Represje…

No to się doigrałaś ty gorszy sorcie – tak z szerokim uśmiechem PT  skwitowała fakt wyeliminowania mnie z grona. Siedziałyśmy obie w mieszkaniu w DM i rozmawiałyśmy na głośno mówiącym z jej synem. Zapytałam się, czy sprawdził na stronie Policji, czy nie ma tam opublikowanej jego facjaty oraz siostry, matki lub ciotki z protestu pod sejmem. Z żalem stwierdził, że nie 😉 Rozmawialiśmy o manipulacji, więc chciałam podać żywy przykład, ale okazało się, że nie mogę. Ktoś mnie usunął po jednym  zdaniu pod swoim postem, a brzmiało ono tak: proponuję czytanie ze zrozumieniem  nie ulegając emocjom i manipulacji :). 

W nocy z niedzieli na poniedziałek obudził mnie ból. Znany. Trochę byłam w szoku, więc wyparłam go tak intensywnie, że za dnia już nie miałam pewności czy mi się przypadkiem nie przyśnił. Nie powiedziałam o nim moim oddziałowym lekarkom ( mam dwie, które prowadzą obecne moje leczenie, a trzecią jest p. Doktor z poradni; dwie, bo jedna była przy moich dwóch operacjach i jest żywo mną zainteresowana :), a druga jest odpowiedzialna za program z tym lekiem ), ale o przeczulicy i wymiotach- niestety raz się zdarzyło w niecałe dwie godziny po wzięciu leku- już tak. Obie mi nakazały, że gdyby się wymioty zdarzyły, a przede wszystkim jakiś ból, szczególnie wątroby, to mam zaraz przyjeżdżać do szpitala na badania. Problem w tym, że ja kiepska jestem w określeniu co mnie w tym brzuchu boli, jeśli już. Podejrzewam, wiedząc, w którym miejscu mam wątrobę, że ta mnie jeszcze w życiu nie bolała. Ale pewności nie mam. Planowo mam się zgłosić we wtorek na izbę przyjęć, na jednodniowy pobyt, w celu zrobienia wyników i odebrania leku na kolejne 4 tygodnie.

Wróciwszy do mieszkania i czekając na OM, zakopałam się w kołderkę i tak przedrzemałam 3 godziny, szczęśliwa, że Tuśka przyjechała do  Babci w niedzielę, by osobiście złożyć życzenia i wręczyć kwiaty, więc mogłam ją wysłać do Zary, żeby dokupiła coś do prezentu urodzinowego dla Pańcia. W ten sposób mnie wyręczyła 🙂 Bo choć sobie mogę spokojnie kupować w necie, to dla Pańcia wolę zobaczyć naocznie, gdyż to długonogi i długoręki  chudzielec, jest ;).

Ostatnio nie czuję się najlepiej. Samo łykanie tabletek jest do opanowania, ale reszta już nie jest taka różowa. Wczoraj, gdyby nie wizyta naszego księdza po kolędzie, to bym się z pościeli nie wygrzebała. A i tak zrobiłam to dopiero o godzinie 17-ej. OM widząc ile  mnie to kosztowało, stwierdził, że przecież może A. przyjąć sam. A ja stwierdziłam, że jak już się zmobilizowałam i ubrana zeszłam na dół, to będę uczestniczyć w kolędzie, która zawsze mnie wprawia w dobry humor za sprawą samego księdza i O. który mu towarzyszy. Bo jak się człowiek zna prywatnie, to zawsze jest o czym pogadać. No i czy ktoś z Was usłyszał od księdza, że żeby prababcia miała więcej prawnucząt, to warto się o nie postarać nawet bez ślubu? ;D No, ale tak może powiedzieć ksiądz, który sam ma trzy córki. Z prawego łoża, żeby nie było ;p

