Nawet jak niefajnie to jest fajnie ;)…

OM w dniu wyjazdu (poniedziałek) przynajmniej raz na 15 minut pytał się, czy nie zmieniłam zdania co do samodzielnej jazdy- bo on zawiezie, Tuśka przywiezie, oczywiście. Telefon od Mam, do Aliś i o mały włos  ten co w tej chwili mam na własnej łepetynie, nie uległam. W sumie nawet poczułam pokusę, gdy co chwila krokiem poloneza moje nogi odstawiały swoisty taniec. Z nakazem meldowania się po przyjeździe (OM zakazałam dzwonienia) wyruszyłam w trasę, którą już przejechałam w swoim życiu milion razy, a zawsze mnie cieszy, niezależnie w którą stronę zmierzam. DM przywitało mnie pięknym słońcem i temperaturą 14 stopni, wbrew zapowiedziom. Telefon zadzwonił (OM nie wytrzymał) jak trzeci raz krążyłam wokół bloku, szukając miejsca do parkowania. Zła, bo spocona jak mysz kościelna pod miotłą, gdyż słoneczko nieźle dawało przez szybę, rzuciłam: przecież mówiłam, żebyś nie dzwonił, bo nie odbiorę! Ot logika. W końcu zaparkowałam blok dalej, bo ile można jeździć w kółko! Oddzwoniłam  będąc jeszcze w aucie, bo musiałam ochłonąć, zadzwoniłam do Aliś, że już jestem i może przyjść, wytachałam walizkę i ciesząc się z pięknego dnia, ruszyłam do mieszkania. Wieczorem jeszcze wpadł Misiek, potem PT i tak mi szybko na rozmówkach zszedł czas.

Na izbie przyjęć mimo kolejki obsłużono mnie ekspresowo. Jak przyszłam, to jeszcze lekarza nie było, ale dałam p. pielęgniarce skierowanie i zaznaczyłam, że ja na jeden dzień, więc ta od razu mi powiedziała, że dzwoni do Oddziałowej, że jestem. Po czym jak przyszedł lekarz i przyjęli dwie pacjentki, p. pielęgniarka wyszła do mnie, zaprowadziła do drugiego gabinetu, zmierzyła ciśnienie, ja podpisałam kilka kartek i już mogłam iść na oddział. Z bananem na gębie. Niestety, na górze w dyżurce pielęgniarek mój ekspres brutalnie zahamował. Przerażenie na twarzy Oddziałowej, bo nikt nie zamówił leku w aptece i marne szanse, żeby lek był w tym dniu. Ja, że  spokojnie, bo piguły na wieczór jeszcze mam, więc jeśli lek będzie w środę rano, to nie ma problemu. Problem tylko, żebym nie musiała z tego powodu spędzić nocki w szpitalu, ale to muszę negocjować z Doktor, no i mieć wyniki ok. Oddalam krew i poszłam szukać jednej z dwóch moich Doktórek- obie były na operacyjnej. W końcu dorwałam jedną z nich i ustaliłyśmy, że po wynikach bez wypisu wyjdę sobie na „cichą ” przepustkę. Oczywiście wypytała się mnie o wszystko, ale poinformowała, że lek będzie dopiero około 12. na drugi dzień. Ustaliłyśmy, że nie będę kombinować z przesunięciem godzin, po prostu tej jednej dawki nie wezmę. Na co ja się zwyczajnie ucieszyłam zamiast się wkurzyć i zrobić awanturę, że leku nie ma lub zalać się rzewnymi łzami, że nie będę musiała wstawać na budzik, w pośpiechu jeść etc…ot zwyczajny poranek przy śniadaniu z kawą, jak dawniej 🙂 No i w razie kolejnej „wpadki” będę miała jedną dawkę w zanadrzu 😉 Procedury są takie a nie inne, i nie mogą mnie przyjmować do szpitala wcześniej niż co 4 tygodnie, bo się już zastanawiałyśmy, czy nie przyspieszyć przyjęcia, tak żebym była zabezpieczona od podobnych sytuacji.

