Trzynastka…

Jako liczba bywa uznawana za pechową. Lęk przed nią rozpowszechnił się tak silnie, że nawet dostał naukową nazwę- triskaidekafobia. Złe moce trzynastki mają swe źródło w wierzeniach religijnych i mitologiach. Dziś próbuje się odczarować tę liczbę, a nawet zrobić ją szczęśliwą :). Aczkolwiek na moim oddziale nie ma sali z numerem 13. Będąc w Kanadzie w kilku apartamentowcach i hotelach, zauważyłam, że owe budynki  nie posiadały trzynastego piętra, nie mówiąc o pokoju czy apartamencie.

Sama do tej liczby nie przywiązuję jakieś szczególnej wagi, czyli ani nie uważam jej za pechową, ani za szczęśliwą. Ale taki piątek trzynastego się czasami przydaje, bo można swoje nieudacznictwo  zwalić na niego. Po prostu normalna liczba jak każda inna.  I nawet ją lubię, bo trzynastego urodził się OM :D. A w tym roku ( dokładnie dwa dni temu, w czwartek), mojemu blogowi stuknęło 13 lat 🙂 Sporo! Sama jestem zdziwiona, że tyle już czasu piszę, z różną częstotliwością, ale jednak dość systematycznie, i wciąż mam czytaczy :).

Blog to moje miejsce, i choć czasami bardzo intymne, to otwarte dla każdego. Wroga również ;). Nigdy go nie promowałam- kiedyś robił to Onet, wyciągając notki na główną  stronę czy umieszczając blog w „Loży kultowej”- robią to blogerzy  umieszczając w swoich linkach adres, komentując, tworząc w ten sposób sieć powiązań :). Przez te wszystkie lata przewinęło się przez to miejsce sporo czytaczy, również blogerów, którzy już nie prowadzą własnych blogów. Za niektórymi tęsknie i bardzo żałuję, że nie ma ich wśród blogujących. Że zerwała się też nić kontaktów emilkowych, tak bardzo prywatnych, intymnych.  Często o nich myślę, zawsze ciepło 🙂 No cóż, takie życie blogowe, które nie lubi pustki – i dobrze!- dlatego są nowe znajomości blogowe, również cenne jak te minione. W każdym razie ja wciąż jestem pod tym samym adresem i blog też :). I z tego najbardziej się cieszę, że mam blog w jednym kawałku, bo taki był/jest mój zamiar.

Blogowanie sprawia mi dużą przyjemność, bywanie na zaprzyjaźnionych blogach, uczestnictwo w życiu wirtualnym, które bardzo często jest jak najbardziej realne. Na blogach toczą się rozmowy przepełnione śmiechem, ale też refleksją, poważną dyskusją na ważne i mniej ważne tematy.  Jak najbardziej realnie można poczuć wsparcie  udzielane zawsze ochoczo, obecność, kiedy zła chwila dopadnie. To ważne. Nawet jeśli tego wsparcia nie brakuje w realnej rzeczywistość. Bardzo sobie cenię, że ktoś nagle się odezwie, że śle moce i życzy dobrze. To powoduje uśmiech na twarzy, bo jesteśmy narodem mało życzliwym, a może raczej nie potrafiącym tej życzliwości okazać. Lubimy stać po jakieś stronie barykady, okopać się w swych pretensjach, szczególnie kiedy wyjdą różnice zdań na jakiś temat. Małostkowość wychodzi na wierzch i nie jesteśmy już zdolni posłać uśmiech, pozdrowić,  życzyć dobrego. Prędzej jak już, to przyłożyć ni z gruchy i pietruchy. Bardzo lubię i cenię sobie komentarze, z których nie tylko dowiaduję się o Waszych poglądach na dany temat, ale w ogóle czegoś więcej o Was, szczególnie tych, co nie piszą bloga.

Nigdy nie żałowałam, że zaczęłam pisać bloga. Wręcz przeciwnie.

Dziękuję WSZYSTKIM, którzy tu bywają, czytają, komentują :).

Lofciam WAS miłością blogową! 😀

 

Dziś będą goście, więc trochę po świętujemy, choć  całkiem z innej okazji niż urodziny bloga 😉  Bo goście nie wiedzą, że się produkuję w necie. Wprawdzie raz LP trafiła na mój post, kiedy Onet wywlókł go na główną, ale uratował mnie nick i szybka zmiana tematu 😀 A ci, co wiedzą, blogów nie czytają. Tak, tak są tacy ;)) Serio ;p

Miłego weekendu! 🙂

P.S. ugotowałam gar pysznego bigosu, takiego prawie full wypas, bo zabrakło w nim tylko wina ;p A wino właśnie przytaszczył mi tata- nie ma to, jak wino z samego rana ;ppp  Może to  nie głupi pomysł, bo pogoda taka zupełnie barowa 😉

A dla Was 13. jest pechowa, szczęśliwa czy całkiem obojętna?

Reklamy