Gdy cię budzi rzeczywistość…

…strach stoi w drzwiach,

słyszysz łamiący się głos,

przysiada na skraju  łóżka,

i w jednym momencie wpija się w twoje ciało, otulając szczelnie, że czujesz jak robisz się cała mokra…Nie możesz oddychać, myśleć racjonalnie…

Ostatnio pięknie śniłam. Najpierw to były konie na plaży; czułam wiatr we włosach i morską bryzę na twarzy, ten pęd przed siebie, którego mi tak brakuje na jawie. Potem było stado dzików z małymi, które baraszkowały na środku ulicy małego, spokojnego miasteczka. Za trzecim razem widok z okna, który był zaskoczeniem, bo  ani tam okna nie powinno być, ani tym bardziej takiego widoku: zielonej łąki, a na niej kozy, owce i sarny. Razem, jedne skubiąc trawę, inne zaczepiając się z myślą o zabawie. Dziś, byłam w pomieszczeniu, w którym nie było okien, więc otworzyłam drzwi, i oniemiałam z zachwytu. Patrzyłam z góry, jakby z urwiska, na turkusowe fale rozbijające się o skały, nad którymi latały kolorowe ptaki. Ich ilość i różnorodność, to jak tańczyły w powietrzu, zapierało dech w piersiach. Zdążyłam pomyśleć, że muszę poszukać aparatu, aby zrobić zdjęcie, bo tym zjawiskiem trzeba się podzielić, nie da się go opisać. Cofnęłam się do środka i, usłyszałam: Nie śpisz już?

Nie.

Coś, czego rok temu na pewno nie było. Na pierwszy rzut oka wyglądające prawie normalnie, więc płyną uspokajające, racjonalne słowa, oczywiście musi potwierdzić specjalista. Ale obiecujesz? Cisza. Nie mogłam. Szukamy w necie namiary, gdzie i do kogo najszybciej się udać. Znajdujemy. Robię zdjęcie i… powiększeniu już nic nie wygląda normalnie, i wtedy tama pęka. Bierzemy się w garść. Telefon do Przyjaciela, kolejny adres. Telefon, i trzeba czekać do poniedziałku. Dziś sobota. Pomiędzy nimi życie…

Czasem mam go dość! Szczególnie jak słyszę  pytania, których sama nigdy sobie nie zadaje…

 

***

Wracając do ostatniego postu, napiszę tak, że w społeczeństwie wciąż pokutuje stereotyp lekarza przy kasie. Ludzie kompletnie nie wiedzą, na jakich warunkach odbywa się staż zaraz po studiach (tu płace ma większe kasjerka w sklepie, która nigdy wcześniej nie siedziała na kasie, a jej wykształcenie nie ma znaczenia ani dla pracodawcy ani dla klientów) ile trwa, oraz sama rezydentura i na czym ona polega. Pokutuje fakt, że lekarz ma możliwości dorobienia, więc niech nie jojczy…Tylko gdzie czas na dodatkowe szkolenie, podnoszenie kwalifikacji, nie mówiąc o życiu prywatnym. A gdy lekarzem jest kobieta, czas na macierzyństwo, dom i rodzinę, choć i panom tego nie można odbierać.  Mylą zarobki lekarzy specjalistów na kontraktach z tymi zatrudnionymi inaczej, wrzucając do tego rezydentów. Groch z kapustą. To prawda, że dziś pielęgniarka  potrafi zarobić pomiędzy 4-5 tysięcy, a druga z tym samym stażem ma około 2,5 tysiąca. Tyle że pielęgniarka może zmienić pracodawcę albo przejść na kontrakt, a lekarz swą rezydenturę powiązaną ze specjalizacją musi odbyć tam, gdzie został na nią przyjęty. Oczywiście może sobie dorobić. Tylko że odbija to się na jego i pacjentach zdrowiu. Kropka. A jeszcze jedno, co mnie wkurza na maksa, to głosy, że młody lekarz powinien odrobić swoje studia poprzez ciężką i nisko płatną pracę na początku swojej drogi zawodowej. A dlaczego tylko lekarz? A już informatyk na przykład nie? No właśnie.

