Z niedowierzaniem…

Niedzielny poranek przywitał mnie ( najpierw ze snu wyrwał mnie budzik w telefonie) pięknym słońcem, które od razu wywołało mój uśmiech, mimo iż oczy się wciąż kleiły od obrazów sennych. Zeszłam na dół, podciągnęłam roletę okienną i ukazał mi się termometr, a tam tylko cztery stopnie. Na plusie. Jeszcze. I zaczęłam się zastanawiać czy to aby na pewno jest wrzesień.  W sumie mogłam się tak niskiej temperatury spodziewać z rana, bo kiedy wróciliśmy z DM o 23. to było tylko 9 stopni i czyste, gwiaździste niebo. A mimo to gapiłam się z niedowierzaniem w termometr. Zresztą dziś było podobnie, tyle że o dwa stopnie więcej.

Z niedowierzaniem też, przyjęłam fakt, że ostatni „nasz” chrześniak ( konkretnie OM, razem mamy ich siedmioro), kończy 18 lat :).  Udaliśmy się więc do Przyjaciół na uroczysty obiad i świętowanie pełnoletności. W przesympatycznym, rodzinnym gronie. Nie obyło się bez  wspomnień, bo z ojcem Jubilata znam się od dziecka i od tego czasu, nas i naszych rodziców połączyła przyjaźń. ( Niestety rodzice P. już oboje nie żyją).  Mało tego, jak OM przyjechał na studia do DM, okazało się, że jego dziadek i dziadek P.  byli ze sobą spokrewnieni i mieszkali  w sąsiednich wsiach na łemkowszczyźnie, przed wysiedleniem ich w 1947.  Gdy pierwszy raz pojechałam z OM do chyży  w Beskidzie ( dziadek OM odzyskał swój dom, wrócił w rodzinne strony, ale kiedy podupadł na zdrowiu, ponownie przesiedlił się na zachód do jednego z synów, a dom został jako baza wakacyjna, z której korzystała cała rodzina) tereny nie były już mi obce, bo nie raz będąc z rodzicami na wczasach w Bieszczadach, wracając, udawaliśmy się z wizytą do rodziny ojca P., wtedy, kiedy i on z rodzicami spędzał tam wakacje.

Ja jedynaczka, On jedynak, więc  jak zamieszkaliśmy w jednym bloku na jednym piętrze, to nie było innej możliwości jak przyjaźń :))) Która nie skończyła się w momencie wyprowadzki jego wraz z rodzicami do innej dzielnicy, już po kilku latach. Był moim świadkiem na ślubie cywilnym i jednym z drużbantów w cerkwi, i został chrzestnym ojcem Tuśki. Nasza przyjaźń ma bardzo silny fundament, możemy się tygodniami, miesiącami nie widzieć, ale wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć!

Takie  przyjaźnie od dziecka są chyba najcenniejsze. Szczególnie dla jedynaków. Bo tak się składa, że druga osoba, z którą się przyjaźnię od czasów dzieciństwa, jest również jedynaczką. To z nimi mam najwięcej  wspólnych wspomnień, również o naszych bliskich, których już z nami nie ma. To tak jakby się miało siostrę i brata, których się w rzeczywistości nie miało. To taka specyficzna więź. Ani czas, ani odległość, nic nie jest w stanie jej przerwać. Może dlatego też, nigdy tak naprawdę nie odczuwałam braku rodzeństwa.

***

Z niedowierzaniem przyjmuję fakt, że w Polsce coraz więcej rodziców nie szczepi swoich dzieci. Ruch antyszczepionkowy   w Polsce ma coraz więcej zwolenników, nie tylko wśród rodziców małych dzieci. Liczba dzieci niezaszczepionych rośnie z roku na rok, dziś to już kilka tysięcy rocznie. Jak zwykle brakuje rzetelnej, naukowej  dyskusji na ten temat, uświadamiającej nie tylko o korzyściach szczepień, ale również o ich możliwości powikłań. Być może potrzebna jest zmiana systemu szczepień, podejście indywidualne do każdego dziecka, a nie rutynowe. Nie wiem. W każdym razie, trzeba jakoś dotrzeć do tych rodziców, którzy stracili zaufanie do systemu szczepień, uważając go jedynie za zło, przyczynę wielu powikłań i chorób, chociażby autyzmu, oraz za kurę znoszącą złote jaja dla koncernów medycznych.  Głusi  na głosy lekarzy, którzy głośno mówią, że szczepionki to polisa na życie dziecka, której nie powinno się go pozbawiać.

Reklamy