Krzyk rozpaczy…

Czy raczej bunt i lekceważenie pacjenta, czyli hucpa lekarzy jak to nam książę R. przedstawia?

Kolejny początek roku i kolejne  zawirowania w służbie zdrowia- niezależnie od rządów- przez lata nic się nie zmienia- odwieczny, pogłębiający się problem. Aczkolwiek tak źle, jak obecnie się zapowiada, gdzie już zamykane są szpitale i oddziały, to jeszcze chyba  nie było.  I nie z powodu niepodpisanych kontraktów, a nowej sieci szpitali, i że nie ma z kim tych kontraktów podpisać. Mamy za mało lekarzy!!!

Za obecny stan naszej służby zdrowia oczywiście nie odpowiada tylko i wyłącznie obecny rząd, jednak ostatnie dwa lata pokazały, że nie udało się nic porządnie zreformować, a zepsuć już tak. Choć mało mnie już dziwi, to nie znaczy, że nie bulwersuje, więc arogancja i kłamstwa pana ministra R. jak tylko go widzę i słyszę, powodują u mnie złość. No bo jak tak można? No można. Można zrzucać całą winę na lekarzy, bo ośmielili się wypowiedzieć klauzulę opt- out, nie chcąc pracować ponad siły i z narażeniem własnego życia i pacjentów. I ogromne zdziwienie, bo do tej pory to jakoś funkcjonowało. No właśnie- jakoś. Lekarzy jest za mało i nie ma co zaklinać rzeczywistości! Pomysł projektu, który wyszedł z ministerstwa, aby lekarz dyżurował na kilku oddziałach jednocześnie, brzmi jak zapowiedź horroru. Narażenie pacjentów na niebezpieczeństwo to jedyna odpowiedź ministra na braki w kadrze. I to ministra, który był/jest lekarzem. Który zna realia, który jeszcze zanim został ministrem. postulował zmiany, innymi słowy mówił głosem rezydentów i lekarzy, którzy dziś oczekują głębokiej reformy i większych nakładów na ochronę zdrowia. Był jednym z nich. A dziś się oburza na zastałą sytuację, choć kilka miesięcy wcześniej był uprzedzany.

Pacjent oczekuje od lekarza rzetelnej opieki, ale przede wszystkim dostępu do niej. I pewnie niejeden się zirytuje, kiedy okaże się, że ten dostęp jest coraz bardziej ograniczony. Niejeden uwierzy ministrowi, że to wina lekarzy. Zdrowie i życie nie powinno być kartą przetargową, ale nie rozumiem, dlaczego lekarz ma pracować ponad siły, w złych warunkach na wariackich papierach,  tylko dlatego, że komuś się wydaje, że jego zawód to „służba”, więc można go eksploatować do cna. Żeby być dobrym lekarzem, musi mieć czas na dokształcanie się i odpoczynek. Niby  jest to zrozumiałe, ale i tak większość ma niezrozumiałe oczekiwania. Błędy lekarskie występują z jakiegoś powodu (niedouczenia, przemęczenia), a i śmierć lekarzy na dyżurze ostatnio zdarza się często.

Z ogromną obawą przyglądam się obecnej sytuacji, z coraz mniejszą nadzieją na jej systemowe rozwiązanie. Bo jak na razie z ministerstwa płyną pomysły „łatania” i trwania w tej bylejakości, zamiast propozycji wdrożenia takich zmian, aby z każdym rokiem przynosiły poprawę wszystkim, przede wszystkim pacjentom.

Co cztery tygodnie jestem na izbie przyjęć w klinice. Lekarz na niej dyżurujący jest z oddziału i za każdym razem nie siedzi w gabinecie od- do, a często jest zastępowany przez innego ” z łapanki”. Bo w tym dniu ma jeszcze jakieś zabiegi na przykład. Pani pielęgniarka przygotowuje kilka stron kart przyjęcia, mierzy temperaturę i ciśnienie, lekarz robi wywiad, kilka podpisów i można iść na górę. Jestem przyjmowana w miarę szybko ( nie licząc czasu pod gabinetem), ale biurokracja trwa kilka dobrych minut. Przyjęcie pacjentki, która jest pierwszy raz, trwa czasem do godziny.  Jak widzę na oddziale moją grubą teczkę, to się zastanawiam czy w dobie tak rozwiniętej informatyki, drukowanie tyle ilości papieru jest potrzebne. Dobrze, że już nikt nie musi biegać do laboratorium po wyniki krwi, bo można je odczytać w programie komputerowym. Lekarze narzekają na biurokrację, która zabiera im sporo cennego czasu. I wcale im się nie dziwię, Brak kadry medyczne- pomocniczej odbija się na pacjencie.

