Mniej praw?…więcej kłamstw?…

Rządzący gmerają w kodeksie pracy, m.in. przy urlopach. Urlop będzie mógł być krótszy albo dłuższy niż 26 dni ( 20-30 w zależności od zawarcia umowy pracodawcy z załogą) i  będzie musiał być wykorzystany w danym roku, więc nie będzie już możliwości  zagospodarowania sobie kilku dni do wykorzystania ich w dogodnym dla siebie momencie: remont domu, dłuższy wyjazd za granicę, tudzież inne konkretne plany, często wiążące się z dodatkowym zarobkiem. Kto nie zna nikogo albo nie słyszał o kimś, kto w czasie urlopu wyjeżdża na zarobek za granicę? Albo takich co w tym czasie świadczą usługi dla innego pracodawcy? Ja znam. Dwie siostry mojej koleżanki od kilku lat co roku wyjeżdżają na trzy tygodnie do Francji na winobranie. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, to ta forma dorobienia do budżetu domowego odpadnie. No, chyba że na czarno, ale rządzącym przecież nie o to chodzi. Im chodzi o to, że jak pracownik nie potrafi zadbać o swój wypoczynek, to oni o niego zadbają sami!

Niech mi ktoś wytłumaczy, czego szuka policja w Centrum Praw Kobiet. W kilku oddziałach naraz w różnych miastach. Ja wiem, że według tego rządu w naszym katolickim kraju nie ma przemocy domowej, kobiety nie doświadczają mobbingu, nie są ofiarami przestępstw  na tle seksualnym, więc taka organizacja pozarządowa jest zbędna, a już na pewno zbędne jest dofinansowanie z ministerstwa sprawiedliwości. Dlatego  trzeba przeprowadzić skrupulatne dochodzenie, zabezpieczając komputery, dyski i dokumenty,  uniemożliwiając tym codzienną pracę,  jednocześnie pokazując kobietom, żeby za bardzo nie podskakiwały na tych swoich marszach, bo rząd  ma bata w postaci zakręcenia kurka z pieniędzmi na organizacje, które pomagają pokrzywdzonym kobietom.

Słupki poparcia dla partii rządzącej pną się w górę, co  mnie nieustająco zadziwia, i uważam, że tym powinni zająć się socjologowie. A może psychiatrzy. Ja wiem jedno: Polacy nie rozumieją wolności, i wcale jej nie kochają, a na pewno nie potrzebują. Potrzebują bata i tych, co mówią im, co mają robić! Tak jest bezpieczniej…

Weźmy media. Zapowiedź ograniczenia obcego kapitału w mediach powinna wzbudzić aprobatę, ale we mnie wzbudza tylko strach. Tylko dlatego, że rządzi J.K., i tylko dlatego, że widzę, co zrobił z telewizją publiczną.  Posłowie jedynej słusznej partii już mówią o „dobrej zmianie”, którą zaprowadzą w TVN. Słysząc takie zapowiedzi, każdemu myślącemu  obywatelowi powinna zapalić się czerwona lampka. Nawet jeśli uważa tę stację za opcję niemiecką, tfu, teraz amerykańską, w każdym razie na pewno niepolską.

Marszałek T. już zapowiedział zmianę ordynacji wyborczej i w ogóle nie ukrywa, że do tego potrzebne im są  …sądy. Upolitycznione sądy.

I tak można by było wyliczać…

Wiecie, że jest Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski? Jest. I ono złożyło wniosek do MZ o zakaz sprzedawania środków antykoncepcyjnych w aptekach. Wszystkich. Również prezerwatyw. Pewnie na początku powstaną apteki pro-life… a potem…No właśnie. To wszystko idzie w jednym kierunku.

Nadciągają czarne chmury i nie wiem, czy po nich kiedykolwiek pojawi się słońce.

Wczoraj lało, wiało i taki ma być cały weekend. Ale pogoda ma to do siebie, że jest zmienna,  słońce w końcu wyjdzie, pory roku się zmieniają i jeszcze będzie pięknie. Wróci prąd- nie mam już 15 godzin- drogi zostaną uprzątnięte z powalonych drzew i gałęzi, z lodówki wyrzucę ewentualnie to, co się odmroziło, będzie porządek…Niestety, coraz mniej we mnie nadziei, że i w kraju będzie pięknie, normalnie…

