Dlaczego?

No cóż, czasem zmuszają do tego okoliczności.

Mnie próbuje Onet 😉

Reklamy

Polepiliśmy sobie :)

Nie, nie bałwana, choć do uzupełnienia anturażu dla lepszego klimatu, za oknem zaczął padać śnieg. Przez moment nawet intensywnie, ale plusowa temperatura nie pozwoliła, żeby poleżał dłużej, a że był to pierwszy śnieg w tym roku, to Pańcio chwilę postał z przylepionym noskiem do okiennej szyby i próbował negocjować wyjście na zewnątrz, aby podjąć próbę ulepienia czegokolwiek ;D

No, ale jak się nie dało lepić ze śniegu, to od czego jest ciasto, ciastolina, czyli plastelina ;ppp

Akcja lepienia uszek rozpoczęła się w samo południe w wiejskim domu rodziców. Mam przywiozła ze sobą gotowy farsz- w tym roku mniej niż tradycyjnie, bo troszkę zabrakło, aby wyrobić ciasto z kilograma mąki. Za to Pańcio miał z czego (ze skrawków) wałkować swoje placuszki, które później prababcia upiekła na blaszce. A z ciasta, które zostało, lepił co mu się tam podobało, stwierdziwszy, że to plastelina ;D Nawet zabrał je ze sobą do domu, a potem przywiózł do nas.

IMG_1607 IMG_1610IMG_1613

IMG_1620 IMG_1621

 

podpłomyk 🙂

IMG_1623 IMG_1624

 

„uszko” ulepione przez Pańcia 🙂

 

 

IMG_1614

W międzyczasie było też malowanie, rozwiązywanie rebusów i labiryntów- oczywiście w  specjalnej świątecznej książeczce.

Wróciłam do domu i od razu pod kocyk z książką. Chwila odpoczynku, bo zaraz przyjechał OM  a Tuśka przywiozła Pańcia do nas, który stęsknił się za didem :). No i tradycyjnie, został u nas na noc.

A jutro mam wypad z dziewczynami do teatru, w ramach prezentu 🙂

I mam zagwozdkę, którą muszę rozwiązać.