A propos dzieci. Rządzący chcą wyeliminować z powodów ideologicznych adopcję zagraniczną dzieci. No bo wiadomo, że takie dziecko nie będzie już Polakiem. Co tam szczęście i miłość rodziców adopcyjnych. Zamiast zająć się skróceniem procesu adopcyjnego, woli skrócić działalność dwóch- jeden z 27-letnim stażem- ośrodków niekatolickich (katolickie dostały subwencje) zajmujących się adopcją zagraniczną. Jasne, że pięknie i cudnie by było, gdyby wszystkie dzieci znalazły swych nowych rodziców w Polsce. Szkopuł w tym, że tych 300 dzieci, którym rocznie ośrodek znajdował rodziców poza granicami kraju, to przeważnie dzieci niepełnosprawne*, starsze lub rodzeństwa, czyli takie, które mają małe szanse na adopcję w kraju.

Nie będę smęcić, bo przecież zawsze może być gorzej, ale ponura aura za oknem i mnie się udziela. Żeby poprawić sobie nastrój, obejrzałam film, którego akcja rozgrywała się w Australii, w domu przecudnie położonym nad oceanem; rozochocona widokami, oglądałam potem jakieś programy typu- domy nad wodą. Choć uważam, że nie ma piękniejszych widoków jak te na góry albo z gór(y), to gdybym miała wybierać miejsce, w którym bym zamieszkała na stałe, to takie, w którym po otwarciu drzwi najpierw pod stopami poczułabym tarasowe deski, potem trawę, a następnie ciepły piasek, by na końcu obmyły je morskie fale…A dotarcie do tych fal zajęłoby mi minutę. Może dwie, gdyby dom stał na skarpie 🙂

A dziś po tym jak ze skrzywioną miną skończyłam łykać piguły, odpaliłam laptopa i ogromny banan wyrósł natychmiast. Parsknęłam radosnym śmiechem na widok pulpitowego Pańcia ( zdjęcia się zmieniają )- szeroko uśmiechniętego małego szkraba z dwoma dolnym ząbkami 😀 Od razu bury świat za oknem pojaśniał 🙂 Czasem niewiele trzeba 😉

***

Dziwne, data publikacji zamiast 25.01. jest 22.01. Jakieś czary czy cuś..,;P

Reklamy

14 myśli na temat “Represje…

  1. znam ten problem- Patryk tez chudy niesamowicie, ciezko mi przez neta kupowac, musze mu pryzmierzyc. Polecam ubrania z hm bo sa dla naprawde szczuplych dzieci:)

    Polubienie

    1. Kupujemy w H&M, w Reserved, w Zarze- najczęściej. Każde spodnie muszą mieć w środku gumki, a i tak potrafią zjeżdżać z pupy, Najgorzej jest z kupnem dresowych,

      Polubienie

  2. problem „męskiej” odzieży mam opracowany „na cacy”. Dwóch synów, zięć i pięciu wnuków nauczyło mnie wszelkich, maszynowych i ręcznych kombinacji. Zwłaszcza, że ma być tak, coby ludzkie oko nie widziało…poprawek. A taki domek z tarasem wychodzącym na morskie widoki, też bym chciała i nie tylko w snach. Relaksacyjna letnią porą pozwala przenieść się w wyobraźni…tylko zapachu morskiej bryzy brak.

    Polubienie

    1. Odkąd nie ma mojej Babci Marty od strony Mam, skończyły się przeróbki, szyte spódnice, robione swetry…jeśli jakaś przeróbka to tylko skrócenie nogawek od spodni albo poszerzenie wlotu głowy w Pańcia niektórych bluzach- wszystko to jednak u „obcej” krawcowej.

      Wizualizacja fajna rzecz 😉 Ja to najchętniej zamieszkałabym na wyspie wiecznej wiosny- 15-25 stopni przez cały rok :)))

      Polubienie

  3. Widziałam tę wypowiedź, bo mi się wyświetliła na fejsiku wraz z całym wątkiem. Czytałam Twój komentarz kilka razy, bo nie mogłam się dopatrzeć tego co mogło tak wpienić gospodynię wątku, że aż nie mogła dłużej znieść Twojej w nim obecności. Nie wiem, może gópia jestem albo przynajmniej ślepa, ale nic nie wypatrzyłam.

