W tych okolicznościach…

Odpaliłam mojego Julka Żółtka w szary dzień i pomknęłam rudo- brązowym lasem w kierunku miejskiej dżungli. Miałam w planach odwiedzić dwa miejsca w celu zakupowym. Ot, takie drobiazgi (nie)zbędne. Żadne szaleństwa. Sam fakt, że zdecydowałam się pojechać do ŚM- nie czekając do przyszłego tygodnia, kiedy mam zaklepaną wizytę u fryzjera-  w zgniły, nieprzyjemny dzień, nie czekając na poprawę pogody, na dodatek sama, wywołał u mnie poczucie normalności. Trochę ono mi siadło, kiedy musiałam odsapnąć dłuższą chwilę, posilając się wyciśniętym sokiem z owoców, gdyż wcześniej stojąc do kasy w Rossmannie, myślałam, że zaraz spektakularnie sobie klapnę  na podłodze. Udało się klapnąć na fotel…No cóż…Po powrocie zaległam na kanapie, czując się jakbym co najmniej dzień wcześniej przebiegła maraton. Ale usatysfakcjonowana, bo dałam radę.  No i zakupiłam to co chciałam, łącznie z nowym kwiatkiem doniczkowym, bo w tym roku nie tylko na tarasie nie dopilnowałam kwiatów, ale i te w domu zmarnowałam. Wprawdzie tego zaniosłam na górę do sypialni, bo mi się pięknie wkomponował w białej doniczce, która została po zeschniętym innym kwiatku, do nowego anturażu. I tego, co nie chciałam, ale się skusiłam wbrew logice, bo kto kupuje truskawki w listopadzie? Ale nie zawiodłam się- malutkie, słodziutkie i paaachnące! Pyszniutkie 🙂

Lipy we wsi już są gołe, bez liści-  smutno to wygląda. Ale jadąc lasem   jesienne barwy  pysznią się swoją intensywnością. Jeszcze będzie je można przez chwilę podziwiać. Trzeba jednak uważać na zwierzynę, bo ostatnio dużo młodych sarenek przebiega przez drogę, a raz nawet – jadąc z Tuśką- widziałam młodziutkie dziki. Jeszcze. Niejaki Szyszko, zapalony myśliwy, może to zmienić. Teraz strach błąkać się po lesie, bo można zostać ustrzelonym. Znienacka.  Pomysł MON, żeby w każdym powiecie była strzelnica ( koszt 2 miliardy)  i forsowanie w sejmie liberalizacji przepisów odnośnie posiadania broni, napawa tylko obawą, że niedługo nie tylko do kaczek  się strzelać będzie. Do tego nowelizacja przepisów o mirze domowym, i jak znienawidzonemu sąsiadowi przyjdzie do głowy przekroczyć miedzę, to musi się liczyć, że tę głowę- w obronie własnej- sąsiad mu utrąci. Co niektórym marzy się Hameryka. OM niedawno mnie poinformował, że na wiosnę chyba kupi małego jeepa, odkrytego, takiego, żeby  po polach i lasach mógł  jeździć z Pańciem.  Będę mu musiała zasugerować, że  wóz pancerny będzie lepszym rozwiązaniem. W tych okolicznościach.

Reklamy