, gdzie chciałoby się bardziej, to jak już jesteśmy w S. nie po drodze, jak zwykle to bywa podczas powrotów z gór, zajeżdżamy do smakowitej Tadź Mahal. Żaden tam MC.D, którego mijamy- jeszcze latem go nie było- nawet  Pańcio nie protestował ;). Lubię indyjską kuchnię, a w tej konkretnej restauracji mam ulubioną zupę podawaną w kociołku- Tadź Mahal Mixed Soup- której porcja wystarczy, by się najeść. I oczywiście indyjską herbatę z imbirem. OM zamawia tradycyjnie zupę plus jagnięcinę, Pańcio nuggetsy panierowane w soczewicy. Choć nie mam już miejsca w żołądku to podjadam od Pańcia frytki i od OM ichni chlebuś i maczam w dwóch różnych przepysznych sosach. Aż do totalnego wypęku…

tm

Podjeżdżamy pod blok wujostwa i na chwilkę wchodzimy do mieszkania- Ciocia już  czeka ubrana i strofuje OM, który nic sobie z tego nie robi i komunikuje, że Mamą zaopiekowała się Tuśka, więc spokojnie  zajedziemy jeszcze  wraz z wujostwem  do domu kuzyna, który czeka z żoną  na nas z herbatą, kawą i naleweczką oraz ciastem. Jest radośnie, świątecznie, rodzinnie i nawet na moment Ciocia się uśmiecha i rozluźnia, choć to ona daje sygnał do wyjścia. Nie dyskutujemy, zbieramy się i żegnamy. Robię zdjęcie…choinki…bo dopiero co rozmawiałyśmy z Tuśką, która stwierdziła, że własnych choinek ma  setki, a ja na to, że przecież to sosny, a nie świerki…a tu…

ch

Tak mi się spodobała, że aż…ubrana w rękodzieła Pani Domu :))) W oryginale robi dużo lepsze wrażenie.

Za szybą samochodową już ciemno. Lubię mknąć i mijać tysiące świateł miast oddalonych od drogi. Na niebie gwiazdy, widzę Duży Wóz…Z płyty lecą kolędy, pastorałki w dwóch językach, jest nastrój…i cudny zapach dobrego jedzenia, które wydobywa się z porcji na wynos dla Dziecków Starszych. OM tłumaczy Cioci, że dziś nie musi nocować u siostry, że dopilnuje, że dopiero jutro po cerkwi- święta trwają 3 dni- i wysadzamy ją w Miasteczku, następnie zawozimy Pańcia  do rodziców i jedziemy do domu. Pod kocyk 🙂  To znaczy ja pod kocyk, bo OM do Mamy.

Starość bywa trudna. Starość to stan umysłu.

Samotność. Czasem jak tak jadę nocą i widzę oświetlone okna, to zastanawiam się ile za nimi jest ukrytych samotnych serc. Takich jak Ciocia- bez tej najbliższej rodziny. Bez męża, partnera, dzieci, wnuków…Może tylko z psem i kotem…a może i nie. Jeśli jest jeszcze rodzeństwo, zżyte, i jego najbliżsi, to, to życie rodzinne nie jest aż tak zubożałe. Ale jeśli człowiek jest sam? Samiuteńki? W albumie wspomnień nie ma zdjęć wspólnych, pokoleniowych…Ani pod powiekami…

Dziwaczeje.

 

Obejrzałam film „Tajny dziennik”. Polecam, podobno też jest książka. Mnie przy okazji i nie tylko obejrzenia tego filmu, nasunęła się kolejny raz myśl o celibacie księży katolickich.  Ksiądz to też człowiek i miłość nie jest mu obca, za to sztucznie zakazana. I ten zakaz więcej robi złego niż dobrego.

***

Stał się cud!!! Zniknęli najbardziej niekompetentni ministrowie- niestety nie wszyscy. I przyklasnęłabym szczerze tej wymianie- zamianie, gdyby nie obsadzenie MON i MSWiA- to jakaś parodia!

No, ale dwóch największych szkodników w tym kraju już nie ma!

I mamy czarno na białym, czym został przekupiony PAD, aby podpisał kolejne niekonstytucyjne ustawy.