Grobowe przemyślenia…

Kap, kap, kap…woreczek z krwią. Jestem  w miejscu, z którego nie wszyscy wychodzą o własnych nogach…Przed chwilą na naszą salę przywieziono pacjentkę w ciężkim stanie.

No to nie dziwujcie się, że grobowy temat…

 

Teoretycznie powinno być mi obojętnie. Powinnam też wiedzieć, czego chcę i czego nie chcę. Ale praktycznie trochę się miotam, biję z myślami i dyskutuję z tymi, z którymi mogę. OM się nie nadaje, bo ucina w zarodku. Czasem jak sprowadzę już temat do absurdu, to coś w żartach odpowie.

Nie wiem czy uda mi się słowami nakreślić, o co mi chodzi, może zagmatwam to jeszcze bardziej, komuś się narażę, kogoś być może urażę, ktoś zweryfikuje o mnie zdanie- ale  wiele razy tu dałam wyraz, że moja wiara jest specyficzna, a właściwie religijność, której w praktyce, jakby to powiedzieć, niewiele jest. Nie mam takiej potrzeby, choć czasem „pogadam” sobie z Panem Bogiem przed snem albo w lesie. I właśnie przyszło mi do głowy, że „zdrowaśki” , „ojcze nasz” to częściej odmawiam podczas…badania TK czy PET-u  niż w jakimkolwiek „domu bożym”. Nie, żeby jak „trwoga to do Boga”, ale jest mi tam tak zimno, niewygodnie (lewa ręka „mdleje”), że tylko mogę się skupić na tych dwóch modlitwach. No i nie ukrywam, że w ciągu ostatnich trzech lat, częściej leżę w tych maszynach, niż klęczę w cerkwi.

No dobra, ale do brzegu…

Osobiście chcę być skremowana, niestety mojej chęci nie podziela OM. Z dzieciakami jeszcze na ten temat nie rozmawiałam, a rodziców zdanie od lat niezmienne- tradycyjny pochówek. Czasem się złoszczę na OM i śmieję do LP, że jak nie dopilnuje mojego spalenia, to pośmiertnie  wypiszę ją z grona moich przyjaciół! A z drugiej strony łapię się na myśli, że dlaczego mam utrudniać bliskim, niech robią, co chcą. Po czym kolejna myśl: nie chcę mieć grobu! Niestety, w Polsce minister zdrowia zabronił rozsypywania prochów, czym mi kolejny raz podpadł na maksa. Wypłynęliby na środek jeziora ( u nas jezior pod dostatkiem, przy jednym  z nich, starsze dziecka mają działkę ;)) i wysypali, i byłby spokój. Nie wątpię, że w pamięci moich bliskich będę niezależnie od tego, co się  z moim ciałem stanie po śmierci. Jest jeszcze jedna opcja, o której przeczytałam, że mogę po śmierci stać się… dźwiękiem. Aż się uśmiechnęłam do takiej możliwości :). Taa…może kiedyś w przyszłości…do której jeszcze trzeba dożyć. Albo  wcześniej wyprowadzić się z tego kraju.

Grobu nie chcę mieć z kilku powodów, a jednym z nich jest miejsce a właściwie moje niezdecydowanie co do niego. Na szczęście nie wchodzi w rachubę pochówek na naszym wiejskim cmentarzu. Ja tam po prostu nie pasuję! I niech sobie ktoś myśli co chce, ale jeśli za życia przez prawie 30 lat nie zżyłam się z tą społecznością, to po śmierci tym bardziej nie ma szans na integrację ;).  Żadne odwiedziny, wspólne śpiewy i picie wódki. Zresztą zawsze chciałam wrócić do DM. Ale! Nie w trumnie ;p Bo na pięknym cmentarzu mojego miasta nikogo z rodziny nie ma.  A nie, od niedawna jest tam pochowany  brat taty, wbrew swojej woli, bo życzył sobie być pochowanym  w niewielkim miasteczku oddalonym od DM ok. 70km, na cmentarzu obok swoich rodziców, braci, babci, tam gdzie cała rodzina od strony taty zjeżdża się, aby pomodlić się przy ich grobach. Córka zdecydowała inaczej…Widocznie uznała…zresztą nie będę spekulować.

Chyba nie dopłynę do tego brzegu…No i cmentarz w DM nie kusi mnie, więc pozostaje ten w Miasteczku, gdzie są groby rodziny OM. I pewnie tak się stanie, a  mnie małomiasteczkowość bardziej irytuje niż wieś;p.  Wiem, głupoty piszę, bo powinno być mi obojętnie. To nie będzie mój problem. No właśnie, nie mój, tylko bliskich. Obserwuję dziecka i OM, i nie widzę w nich potrzeby zapalenia tego symbolicznego znicza. Owszem, raz w roku, przeważnie przed albo po „Wszystkich Świętych” idą na cmentarz. Rozumiem ludzi, którzy potrzebują mieć grób, miejsce spotkań z tymi, którzy odeszli. Kiedyś (może jeszcze nawet dziś)  uważałam, że groby, święto jest przede wszystkim dla  żywych. W tym refleksyjnym czasie wszyscy się jednoczą, a przy grobach, na cmentarzach odbywa się wiele rodzinnych spotkań, również towarzyskich. Wybrzmiewają wspomnienia, to bardzo uduchowiony czas.