 

***

Jest światełko w tunelu, bo zostało do zebrania mniej niż więcej, ale wciąż dużo: FILIPEK.

Reklamy

Emigracja…

Wewnętrzna.

Coraz bardziej kusi.

Nie tylko z powodu tego co dzieje się w naszym kraju, choć to już jest wystarczający powód aby zająć się tylko sobą i swoimi bliskimi, życzliwymi znajomymi…Nieżyczliwym (zawsze się tacy znajdą ;)) wraz z tym, co się wokół dzieje, zatrzasnąć drzwi. Schować się w skorupie nasiąkniętej uśmiechem, empatią, humorem i czerpać z tego siłę. Radość.

Boję się. Że jak to zrobię, to już z tej skorupy nie wylezę ;p Że zbyt wiele rzeczy zrobi się dla mnie obojętnych. Niezauważalnych. Być może to strach nieuzasadniony…Nie wiem.

Jesień dziwnie człowieka nastraja, a człowieka z pozycji łóżka szczególnie. Coraz częściej poleguję, coraz bardziej mi się nie chce, niż chce. Już nawet nie stwarzam pozorów, że jest okej. Coraz częściej odzywa się jelito (chyba) niespodziewanym bólem, że chce się wyć. Do tej pory miałam teorię, że to po wygibasach lewej nogi, ale ostatnio ” ni z gruszki, ni z pietruszki” (chyba, bo OM twierdzi, że to po grzybach, ale ja mam inną teorię), tak przywaliło, że myślałam, iż porozrywa się samo. Powinnam to zgłosić  Doktorowym, ale nie mam ochoty na żadne dodatkowe badanie. Pomyślę o tym…Do tego mięsień nadwyrężony od kaszlu i ból nie tylko przy każdym odkaszlnięciu, ale nawet przy głębszym oddechu, zmiany pozycji…Wiem, powinnam Rodzinną wcześniej wezwać na pomoc, teraz mogę mieć tylko do się pretensje ;). Ale czy ktoś mi się dziwi, że próbuję unikać lekarzy, mając tak często z nimi kontakt? No właśnie…Zapomniałam tylko,  no dobra nie zapomniałam, a nie dopuszczałam myśli, że moja odporność nie jest taka jak kiedyś, więc „samo” nic się nie wyleczy. A tak naprawdę nie chciałam być uświadomiona, że czegoś nie powinnam, jak akurat miałam inne plany. Może to dziecinne, ale postanowiłam nie dawać się „okradać” ze wszystkiego! Inaczej faktycznie pozostałoby mi tylko leżeć i patrzeć na świat przez okno.

***

Jestem całym sercem po stronie lekarzy-rezydentów. Akurat miałam możliwość poznać jak  kształtowały  się ich zarobki na przełomie kilkunastu lat, u przynajmniej pięciu osób, które zostawały rezydentami w różnych latach, i praktycznie za każdych rządów ich sytuacja była tak samo kiepska. To musi ulec zmianie, bo inaczej nie zatrzymamy emigracji lekarzy, która wynosi ok. 10%, a  drugie tyle, rezygnuje w ogóle z tego zawodu. Osobiście znam taką osobę, która właśnie ze względu na niskie zarobki i ilość godzin oraz dyżurów zrezygnowała z bycia lekarzem. I taką co zaraz po studiach wyjechała za granicę aby tam spełniać się w roli lekarza.

OM wczoraj miał konsultacje z lekarzem specjalistą w ZUS-ie, jeszcze przed komisją, czyli lekarzem orzecznikiem. Jak widać i ZUS potrafi rzetelnie podejść do tematu. Lekarka w sanatorium wydala opinię, że do całkowitej sprawność ręki brakuje 10%, lekarz prowadzący, że 20%, a specjalista powołany przez ZUS…25% 😀 Na dodatek, jak OM powiedział, że jemu zależy na jak najszybszym zyskaniu całkowitej sprawności, dlatego wykupił już sobie prywatnie pobyt w sanatorium, to lekarz zapytał się, czy nie chce kolejnego na NFZ. I oczywiście odnotował to w swojej opinii 🙂 Teraz tylko czekamy jak do tego wszystkiego odniesie się lekarz orzecznik ;).

