Finansowe bezpieczeństwo…

Są osoby, których pewien rodzaj kłopotów nie omija w życiu- na własne życzenie. Mimo wyciągnięcia słusznych wniosków, dotkliwej nauczki, kolejny raz popełniają te same błędy. Pomimo, że dość dobrze radzą sobie w innych sprawach, ogarniają życie, to jest sfera, w której zwyczajnie sobie nie radzą. Bo nie chcą. To pewien rodzaj ucieczki.

Znam taką osobę, która wciąż wpada w kłopoty finansowe- na własne życzenie. A to nie otworzy urzędowego pisma, nie wymówi na czas abonamentu lub lokalu, który przestała użytkować, nie zapłaci na czas za jakieś media, nie sprawdzi obowiązujących przepisów…mogłabym tak wyliczać…I komornik siedzi na pensji. A mogłaby tego uniknąć. Co wyjdzie z jakiegoś dołka, to w kolejny wpada. Odhaczy jedną sprawę, to za chwilę kolejna czeka. I koło się zamyka. Ciężko wyjść na prostą. Na szczęście ma możliwość dobrego zarobku, ale kosztem czasu i własnego zdrowia. Bo w pewnym wieku praca od rana do późnego wieczora, nawet jeśli nie jest fizyczna, to ma wpływ na zdrowie człowieka. Każdy potrzebuje regeneracji organizmu. Ale przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa, również tego finansowego.

Dla mnie wszelkie należności, zobowiązania, płatności, czyli rachunki są na pierwszym miejscu w budżecie domowym. W terminie. To daje mi świadomość bezpieczeństwa. Nie mogłabym kupować (nie)zbędnych rzeczy, wiedząc, że z czymś tam zalegam…Taką mam naturę. Niektórzy mają inną. Znam inny przykład, gdzie małżeństwo miało podzielone wydatki i, kiedy ona zaczęła mniej  zarabiać ( niestała miesięczna pensja), a wydawać na siebie nie chciała przestać, to nie płaciła czynszu za mieszkanie- dług kilka tysięcy. Gdy się wydało, to mąż przejął wszelkie zobowiązania i płatności, a ona z ulgą odetchnęła- ma teraz pewną kwotę i nią się rządzi. Nie musi myśleć o rachunkach.

Mam też koleżankę, która po rozstaniu z mężem została właściwie bez niczego. Nie licząc wspólnego kredytu na dom. Nie pracowała na umowę, trudniła się jakąś tam odsprzedażą pewnych środków- coś w tym stylu. W każdym razie  nie da się z tego utrzymać, nawet jednej osobie. Wymyśliła pieczenie, lepienie, gotowanie pod zamówienie. Na czarno, bo jak mówi, gdyby przyszło jej płacić wszystkie zobowiązania należne z działalności gospodarczej, to nie wyszłaby na swoje. Na pytanie o emeryturę, wzrusza ramionami i mówi, że sama musi zarobić na swoją starość. Oby zdrowie było! I wiecie co, nie dziwię się, bo w naszym kraju nie ma żadnej stabilizacji i nie wiadomo co rząd wymyśli, kolejne też. Z drugiej strony, ja bym tak nie potrafiła. Może to złudne poczucie, ale wydaje mi się, że nawet najniższa kwota z ZUS daje poczucie pewnej stabilizacji.

Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. To tylko słowa. Bo to nie pieniędzy wina, że ludzie pod ich wpływem się zmieniają i robią różne mniej lub bardziej głupie rzeczy. Często bywa tak, że to  osoby z otoczenia  zmieniają swój stosunek do  kogoś im bliskiego, znanego, gdy ten osiąga finansowy sukces.

Pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa, a bez tego trudno być szczęśliwym. Kwestia jest tylko w indywidualności wymagań co do  materialnej sfery życia. A i samo życie potrafi te wymagania skorygować, bo nagle  się okazuje, że coś( czas, pasja), ktoś jest ważniejszy niż  np. nowszy model auta… Jednak kiedy brakuje pieniędzy na podstawowe produkty, opłaty, leki, gdy każdy dzień zatruwa myśl jak go przeżyć, gdy trzeba prosić różne instytucje o pomoc, bliskich, rodzinę, to człowiek może czuć się społecznym wyrzutkiem, nieudacznikiem, człowiekiem nieszczęśliwym. Poczucie własnej wartości spada. Dlatego, i nic tego nie zmieni, pieniądze są ważne w naszym życiu. A co za tym idzie praca i godne jej wynagrodzenie!

Misiek właśnie założył firmę- jednoosobową. Skorzysta z dwuletniego okresu płacenia niższego ZUS-u. Mam nadzieję, że ogarnie wszystkie zobowiązania. Pieniędzmi  umie rozsądnie gospodarować-  był zawsze naszym domowym bankiem 😉

Tuśka zaś złożyła wypowiedzenie. Powodów jest kilka. Nie jestem przekonana o słuszności jej decyzji, przynajmniej nie w tym czasie. Mam nadzieję, że nie wpadnie na pomysł jakiegoś własnego biznesu. Wystarczy, że jej połówek pracuje na swoim, rodzice, dziadek a teraz brat…Ma przykłady ile to czasu i pracy kosztuje. Że nie jest to praca od do. I trzeba się pilnować na każdym kroku…

Wyższa instancja po odwołaniu się do niej, naszą sprawę właśnie  cofnęła z powrotem do US. Wytykając urzędowi błędy. Co dalej? Nie wiem. Zobaczymy. Albo ugoda, albo sąd. Czekamy na ruch US. W maju mnie trzy lata…

***

Słoneczko wyszło i pięknie świeci od rana 🙂 W końcu chmury zniknęły! Niebo może pysznić się cudnym błękitem!

Niestety, chmury nadciągają nad tymi, co lubią czytać i kupują książki. Szykuje się ustawa o ujednoliceniu ceny książek, która obowiązywałaby przez rok. Osobiście kupuję od 4-6 miesięcznie, w necie, za zawsze niższą cenę, niż ta wydrukowana na okładce. Obniżka w zależności od tytułu jest spora, bo od 15-45% i dotyczy również nowości. Ja na pewno nie zrezygnuje z zakupu książek, ale biorąc pod uwagę, że czytelnictwo w naszym kraju jest bardzo niskie, to ujednolicenie cen, zapewne powstrzyma wielu od ich zakupu.