***

Zaparzam kolejną „opowieść wigilijną”- zapach obłędny, a i smak całkiem dobry 🙂 Nie znam składu, bo to prezent, w każdym razie przy kolejnych łykach gorącego naparu ciepło myślę o Osobie 🙂 Z książką w ręku odcinam się od rzeczywistości i przenoszę się w czasie do alternatywnego  świata. Jakby to było, gdyby już zaraz po wojnie nasz kraj zerwał się z komunistycznej smyczy, a my mielibyśmy w swej pamięci te wszystkie przeżyte lata( kilka dekad), mogąc swe życie przeżyć jeszcze raz. Czy dokonalibyśmy tych samych wyborów? Zawodowych, partnerów…?

Jutro mam wizytę u fryzjerki- kolejną- i to jest jedna z moich mały radości. Mniej się cieszę, że muszę zajechać do centrum handlowego, żeby coś kupić dla najmłodszej w rodzinie OM. Całkiem wyleciało mi z głowy, gdy nieopatrznie kazałam się taksówkarzowi zatrzymać przy Galaxy, jak wracałam ze szpitala. Już wiem, dlaczego nigdy nie chodziłam na wyprzedaże w pierwszych dniach ich trwania. W pierwszej chwili chciałam uciec, ale jak już się odważyłam, to postanowiłam być dzielną i zostać;). Tak naprawdę chciałam tylko zobaczyć jedną koszulę w Zarze, bo on-line został już tylko rozmiar S, a ja z górą mam różnie- zależnie od fasonu raz S, a raz M- więc nie chciałam ryzykować, i kupić coś Pańciowi.  I tak naprawdę to od razu zwiałam na dział dziecięcy, bo miałam wrażenie, że nie jestem w sklepie a w ciuch-budzie, gdzie sterty  wymieszanych ubrań leżą gdzie popadnie, a baby z dziką radością je  przerzucają. Kolejka do przymierzalni, kolejka do kas…obłęd! Szybko wybrałam trzy sztuki garderoby dla Pańcia i ustawiłam się w kolejce, w myślach rezygnując przynajmniej ze cztery razy, ale posuwała się w miarę sprawnie. Zanim dotarłam do kasy to na wieszaku wypatrzyłam „moją” koszulę, która okazała się też eSką, na oko dobrą, ale zmierzyłam ją, nie wychodząc z kolejki. W ten o to sposób udało się kupić też coś dla siebie. Opuściwszy sklep, musiałam odsapnąć, więc klapnęłam na miękkiej kanapie i kątem oka zobaczyłam, że w innych sklepach wcale takiego tłoku nie ma. Zajrzałam więc jeszcze do jednego i wyszłam z kurtką w kolorze soczystej maliny :). Z ulgą opuściłam centrum, dumna z siebie, że wyprzedaże mam już zaliczone, więc teraz na samą myśl, że  znowu mam się udać  do centrum, tym razem w ŚM to robi mi się słabo. Kompletnie nie rozumiem tego zakupowego szaleństwa. Nawet za czasów, kiedy miałam siły i zdrowie nie potrafiłam się odnaleźć w tłumach szalonych zakupowiczów i w tym totalnym bałaganie, jakie każde wyprzedaże stwarzają.  A ewentualne stanie w kolejce do przymierzalni automatycznie powodowało, że robiłam w tył zwrot i rezygnowałam.

A Wy lubicie buszować w sklepach podczas wyprzedaży i łapać okazje?

Pogody ducha! Za oknem wieje leje i sypie śniegiem.