Gdy nawet IPN, który ma za zadanie dochodzić prawdy historycznej, fałszuje ją…zmieniając życiorys śp. Anny Walentynowicz. Według IPN-u urodziła się w polskiej rodzinnie na Wołyniu i miała starszego brata.  A tak naprawdę  urodziła się w ukraińskiej rodzinie (ojciec Nazar, a nie Jan, matka Pryśka  a nie Aleksandra Lubczyków) i miała jeszcze pięcioro  przyrodniego rodzeństwa, gdy ojciec ożenił się ponownie, kiedy jej matka zmarła w 1937 roku.  Jako 12-latka została wywieziona  w 1943 roku przez polską rodzinę (u której pracowała), która wmówiła jej, że wioska i cała jej rodzina została wymordowana przez Niemców. IPN wprawdzie wspomina o „ukraińskiej wersji pochodzenia”, ale od razu dodaje, że niemożliwej  do zweryfikowania. Hmm…dziwne, bo podobno jej siostra, syn i wnuk, twierdzą co innego. I tak w powstałym albumie o życiu i działalność ikony Solidarności, zakradła się nieprawda…Śmiem twierdzić, że świadomie, bo taki mamy klimat…

P.S

Bez prundu kiepsko. Tyle że się wyspałam śpiąc ciurkiem 11 godzin 🙂 No i okazało się, że w Maluchu bateria naładowana, a mobilny działa, więc mam internety 😉  Wczoraj walczyłam z antypożarowymi  zapałkami, żeby pozapalać świece, bo jak zwykle specjalna zapalniczka gdzieś wsiąkła. Mojej latarki też nie mogłam znaleźć a ta, którą miałam, nie bardzo nadawała się do…czytania. No to w tych ciemnością pozostało tylko spanie. Chłopa też nie było ;p

 

UWAGA!

Potrzebna jest pomoc, ogromna! Ale każda wpłacona kwota, nawet ta najmniejsza zwiększa szanse! Kwota jest porażająca, dlatego w ilości wpłacających siła! Wiem, że nie sposób wszystkim pomóc, że tych potrzebujących jest tak dużo, że niestety nawet ci o najbardziej otwartych sercach i portfelach muszą dokonywać wyboru. Kliknij: FILIPEK Proszę i dziękuję!

 

 

 

Meduzowatość…

Umknął mi wczorajszy dzień  o konsystencji galarety nie dając się zamknąć w żadne ramy, wyślizgując się, prześlizgując przez kolejne sekundy, minuty, godziny…

meduzaCzułam się jak wypluta przez morze meduza, nie na swoim miejscu, mimo przyjaznego środowiska. Czasem tak jest, że nie można sobie miejsca znaleźć, zajęcia  i człowiek snuje się albo poleguje. Z tego polegiwania wyszły mi dwie długaśne drzemki, co od dawana mi się nie zdarza, żebym w dzień zasnęła. No chyba że jestem chora z temperaturą. Nie jestem.   I co dziwne, nie miałam żadnego kłopotu z zaśnięciem nocnym. Coś było w powietrzu, z ciśnieniem, również moim, bo sobie podskakiwało.

A jutro ma lać i wiać- ostrzegają! No cóż mamy już październik, studenci wrócili na uczelnie, i rozpoczął się Miesiąc Świadomości Raka Piersi! Pamiętajcie o profilaktyce!

                         i wspomnienie z ostatniego dnia września 🙂

plaża

na długo zostanie pod moimi powiekami 🙂

Gdy człowiek rano wstaje…

… i najpierw widzi  taki widok z sypialni…

DSCN0064

uśmiecha się więc szeroko, bo słoneczko i piękna zieleń wolińskiego parku pod samym nosem, przeciąga się radośnie, po czym rozsuwa drzwi i wchodzi do pokoju, podchodzi do okna, podciąga żaluzje i…

PT, stwierdziła, że powinna mnie nagrać ;ppp Pewnie kwiczałam z radości jak dzika świnia podczas tarzania się w błocie…:D

No ale sami zobaczcie :))

DSCN0060-1

DSCN006-1DSCN0068-1

Morze widoczne z każdego jego punku, nawet siedząc na kanapie czy ubierając buty w korytarzu. Nigdy jeszcze nie miałam takiego widoku, mimo że w kilku hotelach, apartamentach, pensjonatach już byłam, i to takich, położonych nad samym morzem. Mam tu oczywiście na myśli nasz Bałtyk.

