Medyczne dywagacje…

Jedna z moich Przyjaciółek od lat powtarza: po pierwsze, że nie zna biednego lekarza i,  po drugie, że studia medyczne powinny być płatne. Tym drugim akurat wpisuje się w mgliste propozycje ministra G., choć za ministrem oczywiście nie przepada. Trudno się oprzeć jej logice, że absolwenci tak kosztownych studiów, po wykształceniu się, nie powinni czmychać czym prędzej za granicę, tylko zostać w kraju i leczyć rodaków. Bo przecież wykształcili się na koszt państwa i coś temu państwu są winni. A konkretnie nam: pacjentom- podatnikom. Ja mam bardziej liberalne spojrzenie na tę kwestię, bo uważam, że to państwo powinno wszystko zrobić, żeby takiego lekarza zatrzymać. Za „Bóg zapłać” to nawet ksiądz mszy za zdrowie nie odprawi.

Pamiętam jak Starsza Rodzinnej ( obie córki są lekarzami) jeszcze w liceum wyjechała na jakąś wymianę, bodajże do Holandii albo Anglii- nie pamiętam. W każdym razie do zachodniej cywilizacji, w czasie, kiedy jeszcze nie była zdecydowana czy będzie studiować medycynę czy prawo. Trafiła do rodziny lekarskiej. Po przyjeździe opowiadała, ile tam zarabiają lekarze i na jakim poziomie żyją. Miała porównanie z domem rodzinnym. Fakt, zanim sama została lekarką, i od razu wyjechała do pracy do Anglii ( teraz jest w Australii a ma już kontrakt do Brazylii- ten sam pracodawca) status jej rodzinnego domu się zmienił, gdy Rodzinna wzięła sprawy w swoje ręce i wybudowała własną przychodnię. Jednak zanim to się stało, jako młoda lekarka pracowała w pogotowiu, w przychodni, w szpitalu, później jeszcze w prywatnym gabinecie, urodziła dwoje dzieci, zrobiła dwie specjalizację i doktorat. Starsza wybrała inną drogę. Nie chciała jako rezydentka korzystać z zasobów rodziców, a tak zapewne by było przez pierwsze lata. Dlatego od zawsze uważam, że tylko godziwe zarobki zatrzymają młodych- i nie tylko- lekarzy w kraju. Bo jeśli ktoś miałby płacić za studia, to dlaczego akurat polskiej uczelni? Jeśli nie nastąpią znaczne  zmiany w kwestii zarobków, a koszt nauki musiałby ponieść student, to czy nie lepiej studiować od razu tam, gdzie w przyszłości  jego praca byłaby za godziwe pieniądze wynagradzana, a warunki pracy często na wyższym poziomie? Na pewno część osób wzięłoby taką możliwość pod uwagę. Inna zaś, pewnie zrezygnowałaby ze studiów medycznych w ogóle, z powodów finansowych, bo zwyczajnie nie byłoby ich stać lub nie chcieliby być w jakikolwiek sposób przywiązani, choćby opcją odpracowania stypendiów.  Dlatego nie wydaje mi się, że to dobra droga…Bo dlaczego płatna ma być tylko medycyna?

Zmiany są potrzebne. Tylko nie zmiany dla samych zmian. Gdy słucham Ministra Zdrowia, to mach ochotę wrzasnąć…co czasem robię. Od początku nie miałam do niego zaufania, i dlatego sceptycznie się odnosiłam do jego wyboru na ten urząd. Niestety, kłamie jak z nut…Albo jest kiepskim lekarzem. Bo jak można powiedzieć nie raz, nie dwa, więc o pomyłce nie ma mowy, że pigułka ellaOne jest tabletką wczesnoporonną?- to jest niezgodne z wiedzą medyczną! Tak samo kłamie w sprawie marihuany leczniczej. I w sprawie kolejek do specjalistów.  Nie wiem w jakiej rzeczywistości minister żyje, ale jak usłyszałam z jego ust, że od razu na drugi dzień   kolejki znikną, gdy tylko nowa ustawa o sieci szpitali wejdzie w życie, to  parsknęłam śmiechem. Minister Radziwiłł Harrym Potterem ;D Szczególnie jak zaczął się wywodzić na temat pacjenta, któremu szpital po jego opuszczeniu, załatwi wizytę u specjalisty i   ewentualną rehabilitację, tak, by nie musiał ” błądzić” po mieście. No pięknie! Tylko czy nie zauważył, że w wielu szpitalach funkcjonują przychodnie specjalistyczne, w których owe kolejki już są? A na najlepszych oddziałach rehabilitacyjnych kolejka wynosi nawet dwa lata? Żeby kogoś tam wcisnąć to trzeba innego przesunąć. Proste.