 

 

30 myśli na temat “Krzyk rozpaczy…

  1. Ciekawa jestem czy dojdzie w końcu do jakiegoś buntu lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników szpitali. Nie strajku kilkudziesięciu rezydentów, ale prawdziwego buntu.

    Malinowa kurtka to jest TO!👍

    Oczyma wyobraźni widzę te sceny w Galaxy😉 Nie cierpię kupowania ubrań i butów! Do tego stopnia, że kiedy wiem, że muszę coś kupić, to tydzień przed wyprawą do sklepu jestem zła i nie mogę spać. Czasem kiedy trafiam na jakiś ciuch, który jest dobry, kupuję kilka sztuk, żeby mieć problem z głowy na dłużej. Często ciuchy kupuje mi mąż, czasem dostaję coś od synowej, która wymienia się ubraniami z koleżankami. Jeśli kupuję sobie coś sama to zwykle przez przypadek.

    U mnie też wieje i leje!

    Miłego dnia z książką!😘

    Polubienie

    1. Mam takie wrażenie, ze bez jakiegoś spektakularnego BUM nic się nie zmieni. To nie znaczy, że ministerstwo nic nie robi, ale zmiany są zbyt powolne i nie zachęcające, aby lekarze zostawali nie tylko w publicznej opiece zdrowotnej, ale w ogóle w kraju.
      W Zdunowie powstał nowoczesny dziecięcy szpital ratunkowy: sprzęt, lekarze, lądowisko- wszystko gotowe! A NFZ wstrzymało przyjęcie pacjentów i przesunęło o pół roku. No po prostu nóż w kieszeni…

      Malina jest słodka! To nic, że mam podobną w kolorze jasnego nieba, ale tę MUSIAŁAM mieć! 😉 Trafiłam w niefortunnym czasie jakim był czas pomiędzy świętami a sylwestrem. Jakiś impuls spowodował, bo w ogóle nie miałam w planach, ale Galaxy mam po drodze i do mieszkania mam „rzut beretem”, Ja lubię spokojne zakupy, bez konkretnego kupowania, bo wtedy zawsze coś fajnego mi się trafi. ( W nowym Galaxy jeszcze nie byłam- nie na moje moce ;)) Zresztą coraz mniej potrzebuję nowych ciuchów.,

      Miłego! :***

      Polubienie

  2. Lubie czytac Twoje posty, sa takie bogate w tematy, czasami trudno mi sie wypowiedziec, bo za malo znam polskie realia i tak na przyklad co sie dzieje w sluzbie zdrowia, mysle ze mam to szczescie w nieszczesciu ze z moimi kilkoma powaznymi chorobami jestem w Australii, od kilkunastu lat jestem na ciaglym leczeniu, dlugie pobyty w szpitalach, chemioterapie, ciagle wizyty do specjalistow, zawsze sprawnie bez czekania i jako emerytka bezplatnie.

    Dla Ciebie wizyta u fryzjerki to przyjemnosc, a ja bardzo nie lubie, dlatego ostatnio poprosilam o ogolenie na zapalke, zeby miec spokoj na dlugo, i tak sie sobie spodobalam, ze zaskoczylam ja placac podwojnie.
    Nie chodze na wysprzedaze, nie lubie tloku, a tutaj jest to wrecz modne, szczegolnie w drugi dzien swiat, sa to glownie mlodzi ludzie, czekaja cala noc zeby byc pierwsi, taki rodzaj szalenstwa.

    Polubienie

    1. :))
      Tylko pozazdrościć, tej opieki lekarskiej. Ja ogólnie nie mogę narzekać, ale zdaję sobie sprawę, że to bardziej z powodu szczęścia, czyt. znajomych lekarzy, niż faktycznego stanu szpitalnej opieki.

      Przyjemność to sam fakt, że mogę pójść do salonu, bo mam z czym ;p Mając krótkie i tak przeciągam w czasie, bo chodzę średnio co 8-9 tygodni. Czterokrotnie byłam łysa, więc…A ja jak miałam długie włosy to bywałam rzadziej niż teraz jak mam krótkie. I od lat do fryzjera chodzę tylko na strzyżenie, przy okazji zdarzała się farba i modelowanie.

