Kiedy nie masz dostępu…

Gdzieś w okolicy został przerwany  światłowód i cały wczorajszy dzień nie było internetów. Ani stacjonarnego, ani komórkowego, choć ten drugi pojawił się na jakieś pięć sekund. Kiedyś pewnie by mnie ta sytuacja zirytowała, bo choć spokojnie mogę obejść się bez zaglądania na strony, ale wolę, gdy jest to moja decyzja, a nie uniemożliwienie mi przez złośliwość rzeczy martwych. Bo człowiek szybko się przyzwyczaja, że ma dostęp w każdej chwili, i jak mu go zabiorą, to czuje się…co najmniej dziwnie ;). Akurat ja poczułam się normalnie i przyjęłam ten fakt obojętnie. Dawniej net był mi potrzebny codziennie do pracy, a wczoraj to Tuśka była zła, że nie może zrobić tego, co miała zaplanowane. I tak dobrze, że nie było potrzeby puszczenia żadnych pilnych przelewów.  Dopiero wieczorem uzmysłowiłam sobie, że to trzynasty dzień miesiąca, więc zawsze mogło być gorzej, w myśl zasady, że pech rodzi kolejnego pecha ;).  Na ten przykład mogli zabrać mi prąd, a wtedy nie mogłabym czytać, bo przy świetle dziennym, kiedy za oknem pochmurnie, to ja słabo widzę literki drukowane, mimo okularów na nosie.  A tak szczęśliwie mogłam sobie poczytać, w przerwach, zamiast buszować po necie, ogarnąć trochę dom, nie za dużo, coby się nie przemęczyć. Coś mnie dusi ostatnio, czasem się odrywa i mogę nawet odkaszlnąć. Bardziej wygląda to na alergiczny kaszel niż przeziębieniowy. Na razie staram się go ignorować, ale bywa upierdliwy, nie powiem…

OM po raz trzeci pojawił się w domu, tym razem w środku tygodnia. Jakoś mu te ucieczki uchodzą płazem, na szczęście. Wczoraj zjawił się mniej niespodziewanie, bo już we wtorek uprzedził, że tak sobie zajęcia ułożył, żeby się w środę wyrwać. To, że w tę i z powrotem ma trzysta kilometrów do pokonania, nie jest dla niego żadną przeszkodą. No to zjawił się i to z jedzeniem na wynos :). A  w sobotę przyjedzie na pierwszą  legalną przepustkę.  Dobrze, że pobyt już się kończy- zostało ciut więcej niż tydzień- bo wczoraj widziałam, że kompletnie nie ma chęci na powrót do sanatorium. Z ręką jest dużo lepiej, ale do całkowitego wyprostu jeszcze sporo brakuje, i tak naprawdę nie wiemy, co lekarz zadecyduje dalej.

Za oknem szaro i ponuro,  a ja muszę się zebrać w sobie i wyleźć spod pomarańczowego koca, pod którym jest mi tak milutko i cieplutko, wsiąść do Julka i wyruszyć do ŚM.

***

I taka refleksja w temacie długich staży małżeńskich, które w dzisiejszych czasach są różnie postrzegane. Najczęściej z niedowierzaniem, podejrzliwością, czasem z podziwem i zazdrością. Często postronnym wydaje się, że to już tylko kwestia przyzwyczajenia, albo co gorsza, obawa przed ułożeniem sobie życia na nowo, która potrafi przywiązać silniej niż miłość, namiętność, szacunek, wspólne wspomnienia, które z upływem czasu zbladły, albo ulotniły się jak kamfora. Oczywiście, że tak bywa, że to strach paraliżuje wtedy, gdy  ktoś chciałby się rozstać, bo życie we dwoje, ale obok już mu nie odpowiada, a nie robi tego, choćby z powodów materialnych czy z obawy jak zareaguje najbliższe otoczenie. (Nie mam na myśli tych związków, w których dochodzi do przemocy fizycznej, psychicznej).

To co my byśmy nie zaakceptowali, a przynajmniej nam się tak wydaje ( co może wiedzieć o małżeństwie osoba po pięćdziesiątce, która tak naprawdę nigdy nie była w żadnym związku, a udziela rad typu: ja bym pogoniła; w życiu bym nie była z kimś takim), bo według nas nie jest idealnie, tyle że to idealnie dla każdego może inaczej wyglądać. Jak to moja PT mówi, która prowadzi również terapie par, że w dzisiejszych czasach, szczególnie młodzi ludzie szybko  rezygnują z siebie, zamiast powalczyć o swój związek. Bo wcale nie ma gwarancji, że kiedy się rozstaniemy, podzielimy dzieci i majątek, to znajdziemy szczęście w ramionach innych osób. Umiejętność pokonywania kryzysów, które się zdarzają, jest świadectwem dojrzałości i odpowiedzialności.