***

Kliknij i pomóż, jeśli możesz: FILIPEK .

Ciepłe myśli potrzebuje  Renia, która jutro znajdzie się na stole operacyjnym i podjęta zostanie decyzja, czy operacja HIPECK będzie przeprowadzona, czy nie. Jak jest ona ciężka, to przekonałam się na własnej skórze, więc nie życzę jej nikomu. Ale w tym przypadku moc wiary we mnie, że się odbędzie, że się uda, że zwariowany, ale odpowiedzialny Doktorek W. się jej podejmie.  I że Renia dołączy do kolejnych „ugotowanych” pacjentów :).  Wszystkie moce na pokład! Naprawdę są bardzo potrzebne, bo Dziewczyna jest przerażona (dziś rozmawiałam telefonicznie), cieszę się, że trafiła na mój blog, bo to z niego dowiedziała się o tej metodzie i kiedy pani doktor zaproponowała jej tę formę leczenia już wiedziała mniej więcej o co chodzi. Dziś się uśmiechnęłam, bo przypomniała mi w jaki dzień miałam operację, bo przed położeniem się do szpitala kolejny raz czytała moje wpisy na ten temat. Niech moc będzie z Renią, ale i z Doktorem W. Wiem, że jest w dobrym miejscu z bardzo dobrą opieką.

Granice, których nie ma…

W sieci przetoczyła się „dyskusja” na temat  pewnej inicjatywy, a mianowicie  „Różańca do granic”. Zwolenników i przeciwników. Ci drudzy, prześmiewczo, szyderczo udowadniali swoje racje, choć były też i takie argumenty, z którymi akurat się zgadzam. Ci pierwsi, najczęściej infantylnie bronili swoich poglądów, choć również mieli takie argumenty, którym trudno byłoby odmówić racji.

Nie mam problemu z takimi inicjatywami, choć religijna nie jestem. Uważam jednak, że prawo do modlitwy ma każdy, jak również do zorganizowania zbiorowej akcji. Wspólnie z Kościołem czy pod jego skrzydłami. Problem zaczyna się wtedy, gdy akcja jest wspierana przez państwowe spółki, czyli z pieniędzy wszystkich podatników. No właśnie.

Z wiarą się nie dyskutuje, więc i ja nie będę. Nie mam zamiaru podważać czyjejkolwiek. Jeśli ktoś wierzy, że wspólna modlitwa na granicach naszego kraju uchroni go i cały świat przed złem, proszę bardzo! Nic mi do tego. W końcu być może  nie pozostało już nic, tylko modlić się…choć ja akurat na miejscu tych ludzi modliłabym się o …rozum dla rządzących, i powrót na ścieżkę wiary chrześcijańskiej…

Ale w sumie ja nie o tym. Tylko o języku przeciwników całej tej akcji. Powstało wiele memów, hejtu. I tu jest pytanie, gdzie jest jakaś granica?

Wierzę, że między uczestnikami, znaleźli się również tacy, którzy chcieli spektakularnie uczcić fakt, że trwa akurat miesiąc Różańca Świętego, przy okazji korzystając z transportu za złotówkę, i poczuć tę wspólnotę, radość ze wspólnej modlitwy. Tylko tyle. Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że większość uczestników to jednak zwolennicy partii rządzącej. Szczególnie że wiadomo w jakiej intencji się modlono.

Niektórych twarze zostały upublicznione w memach, a co gorsza, niektórzy publikując, je okraszali niewybrednymi komentarzami. Może nie tak dosadnymi jak pan S. ale jednak. I nie robili to tylko mężczyźni, ale również i kobiety.

Pamiętacie, od czego się to zaczęło? Przypomnę: zabierz babci dowód. Czyli od moherowych beretów. Nie jestem święta. Niejeden mem mnie uśmiechnie ;D Ale to co ludziska wypisują później…ech…To poszło już za daleko. Te udostępnione wizerunki, to czyjeś babcie, matki,  żony…Nie znasz ich człowieku, nie masz nic sensownego do powiedzenia, więc   komentujesz tylko wygląd. Jak dla mnie nie bardzo różnisz się od samego pana S. tyle że jesteś politycznie po przeciwnej stronie. To cię nie usprawiedliwia. Chamstwo jest chamstwem. I tyle.