Ale pewnie moja radość wraz z zaskoczeniem nie byłyby takie wielkie, gdyby nie fakt, że do apartamentu dotarłyśmy o 21. Cudownie zmęczone, bo podróż rozpoczęłyśmy o godzinie 10 jadąc od razu z DM w kierunku naszych zachodnich sąsiadów, bo celem było urocze, nadmorskie, niemieckie miasteczko i…węgorz w galarecie:). Po drodze nie omieszkałyśmy się zatrzymać na kultowych kiełbaskach z pieca, przy okazji kupując świeżutki bochenek chleba. Na niemieckiej plaży spędziłyśmy 3 bite godziny, moszcząc się wygodnie w koszu, obserwując parę śmiałków, którzy weszli do morza popływać. W słońcu było gorąco, ale wiał silny wiatr, dzięki czemu morze miało piękny kolor i fale. Do Świnoujścia dotarłyśmy na zachód słońca, zrobiłyśmy zakupy, poszłyśmy do kawiarni na herbatę, a następnie na prom, żeby przeprawić się, bo nocleg miałyśmy w Międzyzdrojach. Kiedy dotarłyśmy przed apartamentowiec, to nawet nie rozglądałam się na boki, tylko z tobołami (dwie baby i auto zapakowane po brzegi), widząc, że żeby dostać się do wejścia, trzeba pokonać….21 schodów,  zaczęłam kląć na architekta, że nie uwzględnił podjazdu dla walizek na kółkach wózków inwalidzkich ( owszem na schodach były zjazdy dla wózków, ale tak strome, że ja nie wiem czy ktoś z tego korzysta), zmachana jak dziki osioł, dotarłam, a właściwie dotarłyśmy przed wejściowe drzwi, potem korytarzem do wind…Taaa…i tu to ja dopiero wyżyłam się na tym biednym człowieku, co to zaprojektował ten budynek…Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego windy zatrzymują się TYLKO na półpiętrach, więc do mieszkań trzeba pokonać kolejne 10 stopni, wchodząc albo schodząc. Taki cud, czyt. rozwiązanie architektoniczne, to ja po raz pierwszy zobaczyłam, a właściwie doświadczyłam.  I po tej prawie nocy, kiedy to musiałyśmy dwa razy obrócić auto- mieszkanie,  padłam w końcu na kanapę, to od razu telefon dał mi znać, że muszę zażyć piguły. Powietrza już miałam i tak dość, więc pomysł na nocny rekonesansowy spacer odpadł, zanim się na dobre pojawił, bo i tak poszyłyśmy spać dopiero po północy. Żaluzje na oknach były zaciągnięte, a i tak niewiele byłoby widać, choć zejście na plażę bym zauważyła, bo było oświetlone, a tak, rano miałam pełną niespodziankę. I od razu odszczekałam to, co wieczorem wygadywałam, że ja w tym apartamentowcu mieszkania bym nie kupiła…Choć  zdania o architekcie nie zmieniłam, ale uznałam bryłę kaskadową, bo nasze mieszkanie centralnie wychodziło z oknem i balkonem na morze, ale z bocznych mieszkań, z balkonów, również widok morza był zapewniony. No i to koniec Międzyzdrojów z tego dobrego końca, czyli blisko do centrum i mola z jednej strony, z drugiej port rybacki i park woliński. No miejscówka idealna!!!

Idealna również była pogoda!!! W sobotę nawet nie wiało, a jak już to był to ciepły wiaterek, więc mnóstwo ludzi rozebranych na plaży, a nawet kąpiących się. Same spędziłyśmy 8 godzin, schodząc z plaży tylko po to, aby skorzystać z restauracji ze stolikami na powietrzu z widokiem na morze, na koniec zaległyśmy na leżakach, czekając na zachód słońca, żeby sam finał zobaczyć z Kawczej Góry. Tak, tak, zdobyłam również górę ;ppp

Zdjęcia ( więcej)  będą na ścieżkach za jakiś czas 😉

Do domu wróciłam późnym niedzielnym wieczorem. W zmieszanym nastroju, bo weekend był CUDOWNY pod każdym względem, ale…OM przysłał mi zdjęcie pomalowanej sypialni…Taa… Zdobyłam się tylko na lakoniczne: nie za ciemna? i co to za kolor??? W odpowiedzi dostałam: śliczny light  coral. Taaa…  w sztucznym świetle…no powiem, że się poryczałam, bo ściany zlały mi się z meblami jakoś, i w ogóle…W dziennym jest dużo lepiej. Kolor nie jest brzydki, choć gdyby był jaśniejszy, to byłby dużo lepszy. Miał być, bo na puszcze jest. Niewiele, ale jest. Problem jest w tym, że chciałam inny, bo podobny mam w kuchni. Bardziej piaskowy w padający w beż, dość jasny. Fakt, nie wybrałam żadnej konkretnej farby, ale nie mogę pojąć, dlaczego OM po wybraniu nie zrobił zdjęcia i mi nie przesłał, tylko dopiero jak pomalował. Ech… W sumie nie ma o co kruszyć kopii czy ryczeć, szczególnie że kolor nie jest brzydki tylko zlał się z podłogą, meblami, parapetem…Dlatego jak tylko się rano ogarnęłam odpaliłam kompa i…zamówiłam trzy nowe komody z białymi frontami i drewnianymi blatami na drewnianych nóżkach. Za aprobatą OM, oczywiście ;ppp No, ale co miał biedaczysko powiedzieć jak zmalował to, co wymalował ;ppp

Grunt, że jest czysto, świeżo i że się wyrobił ze wszystkim przed moim powrotem :). Parę rzeczy jeszcze musi wrócić na swoje miejsce, ale z tym poczekam na nowe meble 😀 Nawet okno umył 🙂