      Ja wolę kupować w cywilizowanych warunkach 😉 Ale np. takie młode matki całkowicie rozumiem, bo dzieci szybko rosną a ciuszki nie są tanie, więc jak jest okazja.

      Polubienie

  3. Braki w lekarzach widzę m.in. po tym, jak na naszym portalu przybywa profili, które muszę dezaktywować, bo doktor wyjechał na kontrakt do Dubaju, Stanów czy innej Australii. Uciekają :/ Służba służbą, no ale fajnie by było fajnie zarabiać przy tak odpowiedzialnej pracy.

    Wyprzedaże mnie średnio kręcą, zwłaszcza, że wiem jak wygląda zmienianie cen na niby niższe (wczoraj 100 zł, a dziś 110 zł obok przekreślonego 140 zł). Przed świętami kukałam w sieci na pewną torebkę, która OCZYWIŚCIE na same święta podrożała, choć doczepili do niej karteczkę z dużą przeceną. Cierpliwie czekam aż cena wróci do normalności, choć tak mi się ta torebka podoba, że łojesu 🙂

    Polubienie

    1. No mamy taką „uciekinierkę” w rodzinie. Dobre zarobki i dobre warunki, bo są wciąż szpitale bądź oddziały, którym daleko do odpowiednich standardów.
      Ha! masz racje. Ja to już dawno zauważyłam. Choć moja koszula potaniała 30%, bo znam jej cenę z początku sezonu i nie czekałam na przecenę, a możliwość zmierzenia. Ale np. w outlecie Ochnika miałam wypatrzone rękawiczki ( też czekam na zmierzenie) i zauważyłam, że cena nie drgnęła o złotówkę, mimo że sklep zapewniał przeceny do iluś tam procent, więc pewnie niejedna osoba uległa „magii niższej ceny”. Ja od kilku lat wyznaję zasadę, że albo coś jest warte tej ceny i kupuję bo mi się podoba albo nie i już! A już nalepiona karteczka zakrywająca na metce wydrukowaną cenę z nową ceną i przekreśloną niby tą starą, jest dla mnie podejrzana! 😉

      Polubienie

  4. Służba zdrowia i reforma to temat rzeka. Nie raz już mi się „ulało” w tym temacie. Niestety zmian ku dobremu nie widać.

    Nie cierpię tłumów w sklepie. Rzadko chodzę do galerii, tylko jak muszę, albo jestem w delegacji i mam ją po drugiej stronie ulicy 😉 Tłumy mnie denerwują. Zdecydowanie przerzuciłam się na zakupy Internetowe 🙂

    Polubienie

    1. Też więcej kupuję w necie, ale wtedy tylko jak jestem przekona, ze to trafny wybór pod każdym względem. Niektóre rzeczy muszę dotknąć albo przymierzyć. Bywa, ze coś sobie upatrzę a potem przy okazji szukam w stacjonarnym, w ten sposób ograniczając wizytę do jednego albo dwóch sklepów 🙂 W sumie z zakupów internetowych raz tylko zdarzył mi się zwrot- nie lubię tego, bo muszę pamiętać o terminie 😉

