Straszyć nie będę ;)

Od zeszłego czwartku uprawiam turystykę jeżdżąc DM-dom- DM-dom…I końca nie widać, bo w ten czwartek znowu jadę do DM- a mówiłam, że na starość powinnam z powrotem wrócić do miasta, to bym nie musiała wte i wewte! Tylko najpierw muszę do wyglądać bo wkoło słyszę, że młoda jestem, a bliska koleżanka odmłodziła mnie o dobre kilkanaście lat, jak zaczęłyśmy gadać o naturalnym kolagenie, o którym ja pojęcia nie miałam, że takowy jest na rynku i laski go piją, żeby być tam i ówdzie gładsze niż są. Ale dla równowagi, PT stwierdziła, że już na tyle stare jesteśmy, że mogą nas dziecka wozić, na co ja się oburzyłam, że w normalnej rzeczywistości to nikt wozić by mnie nie musiał, a nawet i w tej, gdyby nie ciężka walizeczka ;p Bo tak po prawdzie, to w mojej niemocy nie o samą jazdę idzie, ale o wszystko inne z wyjazdem związane. I na dodatek dotarło do mnie, że w normalnej rzeczywistości, to byłabym 400km stąd w rodzinnym mieście Mam na grobach dziadków i wujka. Zawiozłabym  rodziców, którzy pojechali sami, a mama nie musiałaby stresować się jazdą z ojcem za kierownicą. Przy okazji spotkałabym się z rodziną i nie tylko z rodziną, bo mam tam znajomych, w różnym wieku, których znam od dzieciństwa.

We wtorek rano stanęłam przed lustrem i stwierdziłam, że jak dziś jest Halloween, to ja straszyć nie będę i się umaluję ;p Tylko czym? W mojej kosmetyczce nie znalazłam niczego, coby służyło do malowania. Nawet złamanej kredki. NIC. Poszłam więc do mieszkania obok, licząc, że Mam jeszcze swoich kosmetyków nie zakopała w czeluści pięćdziesiątej piątej torby spakowanej na wyjazd. W korytarzu nie było gdzie nogi postawić, bo torby czekały na wyjście, ale jakoś udało mi się dotrzeć do kuchni, gdzie Mam coś jeszcze szykowała i pytam się, czy może, tak zupełnie przypadkiem ma kosmetyki na wierzchu. Mam się na mnie popatrzyła i jęknęła z wdzięczności, bo się okazało, że kosmetyczka, zamiast wylądować w któreś z toreb, z powrotem powędrowała do szafki. Co ja bym zrobiła– wzdychała z ulgą- zapłakałabym się. Pomyślałam sobie, że pewnie przy okazji oberwałoby się tacie, że to przez niego, bo się stresuje jazdą. Nie mogłaby zgonić na to, że ją poganiał, bo sama widziałam, jak spokojnie siedział w fotelu i czekał, aż Mam da sygnał do wyjścia. Moje malowanie trwało dwie minuty: fluid, puder, kredka do oczu 🙂 Pomyślałam o różu, ale stwierdziłam, że za zdrowo będę wyglądać ;ppp

Akurat przyszedł Misiek, więc pomógł dziadkom znieść- zwieźć te wszystkie torby- do teraz się zastanawiam, jak udało im się to za jednym razem- ( przy okazji uchroniłam Mam przed pojechaniem w domowych klapkach- pewnie tragedii by nie było, bo jak znam życie i własną rodzicielkę, to w tych torbach znajdowały się co najmniej trzy pary butów)-  i zabrał mnie do szpitala. Tam szybko-  bez przyjmowania mnie- na izbie pobrano krew na morfologie. Cudów nie było. A może cudem jest, że po odstawieniu piguł, żarciu żelaza, morfologia gorsza niż poprzednio…Pani Doktor, że toczymy, a ja czy mogę przyjechać w czwartek. Od razu się zgodziła, ale upewniła się, czy czuję się na siłach i dam sobie radę do czwartku, i uprzedziła, że mogę w szpitalu zostać do soboty. Szybko czmychnęłam  stamtąd.  Tak po prawdzie, to mogłabym zostać, bo walizka spakowana czekała w mieszkaniu, Misiek  by mi przywiózł, ale nie chciałam. Tuśka miała po mnie przyjechać, a w planach miałyśmy zajechać na niewielki shopping do Outletu. Miałam upatrzoną kurtkę (z internetu), a nawet dwie, w tym samym sklepie, ale  nie wiedziałam jaki rozmiar i chciałam przymierzyć. I całe szczęście, bo zamówiłabym eMkę a kupiłam eSkę :). Kupiłam też milutki cieplutki sweterek, lakier do paznokci i futerał na okulary:) Zjadłyśmy obiad- krewetki w dwóch różnych odsłonach- i wyruszyłyśmy do domu. Zmęczona, ale usatysfakcjonowana, bo fajnie tak wyjść z córcią na zakupy, nawet w tak ograniczonym wydaniu- dawno tego nie robiłyśmy. I fajnie się poczuć jak normalny ludź, a nie zombi, które tylko  szpital- dom-szpital-dom.

P.S. mogłabym być zła, że tej krwi mi nie przetoczono od razu. Ale nie jestem. Pewnie co niektórzy już by przysłowiowe „psy wieszali” na doktorach, ale spoko! nie ma powodu ;). Ja wiem jedno, im rzadziej krew będę miała toczoną, tym bezpieczniej dla mnie. Dlatego, jeśli można inaczej podnieść czerwone krwinki, to należy próbować. I pewnie, gdyby nie spadek ich i coraz dłuższy czas bez piguł, który działa na korzyść skorupiaka, to i pewnie tym razem nie byłoby decyzji o „świeżej krwi” dla mnie. A może to Halloween  miało wpływ na decyzję Doktorowej. Kto tam wie, czym się kierują  ci w kitlach, no bo przecież nie wiedzą medyczną 😉

Jutro, czyli dziś mam zamiar nie wyłazić z łóżka. Błąka się w mojej głowie grobowy temat, ale ledwo skleciłam relację dzisiejszego, a raczej wczorajszego dnia, bo dziś mam zamiar się lenić. Jak nie zapomnę to napiszę- buk wie ile  tematów się ulotniło z mej dziurawej pamięci. Ale o bliskich, którzy odeszli pamiętam i często wspominam. Są w moim sercu,  i nie zmieni tego moja nieobecność na grobach w dniu… dzisiejszym.

Reklamy