 

 

12 myśli na temat “Kiedy nie masz dostępu…

  1. Ja to mam wrażenie, że im dalej w małłżeństwo tym jest nam lepije razem. Nawet zdazyło mi się martwić miłością mojego męża do mnie, bo co by było, gdyby…
    co nie znaczy, że jest idealnie
    wczoraj mnie tak zdenerwował, że nie ciągle się złoszczę, ale wiem, że to nic, nie chciał źle i może przemysli nastepnym razem

    ja jestem monogamistką i długodystansowcem
    nie wiem, może nie każdemu to pasuje?

    Polubienie

    1. Mam podobne refleksje do Twoich! I też mnie wczoraj M. z równowagi wyprowadził. pewnie był to łatwiejsze , bo sama od wtorku chodzę nabuzowana, ale wiem, że nie chciał źle!

      Roksanna, a u mnie dzisiaj słońce. Podesłać? 🙂

      Polubienie

      1. Laila,
        we wspólnym życiu nie da się on stop spijać sobie z dzióbków, zresztą, jakie byłoby to nudne…;)

        Wczoraj na moment, jak wracałam do domu, też wyszło, także może przywędrowało z LU :))) Dziś świeci, choć wieje tak, że nie wiadomo co przywieje:(

        Polubienie

    2. Nigdy chyba nie jest idealnie, ale czy musi?
      Grunt, że jest dobrze a nawet lepiej niż dobrze 🙂

      I u mnie z upływem czasu jest lepiej, i myślę że to dlatego, że coraz lepiej się znamy, pewne rzeczy jedna lub druga strona odpuszcza, a przede wszystkim zamiast krzyku- tak u nas ciche dni to jakaś utopia, co w sercu to na języku i po krzyku ;p- jest śmiech, żart…
      ale oczywiście, że wciąż zdarza się, że mam mordercze myśli ;ppp

      Polubienie

  2. Droga moja!
    Długoletnie małżeństwo polega przede wszystkim na przyjaźni. Jak ona jest jest dobrze!
    U mnie w pracy nie najlepiej. Z moim zdrowiem coraz gorzej. Zapisałam się na poniedziałek do lekarza i obiecałam sobie iść wreszcie na zasłużone L-4. Prywatnie lekarz postraszył mnie trochę.
    Tobie, jak zawsze życzę zdrówka i radosnych dni kolejnych:)
    Buziaczki:)

    Polubienie

    1. Tak, przyjaźń, wzajemne lubienie się to fundament każdego długiego związku. I oczywiście szacunek.

      Idź, zadbaj o siebie, bo zdrowie to to, co mamy najcenniejsze przecież!
      Poprawy życzę!
      Buziaki 🙂

      Polubienie

  3. Dziś pojawiło się zagrożenie, że przez tydzień nie będziemy mieć Internetu. Nigdy nie widziałam mojego męża z takim wyrazem twarzy, jak w chwili, gdy usłyszał tę wiadomość;)

    Ślub biorą ludzie zakochani. Ten stan trwa jakiś czas i jeśli uda im się wtedy zaprzyjaźnić, to przetrwają razem długie lata. Jeśli zakochanie nie przejdzie w etap przyjaźni i miłości, to nic z tego związku nie będzie. Tak mi się wydaje.

    Serdeczności ciepłe choć za oknem zimnica!:)))

    Polubienie

    1. :))
      No u nas to byłaby katastrofa, sporo faktur przychodzi drogą mejlową, nie mówiąc już o przelewach za nie, a jeszcze w dniach 9-15, 20-27 to byłaby katastrofa totalna 😉

      Dobrze Ci się wydaje.

      Wczoraj u nas było 14 stopni i to dopiero jak słońce wyszło!!!
      Buziaki z nadzieją na cieplejsze dni!

      Polubienie

  4. A moja mama mówi, że miłość to jedno a dogadanie się to drugie.I coś prawdy w tym jest. Też uważam, że przyjaźń jest b. ważna. Gdy zachorowałam, to też tak myślałam jak „rybenka” co z tą miłością męża…
    Wczoraj byłam na komisji zespołu do orzekania o niepełnosprawności, i tak jak w Twoim przypadku, Pani D. nie wiedziała co w moich papierach jest, myślała, że przychodzę tylko z bólem szyi:} Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

    1. To prawda, bo przecież można kochać i…nie potrafić żyć z tym człowiekiem, z różnych innych powodów.

      Dobrze mieć przy swoim boku, kochającego i takiego, który zawsze wesprze.

      OM ostatnio widząc moją minę- już nawet nie wiem przy jakiej okazji- powiedział: poradzimy sobie, tak wiele już przeszliśmy i daliśmy radę. Ma rację. A o ewentualnej innej opcji nie chce gadać…Nawet żartem…

      No ja jestem w szoku i w nim pozostaję nieustannie, bo to się nie powinno zdarzyć. Jak się idzie na komisję, to ta komisja powinna znać sprawę od podszewki, że tak napiszę. Ja wciąż jeszcze się nie wybrałam i nie wiem czy to zrobię. Wiem, ze to błąd, ale nie mam siły, choć wiem, że w MOPS, bywają naprawdę życzliwe osoby.

      Serdeczność :)))

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s