 

***

Nie poszła baba do lekarza, to lekarz przyszedł do baby. I teraz baba się inhaluje co chwilę. I śpi…Niby nic takiego, ale stan podgorączkowy się pojawia i znika, chyba wyjście z domu i zabarłożenie nie poprawiło sytuacji, wręcz przeciwnie. No, ale osłuchana jestem porządnie, więc  będę żyć;p

Zabarłożyłam tak, że nie wróciłam na czas do domu, aby wziąć tabletki. Za to pojadłam sobie porą nocną tak, jak dawno tego nie robiłam. I to niekoniecznie zdrowo, bo bigos i grzybki w occie zagryzane świeżymi orzechami włoskimi,  to jak na nocne opychanie się niekonieczne zdrowy zestaw ;).

Rano wstałam i stwierdziwszy, że chłopaki jedzą śniadanie, zaraz znowu ewakuowałam się na górę. Potem jak zeszłam to widziałam jak obaj ( OM z Pańciem) grają w piłkę z psami. Właściwie to grała Kama z Myśką, Pańcio był głównym sędzią a OM bocznym ;D Zeszłabym do nich, bo pogoda słoneczna, ale strzelenie sobie termometrem w łeb mnie usadziło na miejscu. I tak całą niedzielę z przerwą na uduszenie młodego kogutka albo przeczytałam, albo przespałam, nie mając siły na nic więcej. Normalnie jakbym balowała do rana racząc się procentami;p

Z  racji, że wciąż mnie dusi kaszel, to ja poduszę dziś grzyby, które dostałam :). Równowaga w przyrodzie musi być :).

***

Nie zapominajmy o FILIPKU ! W ilości pomagających jest moc!

Mniej praw?…więcej kłamstw?…

Rządzący gmerają w kodeksie pracy, m.in. przy urlopach. Urlop będzie mógł być krótszy albo dłuższy niż 26 dni ( 20-30 w zależności od zawarcia umowy pracodawcy z załogą) i  będzie musiał być wykorzystany w danym roku, więc nie będzie już możliwości  zagospodarowania sobie kilku dni do wykorzystania ich w dogodnym dla siebie momencie: remont domu, dłuższy wyjazd za granicę, tudzież inne konkretne plany, często wiążące się z dodatkowym zarobkiem. Kto nie zna nikogo albo nie słyszał o kimś, kto w czasie urlopu wyjeżdża na zarobek za granicę? Albo takich co w tym czasie świadczą usługi dla innego pracodawcy? Ja znam. Dwie siostry mojej koleżanki od kilku lat co roku wyjeżdżają na trzy tygodnie do Francji na winobranie. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, to ta forma dorobienia do budżetu domowego odpadnie. No, chyba że na czarno, ale rządzącym przecież nie o to chodzi. Im chodzi o to, że jak pracownik nie potrafi zadbać o swój wypoczynek, to oni o niego zadbają sami!

Niech mi ktoś wytłumaczy, czego szuka policja w Centrum Praw Kobiet. W kilku oddziałach naraz w różnych miastach. Ja wiem, że według tego rządu w naszym katolickim kraju nie ma przemocy domowej, kobiety nie doświadczają mobbingu, nie są ofiarami przestępstw  na tle seksualnym, więc taka organizacja pozarządowa jest zbędna, a już na pewno zbędne jest dofinansowanie z ministerstwa sprawiedliwości. Dlatego  trzeba przeprowadzić skrupulatne dochodzenie, zabezpieczając komputery, dyski i dokumenty,  uniemożliwiając tym codzienną pracę,  jednocześnie pokazując kobietom, żeby za bardzo nie podskakiwały na tych swoich marszach, bo rząd  ma bata w postaci zakręcenia kurka z pieniędzmi na organizacje, które pomagają pokrzywdzonym kobietom.

