Wina Ajdy a nie Wajdy* ;)

Jakbyco!

Aczkolwiek muszę przyznać, że bycie częścią blogowiska pomaga zabić czas. Spacyfikować myśli. Te niechciane.  A czasu mam  dużo, bo zostałam…porzucona! OM wziął spakował torbę i się ulotnił. Zostałam sama. Nie licząc dwóch suk i stada pierzastych. I Tuśki wpadającej i wypadającej, wiecznie się spieszącej, ale przynajmniej mam z kim zamienić kilka słów werbalnie twarzą w twarz ;).  Dobrze, że taka zaganiana, więc pewnie też nie rozmyśla non stop. Trochę w niej widzę siebie, z tamtych lat.

Tata przywiózł Mam, więc tak zupełnie opuszczona się nie czuję. Ruszę dupsko, odpalę Julka i udam się do nich i poczuję się jak w domu 🙂 I może coś zjem dobrego. Schudłam, bo mój apetyt się ulotnił, odszedł wraz z latem. I byłoby to plusem, gdyby nie okoliczności.

Jesień na całego. Na razie w pięknym wydaniu, choć już jutro ma się to zmienić. Tak mówią. I co gorsza, na długo. Nie wiem czy aby nie do wiosny. Ręce opadają.  Liście opadają. Widzę z okna jak pani M. najpierw zmiotła  chodnik przed ogrodzeniem, a potem zajęła się grabieniem na posesji, a teraz sprząta na tarasie. Coraz częściej rozmyślam nad pomocą w domu, nie tylko w zagrodzie. Nie na stałe, ale tak, kiedy coś się nawarstwi, jak choćby rosnący z dnia na dzień stos do prasowania.

moja okolica

jesień

 

* posłuchałam się, ale nie martwcie się- nie będzie post na każdą porę dnia!;p

Miłego weekendu! 🙂

Reklamy