Sezon ogórkowy…czyli czego nie ma ;)

Nie ma komarów i much. Choć nie, muchy są, sama widziałam, jak byłam w stadninie koni, czasem też wpadnie jakaś do domu, ale szybko packą dostanie w łeb. No to właściwie są, ale z reguły  martwe. Ale tak ogólnie to nie ma (jeszcze?) za dużo owadów utrudniających życie, a są pokarmem dla choćby takich szpaków. Te akurat są i wpierdzielają owoce z krzaków i drzew, nie dając im nawet dojrzeć. Tłuką od rana do wieczora i nic im w tym nie przeszkadza, bo kota też nie ma. Najpierw wytłukły czereśnie i truskawki pod naszą nieobecność. Truskawki po raz pierwszy. Nie wiem, czy jakiś ptasi guru narzucił zdrowe odżywianie- mniej mięsa ( o ile owady można potraktować jako mięso)- bo  wiśnie pożarły  zielone, a teraz zabrały się za borówkę. Też po raz pierwszy, a mamy już dobrych kilkanaście lat. Tu upatruję przyczyny w braku Koty, która łowna była i nie pozwoliła szpakom nawet usiąść, a teraz aż czarno od nich na krzakach. Trwa wyścig, kto pierwszy: my czy ptaki. Tata kupił jakąś siatkę- niewidkę i zarzucił na krzaki, więc testujemy. Nie jest to rozwiązanie idealne, bo szpak potrafi wleźć pod nią, a potem drzeć dzioba, zaplątując się, gdy chce odlecieć.  Z drugiej strony odstrasza w ten sposób swoje siostry i braci, więc…

Miodu też w tym roku nie będzie- może kilka litrów uda się wywirować- pszczoły albo się wyroiły, albo pozjadały to, co nazbierały;  innym słowem zrobiły Tatę w „karolka” ;p Po raz pierwszy. Na szczęścicie, są zapasy zeszłoroczne- dla rodziny starczy! Przezornie, będąc w Bieszczadach, zakupiłam miód spadziowy, też zeszłoroczny zresztą. Zawsze taki targam do domu, kiedy jestem bliżej gór, jak i sery owcze. Te ostatnie kupuję tylko wtedy, gdy jestem od maja do września, bo wcześniej czy później to one owiec na oczy nie widziały, za to baranów nabranych i owszem.

Posiano mi ogórki, i są! A lepiej, żeby ich nie było, bo przecież nie przerobię wszystkich. Co tam wszystkich, w ogóle. Bo albo mizeria, albo w rękę na surowo, a do słoja tylko na małosolne. Do Mam wywiozłam ostatnio, ale ona tak jak i ja. Na bieżąco z konsumpcją. Dziś wyjeżdżam na kilka dni, więc reszta kurom, bo szpaki jakoś nie gustują w ogórkach, a szkoda 😉

Pogody też nie ma. To znaczy jest, ale daleko jej do pogody, jaka powinna być latem. Ja nie narzekam, choć nie ukrywam, że bardziej przypomina wrzesień albo październik niż lipiec. OM zapakował kalosze do auta, bo na cały nasz pobyt zapowiadają deszcze. Trudno. Będziemy pomykać pomiędzy kroplami 😉

Miłego tygodnia!  suchego! 🙂

Reklamy