Jako pogromca kolejek do lekarza, minister chce szpitale złapać w sieć. I nie wiem co o tym sądzić, jeśli słyszę, że kryteria są takie, iż na pewno będą niektóre szpitale zamykane, a w niektórych likwidowane oddziały. Jeśli tak się stanie, to jakim cudem kolejki się zmniejszą? Mniej szpitali, mniej oddziałów, mniej lekarzy, tylko pacjentów coraz więcej.

W tym roku miałam wątpliwą przyjemność przebywać w trzech różnych szpitalach na różnych oddziałach. Wątpliwą z powodu choroby, tego co fizycznie musiałam przejść. Ale jeśli chodzi o personel medyczny, praktycznie nie mam nic do zarzucenia.  Szczególnie  dwóm, gdzie i warunki pobytu były godne pacjenta, a nie tylko opieka. Aczkolwiek dla pacjenta  najważniejsza jest opieka medyczna: lekarska i pielęgniarska. To się w większości zmienia. Na plus. Oczywiście, że zdarzają się różne sytuacje, najczęściej brak logistyki mocno uderza w chorego, gdy musi pod gabinetem czekać na swoją kolej lub na izbie przyjęć odstać swoje, etc…

Dlaczego więc demolować coś, co już funkcjonuje, zamiast ulepszać? Jak zawsze chodzi o kasę. Jednak myślę, że jeśli się chce zlikwidować patologię w systemie, to niekoniecznie trzeba ten system rozmontowywać. I działać przede wszystkim systemowo. Bo za chwilę to nie tylko szpitale znikną, ale i lekarze, i pielęgniarki…

Ale! Jeśli faktycznie kolejki do specjalistów znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to będę się bić we ( nie)własną  pierś i ogłoszę ministra narodowym cudotwórcą!  I, żeby pokazać swą dobrą wolę, poczekam miesiąc, nie jeden dzień ;p

Jednak śmiem sądzić, że korzyści z tej reformy będą dla pacjenta  mniej więcej takie, jakie mają seniorzy z darmowych leków. No, chyba że minister weźmie pod uwagę krytyczne głosy, również te w swojej partii i zmieni swoje założenia. Tylko mnie to wcale nie cieszy, bo jeśli nawet projekt  w obecnej formie nie wejdzie w życie, to widać, że minister nie ma żadnego dobrego planu uzdrowienia systemu, tak, żeby pacjent odczuł to na własnej skórze. Bo motywem tego planu jest zablokowanie przepływu pieniędzy w sektor prywatny.  A pacjentowi jest obojętnie w jakim się leczy, jeśli koszt jego leczenia jest refundowany. Po rządzie, który ma obsesje na punkcie słowa „narodowy”, można się spodziewać, że zrobi wszystko, aby prywatne szpitale znikły z mapy…I nieważne, że często takie szpitale leczą taniej i nowocześniej, czyli lepiej.

Czy ktoś lub coś tych szkodników powstrzyma, żeby przestali wdrażać na gwałt bezsensowne ustawy? Psujące to, co już zostało osiągnięte.  Reformowanie chyba nie na tym polega…

***

Wciąż wieje. Dziś dla odmiany zamiast deszcz,  to śnieżek sypie. Przebiśniegi się już poprzebijały, coraz częściej słychać ptaki…przedwiośnie całą gębą 😉 A ja od tygodnia nie byłam na spacerze 😦 Strach wyjść…

***

edit.

A druga Przyjaciółka z psychologicznym wykształceniem nie raz nie dwa powiedziała, że lekarze to najmniej empatyczni ludzie… Długo się z nią nie zgadzałam…aż w końcu, któregoś dnia poległam…