W międzyczasie zajrzałam na sale i…obustronna radość, że się widzimy z Kasieńką ( leżałyśmy razem dwa lata temu). Obie ze świadomością, że okoliczności widzenia nie są halo, ale nie zakłóciły naszego pięciogodzinnego wspólnego przebywania. Nagadać się nie mogłyśmy, a co się pośmiałyśmy a z nami pozostałe dziewczyny, to nasze! Nie musiałabym tyle siedzieć w szpitalu, ale jak przyszły wyniki, to Doktórki  znowu były przy operacjach, a Oskarowa szepnęła mi, że kreatynina wysoka ( wyższa niż ostatnio), reszta ok, więc muszę czekać. Czas w miłym towarzystwie zleciał szybko. Z zaleceniem więcej picia, bo norma dla tych piguł jest 1,6 a ja mam 1,45 (takiego TK z kontrastem już by mi nie zrobili), wyszłam ze szpitala. Z ulgą, że nie muszę zostać, choć ja zawsze taką opcję biorę pod uwagę i walizka spakowana czeka w mieszkaniu. Tyle że mnie tam się nie chce być dłużej, niż muszę i żadne towarzystwo tego nie zmieni. Myślałam, że z wymiotuję (ewakuowałyśmy się z Kasieńką na korytarz) jak wjechał obiad i te zapachy wraz z lecącą w kroplówkach chemią, mimo otwartego okna, dały odór nie do wytrzymania. Jak sobie pomyślę, że przecież ja nie raz, nie dwa w takim odorze tkwiłam przygwożdżona do stojaka, to od razu robi mi się niedobrze. To i warunki sanitarne. Dwa kibelki na ponad 20 pacjentek. To może jeszcze nie tragedia, ale (co się zdarzyło pierwszy raz za mnie), jeden z nich akurat był przypisany ( kartka na drzwiach ) tylko do jednej sali. Więc sami rozumiecie, zwiałam stamtąd jak tylko już mogłam ;p

Ale zanim zwiałam, to dorwał mnie młody lekarz. I na nic tłumaczenia, że ja tu na chwilę i zaraz mnie nie ma. Twardo zapraszał mnie do gabinetu. Co się okazało, chciał uzupełnić dokumentację, bo na izbie przyjęć nikt mnie nie wypytał setny raz zresztą, o to, co mnie w życiu spotkało. Ze zdziwieniem, bo przedostatnio jak mnie przyjmował inny młody lekarz, to miał zapisać w kompie moje chorobowe CV, widocznie tego nie zrobił, albo system jakiś nie halo, nie wiem. Trwało to trochę, bo moja historia długa i z pobocznymi wątkami, więc nic dziwnego, że w międzyczasie zeszliśmy na zbliżone tematy. Młody lekarz trochę się zżymał na tę papierologię, coś tam wspomniał, że jak musi w ministerstwie, to mu się niedobrze robi, aż w końcu wymsknęło mu się, że wybraliście to macie. Na co ja z oburzeniem, że nie wybierałam…No i poszły konie po betonie 😉 Dużo tego było, nie będę się rozwodzić, ale młody lekarz przyznał się, że wydawało mu się, iż obecny minister, który tworzył samorząd lekarski, będzie lepszym ministrem. Niestety, stracił do niego zaufanie, bo  nie potrafi  uczciwie powiedzieć, tylko kluczy, zwodzi.  Na koniec uścisnęliśmy sobie dłonie 🙂

W środę ( budziłam się przed budzikową godziną i tyle było z mojego pospania ;))podjechałam już Julkiem pod szpital, udało się zaparkować w miarę blisko, deszcz na głowę nie kapał, więc choć zimniej, to i tak było przyjemnie :).  Ekspresowo odebrałam lek i wypis, choć nastawiałam się na czekanie, i wyruszyłam do domu, po drodze zatrzymując się na wylocie w Outlecie po malinę na pazury i zieleninę do żarcia.  Spacer między sklepowymi alejkami był wyczerpujący, mimo krótkiego czasu, musiałam odsapnąć na ławeczce, posilić się bananem…a potem jeszcze w Julku posiedzieć, zanim ruszyłam. I znowu podczas jazdy  delektowałam się słonecznym dniem, nastrój mi się zwarzył, jak zobaczyłam ścięte drzewa. W poniedziałek jeszcze stały przy drodze (jakieś 5-10 metrów od niej) w polu. Kilkanaście, może kilkadziesiąt przegrały z piłą mechaniczną…Szkoda.