Słupki poparcia dla partii rządzącej pną się w górę, co  mnie nieustająco zadziwia, i uważam, że tym powinni zająć się socjologowie. A może psychiatrzy. Ja wiem jedno: Polacy nie rozumieją wolności, i wcale jej nie kochają, a na pewno nie potrzebują. Potrzebują bata i tych, co mówią im, co mają robić! Tak jest bezpieczniej…

Weźmy media. Zapowiedź ograniczenia obcego kapitału w mediach powinna wzbudzić aprobatę, ale we mnie wzbudza tylko strach. Tylko dlatego, że rządzi J.K., i tylko dlatego, że widzę, co zrobił z telewizją publiczną.  Posłowie jedynej słusznej partii już mówią o „dobrej zmianie”, którą zaprowadzą w TVN. Słysząc takie zapowiedzi, każdemu myślącemu  obywatelowi powinna zapalić się czerwona lampka. Nawet jeśli uważa tę stację za opcję niemiecką, tfu, teraz amerykańską, w każdym razie na pewno niepolską.

Marszałek T. już zapowiedział zmianę ordynacji wyborczej i w ogóle nie ukrywa, że do tego potrzebne im są  …sądy. Upolitycznione sądy.

I tak można by było wyliczać…

Wiecie, że jest Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski? Jest. I ono złożyło wniosek do MZ o zakaz sprzedawania środków antykoncepcyjnych w aptekach. Wszystkich. Również prezerwatyw. Pewnie na początku powstaną apteki pro-life… a potem…No właśnie. To wszystko idzie w jednym kierunku.

Nadciągają czarne chmury i nie wiem, czy po nich kiedykolwiek pojawi się słońce.

Wczoraj lało, wiało i taki ma być cały weekend. Ale pogoda ma to do siebie, że jest zmienna,  słońce w końcu wyjdzie, pory roku się zmieniają i jeszcze będzie pięknie. Wróci prąd- nie mam już 15 godzin- drogi zostaną uprzątnięte z powalonych drzew i gałęzi, z lodówki wyrzucę ewentualnie to, co się odmroziło, będzie porządek…Niestety, coraz mniej we mnie nadziei, że i w kraju będzie pięknie, normalnie…

Gdy nawet IPN, który ma za zadanie dochodzić prawdy historycznej, fałszuje ją…zmieniając życiorys śp. Anny Walentynowicz. Według IPN-u urodziła się w polskiej rodzinnie na Wołyniu i miała starszego brata.  A tak naprawdę  urodziła się w ukraińskiej rodzinie (ojciec Nazar, a nie Jan, matka Pryśka  a nie Aleksandra Lubczyków) i miała jeszcze pięcioro  przyrodniego rodzeństwa, gdy ojciec ożenił się ponownie, kiedy jej matka zmarła w 1937 roku.  Jako 12-latka została wywieziona  w 1943 roku przez polską rodzinę (u której pracowała), która wmówiła jej, że wioska i cała jej rodzina została wymordowana przez Niemców. IPN wprawdzie wspomina o „ukraińskiej wersji pochodzenia”, ale od razu dodaje, że niemożliwej  do zweryfikowania. Hmm…dziwne, bo podobno jej siostra, syn i wnuk, twierdzą co innego. I tak w powstałym albumie o życiu i działalność ikony Solidarności, zakradła się nieprawda…Śmiem twierdzić, że świadomie, bo taki mamy klimat…

P.S

Bez prundu kiepsko. Tyle że się wyspałam śpiąc ciurkiem 11 godzin 🙂 No i okazało się, że w Maluchu bateria naładowana, a mobilny działa, więc mam internety 😉  Wczoraj walczyłam z antypożarowymi  zapałkami, żeby pozapalać świece, bo jak zwykle specjalna zapalniczka gdzieś wsiąkła. Mojej latarki też nie mogłam znaleźć a ta, którą miałam, nie bardzo nadawała się do…czytania. No to w tych ciemnością pozostało tylko spanie. Chłopa też nie było ;p

 

UWAGA!

