Monotematycznie, czyli…

Wciąż o tych świętach 😉  Tak, wciąż o tych samych tylko przesuniętych w czasie.

Podwójne świętowanie ma swój urok i znaczenie, ale tez jest wyzwaniem. Logistycznym. Szczególnie gdy nie ma ustawowo wolnych dni, a ludzie pracują, uczą się, i poszczególni członkowie rodziny mieszkają w różnych odległościach od siebie… Od kiedy (2011 r.) szósty stycznia jest wolnym dniem od pracy, to przynajmniej wigilijny wieczór łatwiej jest zorganizować tak, aby był w pełni rodzinny. Kiedy nasze i Rodzinnej dzieci były małe, to wszyscy spotykaliśmy się w tym dniu u Rodziców OM. W pełnym składzie plus moi Rodzice albo sam Tata w zależności, w jakim tygodniu wypadała wigilia, czasem towarzyszyła nam Ciocia- siostra Teściowej. W każdym razie nikogo przy stole nie brakowało…Z czasem bywało różnie, najczęściej dopisywali wszyscy, ale zdarzyło się, że któreś dziecko już mocno starsze i wyjechane nie pojawiło się, i nie było z nami żadnego z moich rodziców.  A jeszcze później zmarł Teść i po jakimś czasie przestaliśmy świętować w domu rodzinnym OM, bo Mama zaniemogła na zdrowiu. Od tego czasu było już różnie: raz czy dwa  robiła Tuśka, najczęściej ja, a i była wspólna wieczerza u Rodzinnej. W każdym razie staraliśmy się przynajmniej w wigilię, czyli 6 stycznia być razem. Raz tylko musiałam jechać w tym dniu na chemioterapię, ale wtedy przyszła do mnie PT, przyniosła kutię i świętowałyśmy na szpitalnym korytarzu :).

W  tym roku troszkę się pokiełbasiło, ale było cudownie. Rodzinna chciała mieć swoją Mamę u siebie, ale z tym jest problem, bo Teściowa za bardzo nie chce się ruszać z domu, acz w towarzystwie OM jakoś łatwiej ją do tego przekonać.  Myślałam, że wieczerza będzie u nas, ale z racji tego, że musieliśmy Mamę zawieźć i przywieźć ( w praktyce okazało się, że tylko przywieźć) to całe przygotowanie spadło na Tuśkę. No bo nie wyobrażałam sobie, żebyśmy z OM spędzili ten wieczór tylko u Rodzinnej, do której mieliśmy oczywiście zaproszenie. Dlatego w tym roku- jak nigdy przez całe moje życie- miałam dwie wigilie w ciągu jednego wieczoru oddalone od siebie 50 kilometrów.

Rano pojechaliśmy do cerkwi, bo była spowiedź, która  wyglądała tak, że podczas służby bożej (mszy) zamiast kazania odbyła się „spowiedź powszechna”. Wygląda to tak, że ksiądz mówi o grzechach, a potem każdy po kolei podchodzi do księdza, który stoi tuż przed ikonostasem  i pochyla głowę nad ikoną Zbawiciela i krzyżem, ksiądz pyta się, wymawiając twoje imię czy żałujesz za swoje grzechy i daje rozgrzeszenie.  Potem przystępuje się do pryczastia , czyli komunii św.  przyjmując prosforę zanurzoną w winie. Prosforą dzielimy się też przy wigilijnym stole, ale już bez wina za to często w towarzystwie czosnku.

W cerkwi czuje się wspólnotę. Bardzo. Nigdy nie ma żadnej polityki!

U Rodzinnej przy stole siedziała seniorka rodu i najmłodsza- i jak na razie jedyna- niespełna czteromiesięczna  o imieniu swojej prababci- wnusia siostry OM. Umilała nam całe spotkanie :).

Do Tuśki dotarliśmy o 19., właściwie to ja dotarłam, bo OM odwiózł Mamę do domu, wysadzając mnie po drodze i chwilę jeszcze z nią był, żeby podać lekarstwa. Młodsze Dziecka dojechały z DM, był mój Tata i wszyscy usiedliśmy do stołu kole 20. I wyszliśmy dopiero przed północą, to znaczy  ja z OM, bo Dziecka Młodsze wracały do DM, a Tata wcześniej poszedł do siebie.

Dla wspólnych chwili, które cementują rodzinę, dają kolejne obrazy do pięknych, radosnych często wzruszających  wspomnień, warto podtrzymywać tradycję. I wiecie, co najpiękniejszego usłyszałam wczoraj? Jak Tuśka powiedziała, że za rok poda tylko barszcz! Z uszkami rzecz jasna! ;D

I ciepło mi się robiło na sercu, patrząc na moje szczęśliwe Dziecka, całkiem już dorosłe. Że mimo różnych zawirowań, które przecież los nie szczędzi nikomu, zawsze można odbudować albo zbudować coś nowego. I choć przed nami kolejne wyzwania, to wierzę, że sobie ze wszystkim poradzimy! Razem. Bo w rodzinie jest moc!

a

na Tuśkowej choince 🙂

m

A dziś odpoczywam, polegując i objadając się pierogami z kapustą i grzybami oraz ciastem, którego mamy nadwyżki, więc obdzielam wszystkich wkoło.

Poczytam, ale najpierw muszę po odpisywać na zaległe emilki. Szczególnie uradowała mnie jedna, mimo iż Poczta Polska nawaliła i świąteczna paczka dotarła po Nowym Roku. Ale dotarła i sprawiła radość. Pięknie jest pomagać, sprawiać, że ktoś znowu uwierzy w dobroć, życzliwość, że nie jest sam…Pamiętajcie o tym! Czasem niewiele potrzeba, za to wiele jest sposobów. Zbliża się coroczne Wielkie Granie! Ale przez cały rok jakiś maluch potrzebuje pomocy ratującej życie! Tak jak TYMEK! Wesprzyj, jeśli możesz, bo w ilości wspierających siła.  

 

 

 

Reklamy