      Polubienie

  5. To co się działo z służbą zdrowia za komuny to był dramat. Technologiczne zapóźnienie tak wielkie, że jak wyjechałam na praktyki wakacyjne do Hannoveru, to udawałam, że wiem, co to za urządzenia, choć nie miałam pojęcia ale nie chciałam, żeby źle o nas myśleli.
    To co teraz się dzieje to również dramat. Muszę uważać, żeby nie popłynąć, bo temat jest mi bardzo bliski. Wszystko jest źle pomyślane, koszty sztucznie podnoszone,żeby NFZ w ogóle zapłaciło. Nie ma wycen procedur medycznych i tak szpital ma płacone za rozpoznanie „zapalenie wyrostka robaczkowego” i dostaje taką samą ilość pieniędzy ,jeśli pacjent jest 3 dni w szpitalu i tyle samo jak jest miesiąc, bo miał powikłania (tzn ten miesięczy ma tylko więcej o dłuższy pobyt) W Polsce nadal nie jest płacone za rzeczywiste zabiegi i czynności,jak to jest na Zachodzie. Tutaj każda czynność( każde iniekcja,zmierzenie ciśnienia,każde usg i rtg) -wszystko jest w cenniku i wg niego szpital czy gabinet otrzymują pieniądze z kasy chorych. Nawet jak pacjent zadzwoni do domu, to również to można obliczyć jako „poradę telefoniczną” (i słusznie, bo w razie czego też jest się odpowiedzialnym)
    Nie wspominając o wykorzystywaniu rezydentów, bo nawet na pierwszym roku rezydentury każą w niektórych szpitalach dyżurować za specjalistę i nie ma zmiłuj. Dopóki się nic nie stanie, to jakoś leci; jak się wydarzy tragedia to będzie szukanie winnych i zapewne winny będzie rezydent,że się zgodził; ale jaki ma wybór ?
    A o wypełnianiu tabelek,statystyk i całej masy dokumentów, to już całkiem nic nie powiem :PP

    Wyprzedaży nie lubię; zakupy owszem chętnie ale bez tłumów.

    Polubienie

    1. A płyń Kochana, płyń…;)
      No tak, technologicznie dogoniliśmy Europę, jeśli chodzi o sprzęt diagnostyczny i chirurgiczny, ale wciąż na wielu oddziałach panują warunki rodem z komuny., I tu pełna zgoda, że zła wycena albo jej brak powoduje, że szpitale borykają się z niedofinansowaniem, a lekarz musi skrupulatnie wypełniać papiery bo przy każdym błędzie kasy nie dostanie. Dla mnie niepojęte jest, ze NFZ ustala ile pacjent ma spędzić dni w szpitalu, tak jak to jest np. przy toczeniu krwi. Wypuszczą cię szybciej to nie dostaną pieniędzy- chore! No i te programy komputerowe- milion zakładek, które trzeba otworzyć, żeby dalej wejść i uzupełnić- widzę to na izbie przyjęć.

      W Hannoverze mamy Przyjaciół :))

      Polubienie

  6. Właśnie dzis rozmawialiśmy z mężowatym o polskiej służbie zdrowia
    pieniądze to nie wszystko
    trzeba zmienić cały system
    zrobić w jakiś sposób częściową odpłatność usług
    inaczej to się nigdy nic nie zmieni, rozwiązanie systemowe jest najwazniejsze!!!

    ja nigdy nie chodze na pierwsze dni wyprzedaży
    a jestem mistrzynią okazji:)
    zreszta odkąd są outlety to jade pod oniec wyprzedazy do outletu i kosze okazje kosą!

    Polubienie

    1. Jasne, że nie wszystko, ale są podstawą, choćby do tego, żeby już wykształceni lekarze nie uciekali z kraju, a pacjenci leczyli się w godnych warunkach.
      U nas brakuje specjalistów, stąd kolejki. Mądra polityka możliwości specjalizacji, dofinansowanie tych, które nie są „atrakcyjne” i przez to rzadziej wybierane. Zanim bym wdrożyła częściową odpłatność, to najpierw bym nałożyła składkę zdrowotną na jednakowych zasadach dla wszystkich pracujących.

      Przerażasz mnie!!!;ppp Ja nawet w czasie wyprzedaży potrafię wyjść z rzeczą w normalnej cenie- z nowej kolekcji :DD U nas, przynajmniej w DM w Outlecie obniżki są minimalne albo wcale w czasie wyprzedaży ( moja kurtka wciąż z tą samą ceną), więc spokojnie przeczekuję ten szał zakupowy i zaglądam jak minie. O ile zaglądam 😉