Sama jazda większych trudności mi nie sprawiała, choć nie zawsze stopami dobrze czułam pedały. Muszę się jakoś do tego przyzwyczaić, i nie przyznawać, bo mi marudzą, bym nie jeździła, szczególnie Aliś ( kolejny raz dziś przez telefon). Oprócz tego, że jak tylko znalazłam się na domowej kanapie, to mnie dopadło takie zmęczenie, że z trudem się z niej podnosiłam w momentach, kiedy musiałam, to samodzielny wyjazd uważam za ogarnięty 😉

Leje. Dziś już może 😉 Do niedzieli znowu jestem sama na włościach. OM właśnie wyjechał do Hannoveru. Misiek do Francji na deskę.  Ale jest Tuśka z Pańciem, w weekend Tata…no i jest Julek 😉 Damy radę!

***

Włączyłam telewizor, przeczytałam na FB i …4 hektary lasu wyciętego w Łebie. Sprawa w prokuraturze, ale to minister Szyszko powinien być głównym oskarżonym. A jemu żaden włos z głowy nie spadnie, ani on sam ze stołka nie zleci. Kocham polskie morze i plaże właśnie za to, że przez większość terenu, żeby na nie dotrzeć trzeba przejść przez las i zalesione wydmy…Za ten mikroklimat..,.

No płakać się chce!

23 myśli na temat “Nawet jak niefajnie to jest fajnie ;)…

    1. To prawda, i oni- ludzie- sprawiają, że nawet gdy pada deszcz, to tak naprawdę słońce świeci.
      Jednak są specyficzne okoliczności, te świadczą o tym, że skorupiak się nie poddaje i wciąż atakuje:/

      Polubienie

  1. Dobrze ze juz w domku ,Ja tez ani 5 minut dluzej niz potrzeba nie chce byc na oddziale.Czasami sa fajne babki , na Srzalowskiej sa 2 lozka 1 kibelek na 4..Ostatnio bylam mocno wnerwiona na swoja towarzyszke …zaslonilam sie parawanem Tak bywa!Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Ja tam byłam za czasów, gdy chemioterapia była w starym budynku, więc jeśli chodzi o sanitariaty to kiepsko. Reszta okej, szczególnie personel.
      Na Pomorzanach najczęściej w 6.osobowej sali, o parawanie to można pomarzyć 😉
      Ściskam!

      Polubienie

        1. Wiem 🙂 Cię zacytowałam 🙂 Ale na poważnie, to serio, że ktoś pomyślał, bo czasem sytuacja wymaga, nie tylko z powodów zgrzytów towarzyskich 😉
          Bużka.

          P.S. cudne krokusy i cieszę się, że masz siłę i ochotę wychodzić i je fotografować :***

          Polubienie

          1. Chodze szlakiem konia jakies 200m w jedna strone a obok na trawniku i przydomowych ogrodkach takie kwiatki,wiec korzystam. Juz coraz lepiej ale mam straszne zawroty glowy ……a niedlugo znowu (15 marzec).Buziaki

            Polubienie

    1. Musiałam! 🙂 Musiałam się przekonać. Neuropatia nie pomaga, ale jest do opanowania jeszcze. Boję się o zawroty głowy, które mam, na szczęście nie występują codziennie.
      🙂

      Polubienie

      1. Mam nadzieję, że ćwiczysz stopy i dłonie. Teraz będziesz mogła więcej chodzić – ale błagam, że jak będą zawroty głowy, to zabierz Córci kijki i z nimi chodź. 🙂

        Polubienie

        1. Ćwiczę,intensywnie, aż sobie prawy kciuk nadwyrężyłam;)
          Podpórki się przydadzą :))) Zawroty na szczęście tylko bywają, choć upadku na tyłek się tak nie obawiam, jak właśnie podczas jazdy. – skutków znaczy.
          Miłego weekendu!:)

          Polubienie

  2. Nie myślałam, że powiedzenie „Nie było nas – był las. Nie będzie nas – będzie las.” może kiedykolwiek przestać być prawdą. A tu proszę! Przyszła dobra zmiana i zmieniła wszystko. Nawet ludowe mądrości.