Potrzebna jest pomoc, ogromna! Ale każda wpłacona kwota, nawet ta najmniejsza zwiększa szanse! Kwota jest porażająca, dlatego w ilości wpłacających siła! Wiem, że nie sposób wszystkim pomóc, że tych potrzebujących jest tak dużo, że niestety nawet ci o najbardziej otwartych sercach i portfelach muszą dokonywać wyboru. Kliknij: FILIPEK Proszę i dziękuję!

 

 

 

Meduzowatość…

Umknął mi wczorajszy dzień  o konsystencji galarety nie dając się zamknąć w żadne ramy, wyślizgując się, prześlizgując przez kolejne sekundy, minuty, godziny…

meduzaCzułam się jak wypluta przez morze meduza, nie na swoim miejscu, mimo przyjaznego środowiska. Czasem tak jest, że nie można sobie miejsca znaleźć, zajęcia  i człowiek snuje się albo poleguje. Z tego polegiwania wyszły mi dwie długaśne drzemki, co od dawana mi się nie zdarza, żebym w dzień zasnęła. No chyba że jestem chora z temperaturą. Nie jestem.   I co dziwne, nie miałam żadnego kłopotu z zaśnięciem nocnym. Coś było w powietrzu, z ciśnieniem, również moim, bo sobie podskakiwało.

A jutro ma lać i wiać- ostrzegają! No cóż mamy już październik, studenci wrócili na uczelnie, i rozpoczął się Miesiąc Świadomości Raka Piersi! Pamiętajcie o profilaktyce!

                         i wspomnienie z ostatniego dnia września 🙂

plaża

na długo zostanie pod moimi powiekami 🙂

Gdy człowiek rano wstaje…

… i najpierw widzi  taki widok z sypialni…

DSCN0064

uśmiecha się więc szeroko, bo słoneczko i piękna zieleń wolińskiego parku pod samym nosem, przeciąga się radośnie, po czym rozsuwa drzwi i wchodzi do pokoju, podchodzi do okna, podciąga żaluzje i…

PT, stwierdziła, że powinna mnie nagrać ;ppp Pewnie kwiczałam z radości jak dzika świnia podczas tarzania się w błocie…:D

No ale sami zobaczcie :))

DSCN0060-1

DSCN006-1DSCN0068-1

Morze widoczne z każdego jego punku, nawet siedząc na kanapie czy ubierając buty w korytarzu. Nigdy jeszcze nie miałam takiego widoku, mimo że w kilku hotelach, apartamentach, pensjonatach już byłam, i to takich, położonych nad samym morzem. Mam tu oczywiście na myśli nasz Bałtyk.