      Polubienie

  7. Jestem przerażona tym co dzieje się w służbie zdrowia od lat. I nie jest to wina lekarzy…. no może tylko w nielicznych przypadkach ….
    A jeśli chodzi o Twoje pytanie – to nie robię zakupów w czasie wyprzedaży. Męczy mnie tłum i to niezrozumiałe szaleństwo. Zupełnie jakby dla niektórych osób najważniejszą rzeczą na świecie było kupienie sobie jakiegoś ciucha o połowę taniej niż dotychczas. To jest dopiero chore.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Jak patrzę przez szklany ekran co się dzieje podczas tak zwanych „czarnych piątków” to mam wrażenie, że człowiek dopiero co z buszu wyszedł. Na niektórych słowo „promocja” ma dziwny wpływ. Bardzo dziwny 😉
      Serdeczności 🙂

      Polubienie

  8. Prawie w ogóle nie bywam na wyprzedażach, choć korzystam z promocji, jeśli akurat trafię. Lubie na przykład buty ecco, a one są drogie, więc jak już potrzebowałam na zimę w zeszłym roku i zobaczyłam w Katowicach w galerii przy dworcu przypadkiem obniżkę o 30%, to kupiłam i jestem zadowolona z nich bardzo. Ale dość często kupuję ubrania w second handach, zwłaszcza że moja waga jest chwiejna. A jak w zeszła zimę usłyszałam, ze wymian zamka w płaszczu będzie kosztować 80 złotych, to wkurzyłam się i kupiłam w ciuchach kurtkę za 40 zł. Nosze cały czas i jest ok 🙂
    Zastanowiłam się, co bym zmieniła w moim życiu, gdybym mogła…. Decyzja o wyjściu za mąż… była… no własnie: mam z tego małżeństwa dwie wspaniałe córki, a gdyby nie tamta decyzja, nie byłoby ich. One – to wartość niepodważalna. Chyba dobrze, że nie można odwracać przeszłości.

    Polubienie

    1. Też lubię ecco, na szczęście mają sklep w outlecie a ja mam go po drodze do DM 🙂 Jestem ślepa w sklepach gdzie jest dużo ubrań ściśniętych na wieszakach i rzuconych w koszach. Zakupy u mnie odbywają się tak, że wchodzę, coś rzuca mi się w oczy, podchodzę i albo biorę albo nie. Buszowanie nawet pomiędzy wieszakami to nie dla mnie. Dawno temu widział mnie znajomy, który był ze swoją żoną na zakupach- weszłam, sekunda na rozejrzenie się, poprosiłam ekspedientkę, żeby mi ściągnęła ( bluzka wysoko wisiała) i zapłaciłam, a znajomy do żony: my tu już pół godziny jesteśmy ;D Dlatego czasem podziwiam osoby, które potrafią za nieduże pieniądze coś fajnego sobie kupić, ale to jest okupione czasem spędzonym na wyszukiwaniu,
      Dzieci…też myślę, że dobrze, ze nie można, z drugiej strony, z perspektywy czasu można by było podjąć kilka innych decyzji. Pytanie czy lepszych?

      Polubienie

  9. Wyprzedaże… raz na 2-3 lata daję się skusić. Ale ja w ogóle rzadko kupuję ciuchy, bo te posiadane zwyczajnie lubię i noszę aż do „śmierci technicznej”. Powinnam sobie kurtkę nową kupić, bo stara jest już niemal na etapie życia pozagrobowego. 😀 Malinowa, powiadasz…? 🙂
    Lekarze… Szkoda mi ich. Ale żadne podwyżki i żadne dofinansowania nie wyczarują w miesiąc czy dwa kolejnych 20-30 tys. lekarzy specjalistów w postaci gotowej, żeby ci już istniejący mogli pracować normalnie. Jak czytam o (wysokiej) średniej wieku lekarzy i pielęgniarek i wyobrażam sobie co będzie za jakieś 5-10 lat, jak liczne pokolenie lat 1950-tych pójdzie na emeryturę (o ile im pozwolą), to mi słabo. 😦 Wyjazd kolejnych 2-3 tys. młodych lekarzy to w tej sytuacji tylko dodatkowy gwóźdź do trumny opieki zdrowotnej w Polsce. Nie pamiętam, która ze znajomych medyczek mi przypominała, że obecna sytuacja jest tylko efektem faktu zmniejszenia naboru na kierunki lekarskie te naście czy 20 lat temu, czyli w momencie, gdy obecni 50/60-latkowie byli na zawodowej krzywej wznoszącej i mieliśmy tyyylu lekarzy, a społeczeństwo względnie młode. Teraz to tylko pokłosie tamtej decyzji…
    Dobrze, że ja w dwóch krajach ubezpieczona… źle, że w obu muszę składki płacić, ale to inna bajka. 😉 Ale i tak na wizytę u państwowego okulisty będę czekać 2 miesiące – tu, nie w Polsce. 😛