    Za rządzącymi chyba nikt nie trafi. Obawiam się, że karuzela absurdu tak im się zakręciła, że stracili kompletnie kontakt z rzeczywistością.

    Siły i energii przesyłam Ci tyle, że ledwo po drutach idzie. Niech się kula powoli, byle się dokulało i podziałało jak najszybciej 🙂

    Polubienie

    1. Ja się zorientowałam dopiero po kilku godzinach, chcąc PT przeczytać ten art, na który powoływała się autorka postu. Na kompie w powiadomieniach nie miałam, że ktoś tę wypowiedź polubił, ale w tel. już tak- może to ją tak zdenerwowało? 😉
      Trudno, płakać nie będę, ale to kolejny przykład jak zwolennicy ” dobrej zmiany” nie potrafią zmierzyć się z innym zdaniem.

      Wcześniej też tego absurdu nie brakowało, ale teraz to są już „himalaje”, szczególnie, gdy bez pardonu wspierają wszystko co katolickie albo tzw. swoje, czyli partyjnych działaczy, nie bacząc na dorobek i kompetencje.

      Dzięki!!! Energii nigdy za dużo, szczególnie teraz, kiedy znowu nogi się pod korpusem uginają 😉

      Polubienie

  4. Co do domu przy plaży, miałam wizje identyczne z Twoimi – do momentu pogadania na żywo z takim jednym, któremu wyznałam, że zawiść mnie ssie i zżera… :))) A on mi na to przyziemnie a brutalnie, że „Mhm, tylko że a propos tego zżerania, to w pierwszej linii przy plaży cała elewacja się sypie od soli już po dwóch latach, a i auto też elegancko zżera w tym samym tempie. Mnie na szczęście uświadomili zawczasu i kupiłem w 3. rzędzie, więc niby jestem osłonięty, a i tak co 4-5 lat remont kapitalny. Stać Cię?”
    Więc góry jednak lepsze… najlepiej te w tropikach. 🙂

    Polubienie

    1. O ranciu…
      Ale, jeśli stać by mnie było na taki dom, to na odnowienie elewacji również ( choć podejrzewam, że są takie materiały, który sól nie zżera ) i na wymianę auta raz na 3-4 lata 😉
      Mnie się marzą na tej trawie drzewa, które nie zasłaniałyby całego widoku, ale jednak trochę osłaniały, a przede wszystkim cień dawały 🙂
      Mnie tropiki się nie marzą, wystarczy wieczna wiosna, czyli 15- 25 stopni, góra 30 w porywach, ale nie poniżej 15 🙂

      Polubienie

      1. O taaak, drzewa są podstawą istnienia.
        I jakieś pagórki chociaż (gór nie wymagam aż tak), bo płaskość mnie nuży. To może zgódźmy się na jakieś jezioro wśród pagórków, co? Takie z plażą i drzewami… 🙂
        Wieczna wiosna też by mi pasowała, ale ona jakoś zwykle łączy się z tą solą 🙂 więc dla mnie pozostają tropiki. Wolę znosić +45 niż -15 C, jeśli mam wybór. I zawsze myślałam, że poniżej 20 C to ja nie żyję, ale okazuje się, że +12 C i słoneczko działające z mocą odpowiadającą sensownej szerokości geograficznej też jest całkiem-całkiem. Znam nawet taką, co przy +15 dostała tu lekkiego udaru słonecznego…

        Polubienie

        1. Jezioro mogłoby być ale taaaakie duże, aż po horyzont 🙂
          Szerokość geograficzna jest ważna, bo wtedy temperatury nieznośne w naszym klimacie, w innym są ok.
          Po cichu myślę o odwiedzeniu wiosną miasta trochę bardziej na północny wschód od Cię 😉

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s