Lubię…

Tak sobie myślę, że jakby ktoś mnie zapytał o najbardziej ulubiony miesiąc w roku, to bym odpowiedziała, że czerwiec. A  za nim zaraz wrzesień. Nie pamiętam czy zawsze tak było, ale jeśli nie, to przecież mam prawo do zmiennych sympatii ;).

Czerwiec lubię przede wszystkim za smaki i zapachy. Smaki, bo już są nasze truskawki, czereśnie, fasolka szparagowa…Zapachy, bo kwitną i obłędnie pachną piwonie i róże. Zieleń już nie tak soczysta jak w maju, ale wciąż niezmęczona słońcem, za to bardziej obfita, dająca cień w upalne dni. To miesiąc dobry na wyjazdy urlopowe, bo nie tak tłoczny jak lipiec czy sierpień. Przedsmak lata…Zapowiedź przygody…(Letnia sukienka i sandały, nawet w pochmurny, chłodniejszy dzień, nie wyglądają głupio ;p)  Radość z   najdłuższych  dni w roku. I właśnie wieczory, ciepłe, pachnące, kiedy można posiedzieć-  najlepiej w dobrym towarzystwie- do późna  w ogrodzie, na tarasie czy balkonie, są kwintesencją dnia.

A Wy jaki miesiąc najbardziej lubicie?

Z DM wróciłam z bagażem  ważącym tonę…książek :). Muszę jeszcze trochę pożyć, żeby te i inne przeczytać ;p Dziewczyny (pomogły mi się załadować a OM rozładować) się śmieją, że kursuję, że mogłabym zostać, bo przecież dziś znowu do DM, coby jutro piguły dostać, ale to moja wyszarpana normalność 🙂 W sobotę zlot, w niedzielę spotkanie u bliskiej koleżanki na kawie- bez kawy, bo akurat w godzinach szlabanu na picie i jedzenie- potem obiad u Mam i powrót…Prawdą jest, że gdybym nie umówiła się z Tuśką, że pojedzie ze mną po piguły, to bym pewnie została w mieście. Ale obiecałam, że za 2 tygodnie przyjadę na imprezę-  te same Czarownice, tylko tym razem w plenerze :). Czerwiec zawsze był miesiącem bardzo towarzyskim, przetkanym różnymi imprezami, częstokroć nakładającymi się na siebie, bo przecież nie jest z gumy. A szkoda ;).

P.S. Starałam się krótko napisać, coby  znów  nie trafiał szlag ;ppp

P.S.1. Muszę się przepakować, nie zapomnieć o szpitalnych papiórach, ale najpierw zrobić sobie kawę i truskawki z jogurtem naturalnym, odrobiną miodu i płatkami orkiszowymi.  W czerwcu dzień bez truskawek to dzień stracony 😉

***

edit.

Nie lubię, jak mi ktoś/los miesza…ech. Jeden telefon i już wiem, że pobyt w szpitalu mam z nocką zagwarantowany. W środę tomograf, bo przyszły nowe wytyczne, że co 8 tygodni. Taaa…Mało tego, uprzedzono mnie, że jeśli nie zdążą z opisem, to mogę zostać do czwartku, a w czwartek przecież ZUS mnie oczekuje. Taaa…No to uprzedziłam, że im zwieje, a po wypis wrócę, jakby co. Taaa…niech się teraz głowią.

Czy ja napisałam, że lubię czerwiec??? taaa…

no i jak kto wytrwały to niech trzyma kciuki jutro za wyniki, pojutrze za TK, a popojutrze za ZUS.

p.s niedługo to będę chodzić z tabliczką: uwaga przebywanie w pobliżu grozi napromieniowaniem i utratą zdrowia 😉

miłego!

 

 

Reklamy