    Nawiasem, niedawno czytałam w Guardianie, że w UK też armageddon w opiece zdrowotnej, bo mają A) ciężką zimę, czyli mnóstwo upadków na śliskim, oraz B) epidemię grypy. Armageddon objawia się 1. dostawkami (!!!) na salach szpitalnych, 2. czasem oczekiwania na SOR rzędu 12 godzin (obowiązujący standard medyczny – max. 4 h), 3. wynikającym z tego powszechnym zakazem wykonywania zabiegów planowych innych, niż w stanach ciężkich (moje dziecko czeka na operację nadgarstka…), oraz 4. przepracowaniem lekarzy – któryś się wypowiadał ze zgrozą w oku, że pracował 8-19, po czym został ściągnięty do szpitala o północy i znowu zasuwał do 4:00. A we wcześniejszym artykule czytałam, że u nich ogólne braki personelu medycznego to 100.000 osób, natomiast w regionie, w którym akurat mieszka moje dziecko, 40% etatów lekarskich to wakaty. 😦
    Wniosek – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, a lekarze z Polski mają dokąd uciekać.

    Polubienie

        1. Mango? Mam w galerii 10 min od domu spacerkiem, więc chyba faktycznie pójdę obejrzeć 🙂 , tym bardziej, że w CH nie ma okien i nie widać tej dwumiesięcznej pory deszczowej, co nam tu przedwcześnie nastała (powinno zacząć padać po 15/01, a nie już teraz…)

          Polubienie

          1. Idź, idź :)) deszczu nie zazdroszczę, bo u nas podobnie, choć zapowiedzi na jutro nie widzę u nas deszczu- nareszcie! Może te święta będą pogodowo bardziej przyjazne 😉 a na pewno zimniejsze.

            Polubienie

    1. Podobnie mam z tym noszeniem, a co gorsza zużyć się nie chcą! ;p

      Największy problem to właśnie brak lekarzy-specjalistów, a brak nakładów będzie powodował, że kolejni będą wyjeżdżać. I nie chodzi tylko o wyższe pensje a właśnie warunki pracy, szkolenia, tak, aby lekarze mogli wypracowywać te nadgodziny, bo co tu ukrywać, wszędzie lekarze pracują dłużej niż te 48h tygodniowo. I wszędzie ich jest zbyt mało, tyle że u nas jakby najmniej na ilość mieszkańców. Trochę znam realia UK bo siostrzenica OM jest tam lekarzem i…zwiała na jakiś czas do Australii- tam lepiej płacą i mniej jest pacjentów. Pracowała na SOR, w szpitalu zna realia- łatwo nie było, więc przeniosła się do instytutu genetycznego, a ten wysłał ją na kontrakt do Australii. Teraz po powrocie musi podjąć decyzję co dalej z jej karierą lekarza. Nie ukrywa, że najchętniej wróciłaby do Australii,
      Czasy się zmieniły i pracusiów oddanych idei coraz mniej, ludzie chcą żyć nie tylko pracą. A lekarz też ludź 😉 Muszą coś zrobić, żeby stworzyć dobre warunki kształcenia, potem pracy i zarobków.

      Nigdzie nie jest różowo, choć podobno w Irlandii lekarzy nie brakuje, a przynajmniej jest najwięcej na ilość pacjentów.

      Polubienie

      1. Najwięcej to jest kolejno w 1. Grecji, 2. Austrii i 3. Estonii oraz 4. na Litwie. No i jeszcze Norwegia i Szwajcaria. A Irlandia jest 7. od końca w UE, UK – czwarta od końca. Stawkę zamykają Słowenia, Rumunia i Polska. (wg najnowszego raportu Eurostatu 2017, dane za 2014)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s