Ale pewnie moja radość wraz z zaskoczeniem nie byłyby takie wielkie, gdyby nie fakt, że do apartamentu dotarłyśmy o 21. Cudownie zmęczone, bo podróż rozpoczęłyśmy o godzinie 10 jadąc od razu z DM w kierunku naszych zachodnich sąsiadów, bo celem było urocze, nadmorskie, niemieckie miasteczko i…węgorz w galarecie:). Po drodze nie omieszkałyśmy się zatrzymać na kultowych kiełbaskach z pieca, przy okazji kupując świeżutki bochenek chleba. Na niemieckiej plaży spędziłyśmy 3 bite godziny, moszcząc się wygodnie w koszu, obserwując parę śmiałków, którzy weszli do morza popływać. W słońcu było gorąco, ale wiał silny wiatr, dzięki czemu morze miało piękny kolor i fale. Do Świnoujścia dotarłyśmy na zachód słońca, zrobiłyśmy zakupy, poszłyśmy do kawiarni na herbatę, a następnie na prom, żeby przeprawić się, bo nocleg miałyśmy w Międzyzdrojach. Kiedy dotarłyśmy przed apartamentowiec, to nawet nie rozglądałam się na boki, tylko z tobołami (dwie baby i auto zapakowane po brzegi), widząc, że żeby dostać się do wejścia, trzeba pokonać….21 schodów,  zaczęłam kląć na architekta, że nie uwzględnił podjazdu dla walizek na kółkach wózków inwalidzkich ( owszem na schodach były zjazdy dla wózków, ale tak strome, że ja nie wiem czy ktoś z tego korzysta), zmachana jak dziki osioł, dotarłam, a właściwie dotarłyśmy przed wejściowe drzwi, potem korytarzem do wind…Taaa…i tu to ja dopiero wyżyłam się na tym biednym człowieku, co to zaprojektował ten budynek…Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego windy zatrzymują się TYLKO na półpiętrach, więc do mieszkań trzeba pokonać kolejne 10 stopni, wchodząc albo schodząc. Taki cud, czyt. rozwiązanie architektoniczne, to ja po raz pierwszy zobaczyłam, a właściwie doświadczyłam.  I po tej prawie nocy, kiedy to musiałyśmy dwa razy obrócić auto- mieszkanie,  padłam w końcu na kanapę, to od razu telefon dał mi znać, że muszę zażyć piguły. Powietrza już miałam i tak dość, więc pomysł na nocny rekonesansowy spacer odpadł, zanim się na dobre pojawił, bo i tak poszyłyśmy spać dopiero po północy. Żaluzje na oknach były zaciągnięte, a i tak niewiele byłoby widać, choć zejście na plażę bym zauważyła, bo było oświetlone, a tak, rano miałam pełną niespodziankę. I od razu odszczekałam to, co wieczorem wygadywałam, że ja w tym apartamentowcu mieszkania bym nie kupiła…Choć  zdania o architekcie nie zmieniłam, ale uznałam bryłę kaskadową, bo nasze mieszkanie centralnie wychodziło z oknem i balkonem na morze, ale z bocznych mieszkań, z balkonów, również widok morza był zapewniony. No i to koniec Międzyzdrojów z tego dobrego końca, czyli blisko do centrum i mola z jednej strony, z drugiej port rybacki i park woliński. No miejscówka idealna!!!

Idealna również była pogoda!!! W sobotę nawet nie wiało, a jak już to był to ciepły wiaterek, więc mnóstwo ludzi rozebranych na plaży, a nawet kąpiących się. Same spędziłyśmy 8 godzin, schodząc z plaży tylko po to, aby skorzystać z restauracji ze stolikami na powietrzu z widokiem na morze, na koniec zaległyśmy na leżakach, czekając na zachód słońca, żeby sam finał zobaczyć z Kawczej Góry. Tak, tak, zdobyłam również górę ;ppp

Zdjęcia ( więcej)  będą na ścieżkach za jakiś czas 😉

Do domu wróciłam późnym niedzielnym wieczorem. W zmieszanym nastroju, bo weekend był CUDOWNY pod każdym względem, ale…OM przysłał mi zdjęcie pomalowanej sypialni…Taa… Zdobyłam się tylko na lakoniczne: nie za ciemna? i co to za kolor??? W odpowiedzi dostałam: śliczny light  coral. Taaa…  w sztucznym świetle…no powiem, że się poryczałam, bo ściany zlały mi się z meblami jakoś, i w ogóle…W dziennym jest dużo lepiej. Kolor nie jest brzydki, choć gdyby był jaśniejszy, to byłby dużo lepszy. Miał być, bo na puszcze jest. Niewiele, ale jest. Problem jest w tym, że chciałam inny, bo podobny mam w kuchni. Bardziej piaskowy w padający w beż, dość jasny. Fakt, nie wybrałam żadnej konkretnej farby, ale nie mogę pojąć, dlaczego OM po wybraniu nie zrobił zdjęcia i mi nie przesłał, tylko dopiero jak pomalował. Ech… W sumie nie ma o co kruszyć kopii czy ryczeć, szczególnie że kolor nie jest brzydki tylko zlał się z podłogą, meblami, parapetem…Dlatego jak tylko się rano ogarnęłam odpaliłam kompa i…zamówiłam trzy nowe komody z białymi frontami i drewnianymi blatami na drewnianych nóżkach. Za aprobatą OM, oczywiście ;ppp No, ale co miał biedaczysko powiedzieć jak zmalował to, co wymalował ;ppp

Grunt, że jest czysto, świeżo i że się wyrobił ze wszystkim przed moim powrotem :). Parę rzeczy jeszcze musi wrócić na swoje miejsce, ale z tym poczekam na nowe meble 😀 Nawet okno umył 🙂