    Ja w poniedziałek na TK. Trochę się cykam. Nie badania. Wyniku.

    Serdeczności:)

    Polubienie

    1. Jeśli robisz w klinice w swojej dzielnicy, to na wynik sobie poczekasz. Tam się od dawna nie spieszą.
      Będziemy mocno zaciskać kciuki o dobry wynik! I już!

      Uściski 🙂

      Polubienie

        1. Będzie dobrze!
          Ja od lat mam dwie torbiele na nerkach i jak zupełnie z czymś innym poszłam do nefrologa, to ten mi z grubej rury: nie ma czegoś takiego jak łagodne zmiany w nerkach; i powtórzył TK, a potem musiał się przyznać do błędu.
          Na Arkońskiej robią bez konieczności picia kontrastu, więc sprawnie, a na Unii czeka się najkrócej na wynik.

          Słonecznego weekendu!!:)

          Polubienie

          1. To wyżej to ja, jak się zaloguję to zmienię 😉

            P.S.
            Co do lasów,
            są doniesienia, że największa wycinka trwa w lasach państwowych. Tak że tak!
            No i nowelizacja, że po wycięciu nie można 5lat na danym terenie prowadzić działalności niczego nie zmienia. Te głąby pisowskie są niereformowalne i nie patrzą w przyszłość i konsekwencje tego co uchwalają…wrr…

            Polubienie

  3. No może nie szarżuj za bardzo. Przedwiośnie jest bardzo zdradliwe – tu ogrzeje, tam powieje. Tylko, co ja tu gadam, skoro też wciąż sobie udowadniam, że „jeszcze mogę i nie straszne mi trudy, znoje”? Trzymaj się „roksanno”.

    Polubienie

    1. Kochana,
      nie ma mowy o szarży. Jak tylko swoim krokiem podszytym pędziwiatrem gnam do przodu to łapię zadyszki i muszę odpocząć. Jeśli tego nie zrobię to się zataczam, więc…Choć fakt, tak jak Ty próbuję coraz więcej i więcej stąd ta jazda.
      Na szczęście oprócz katarzyska ;)) nic mnie nie złapało.

      Dobrego dla Cię! 🙂

      Polubienie

  4. Nie cierpię szpitali! I tych ” zapachów”. Podczas ostatniego pobytu miałam z tym ogromny problem. Też dwie łazienki na dość duży oddział kobiecy…i wiecznie brudne! Jakoś wydawało mi się, że dziewczyny bardziej przywiązują uwagę do.. sprzątnięcia po sobie. Zmieniłam jednak zdanie.
    W domu człowiek zazwyczaj czuje się zdrowszy mimo faktycznego stanu wynikającego z wyników badań.

    A lasy…włos się jeży i nerw też.
    Obok mnie rośnie las, wycięli bardzo dużo drzew i zrobili w jego środku szeroką drogę. Żal ściska, bo tyle tu było miejsc do spacerów, biegania, nart, zjazdów saneczkowych..

    Polubienie

    1. Czasem leżałam z kobietami, które niekoniecznie się prysznicowały. A tu chemia każdym porem. Fakt, warunki niezachęcające, ale…ech…

      O matko! Szkoda! Ja w mojej okolicy nie zauważyłam jakieś szaleńczej wycinki, ale też za bardzo nigdzie nie byłam. Jednak na trasie, po przejechaniu granicy województwa, już tak. I żal. Bo ja wybieram jazdę starą drogą a nie S3 właśnie dla tych zalesionych obszarów i drzew, które dają cień…

      Polubienie

  5. Jeśli chodzi o te lasy i samowolną wycinkę drzew – to po prostu skandal.
    I masz rację – ten kto to zarządził nie poniesie żadnej odpowiedzialności,

    Coraz trudnej się u nas żyje.

    Serdeczności Roksanno.
    🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s