Nie chcę mieć pomnika, którego trzeba czyścić z liści, dbać i takie tam. Wystarczyłby jakiś głaz, niedoskonały jak ja.

Do Mam powiedziałam, że nie powinna już się wybierać w podróż w czasie Wszystkich Świętych na groby i powiedziała mi, że to ostatni raz. Będzie jeździć wiosną i latem, z którymś z wnuków. Teraz też najpierw Misiek miał jechać, a potem  Tuśka się zaoferowała, że zawiezie, ale już mieli inaczej  ustalone, bo…tata po aferze w rodzinie nie chciał spotkać się z siostrą przy grobach w tym dniu,  a że dawno nie był na grobach swoich teściów i szwagra, to zadecydował, że jadą z mamą sami. Trasa nieuciążliwa, bo do samego miasteczka prowadzi najpierw S3, a potem autostrada, tylko miejsce noclegu w pensjonacie oddalone ok. 11km, i trzeba dotrzeć drogą lokalną. Ale ile to Mam stresu kosztowało, to tylko ja wiem i moje dziecka, oraz  PT, bo ona na samą wieść, że jadą sami, od razu powiedziała, że nie będzie nawet o tym myśleć, bo się zestresuje. W tym świątecznym dniu jest komu zapalić znicz i położyć kwiaty (mama i tak zamawia świeże bukiety i wiązanki ku utrapieniu co niektórych u lokalnej kwiaciarki czy jedzie, czy nie) na grobach. Zresztą młodszy brat mamy, który też ma na tym cmentarzu teściów, powiedział, że on będzie jeździł na 1 listopada, dopóki będzie mógł.  Wciąż mieszka tam bratowa Mam i moi trzej kuzyni ze swoimi licznymi dziećmi.

O groby moich dziadków z jednej i drugiej strony nie muszę się martwić. Mam liczną rodzinę w postaci dzieci licznego kuzynostwa.  Gorzej będą miały moje dziecka. Z mojej strony nie mają nikogo, a z OM tylko dwie kuzynki, która jedna jest za granicą. Kiedyś przecież poboczna rodzina się wykruszy, bo na każdego przyjdzie czas.

Szanuję i rozumiem  potrzebę odwiedzania grobów w tym konkretnym dniu. Dostrzegam też, jak mocno się to święto skomercjalizowało, ale nie generalizuję, bo większość idzie tam z potrzeby serca- tak chcę o tym myśleć- a nie z obowiązku. Inni wybierają dni przed lub po, ale też w tym nostalgicznym czasie odwiedzają cmentarze, przechadzając się ścieżkami cmentarnymi, zatrzymują się przy grobach bliskich i tych, których znali, kochali, lubili, szanowali…Z  upływem lat, coraz więcej takich przystanków. Dobrze jak na jednym cmentarzu, w jednej miejscowości. Gorzej, jak groby rozsiane po całym kraju…I tak bym chciała swoim bliskim, tym najbliższym, tego oszczędzić, pewnie to z mojej strony trochę egoistyczne, ale jak nie mogę żyć wiecznie, to mogłyby moje prochy spoczywać gdzieś na dnie akwenu wodnego albo…w płycie winylowej..

Brat Teściowej jadąc na groby w ŚM spowodował wypadek. Na szczęście im nic się nie stało, ale pasażerka drugiego auta nie miała tyle szczęścia. Wprawdzie życiu nic nie zagraża, ale roztrzaskane biodro nie brzmi dobrze. OM pojechał po wujostwo (samochód z holowała Policja, zabrał ich prosto na cmentarz w Miasteczku, a potem przywiózł do swojej mamy, gdzie dojechała Rodzinna, a Ciocia czekała z rodzinnym obiadem.  Nie wygrzebałam się z pościeli, OM jak zobaczył termometr, powiedział, że obiad mi przyniesie, co uczynił.

Strach o żyjących bliskich, czy szczęśliwie dotrą i wrócą jest  nierozerwalną częścią tego święta. Chyba w tym okresie jest największe natężenie ruchu, i ta często niesprzyjająca pogoda…Moi rodzice szczęśliwie wrócili do DM.

No i nie wiem, czy się wyraziłam jasno, czy nie. Ale krew mi się tu miesza, ciut mi niedobrze, i ogólnie do doopy, bo wprawdzie OM mnie przywiózł, ale prosto z DM pognał do sanatorium- cwaniaczek- więc wrócę o ile  wrócę– pełna energii… do pustego domu ;ppp

Kończę te grobowe wynurzenia, bo mi ciśnienie spada…

 

Reklamy