O czasie spędzonym niebanalnie ;)

W ostatni dzień roku Onet  zbzikował i zaczął świrować nie wpuszczając mnie na własny blog (odp. na komentarze z trudem udało się jeszcze do południa opublikować), a wejście do kokpitu skutecznie zatarasował szlaban z chińskich znaczków, który ukazywał się po długim oczekiwaniu na zalogowanie się. Za którymś razem odpuściłam. Nie to nie 😉 Własny net mobilny również nie jest lepszy, bo wciąż rwie połączenie a na WiFi szpitalnym nie pohulam sobie. Z drugiej strony nic innego nie mam do roboty, więc uparcie łącze się co chwile na nowo, pomiędzy gadulstwem z sąsiadką, odwiedzinami i czytaniem książki 🙂

Miałam telefon- chyba go telepatycznie ściągnęłam myślami- od Graszki. Już po głosie wiedziałam, że jest lepiej, choć wyniki krwi wciąż nie najlepsze, ale przynajmniej już ma termin pierwszej chemii. Oby tylko się zakwalifikowała, czego życzę jej z całego serca. Gadałyśmy długo…Z uśmiechem.  Ku pokrzepieniu. To był najmilszy początek ostatniego dnia 2016.

Jak mnie PT odwiedziła  pierwszy raz w czasie tego pobytu w szpitalu i siedziałyśmy na korytarzu, gadając, o tym i o owym, ale przede wszystkim PT  żaląc się, opowiadała ile  zachodu, zdrowia i nerwu kosztuje ją  likwidacji spółki, to podeszła do mnie Starsza Pani ( ta fajna, co z nią podczas wcześniejszych cykli  leżałam na jednej sali ) i zaczęła opowiadać o tym, co się z nią działo po kolejnej chemii, o wynikach, strachu o nie  etc…Gdy znowu zostałyśmy same, PT stwierdziła, że jej problemy to żadne problemy i od razu człowiek zmienia perspektywę. To prawda. Choć to, że ktoś ma gorzej, nie jest żadnym pocieszeniem, przecież. Można tylko być wdzięcznym losowi, że nam bardziej nie dokopał. Ja też jestem. Bo gdy pomyślę o Graszce, ile musiała przejść po hajpeku, ile czasu już upłynęło…ech…To znowu czuję się szczęściarą!

Z czwartku na piątek spędziłam noc sama 🙂 I szczerze mówiąc, nie bardzo chciałam, żeby kogoś mi dokooptowali. Chemiczek już żadnych nie było, wszystkie wyszły w piątek. Przeniesiono jednak na moją salę Bardzo Starszą Panią, trochę przygłuchą i z demencją, ale sympatyczną i nieszkodliwą 😉 Odwiedziły ją dwie córki- bardzo fajne babki. W tym samym czasie wpadł do mnie Misiek, a obie kobiety od razu wpadły w zachwyt na jego widok 😀 (Nie one pierwsze, bo już  inne pacjentki w czasie moich wcześniejszych pobytów, piały peany na jego widok, szczególnie R. ta, co tak długo zwlekała z leczeniem- zawsze witała go słowami: przyszedł mój przystojniak ;P) Jedna z córek zapytała się Miśka, ile ma lat i jak ma na imię- i tu wyraziła zachwyt, na co syn, że mama wybierała :)- po czym stwierdziła, że trochę za młody bo „ nasza Ania” ma o 3 lata więcej. Na co ja, że to żaden problem, grunt by dwoje chciało na raz 😀 I podałam przykład wujka młodszego od ciotki o 10 lat, która to go przeżyła grubo ponad 10 lat, oraz kolegi, który był młodszy od swej żony o 8 lat. Wiek nie ma znaczenia. Rozmowa zeszła na Miśkowe plany sylwestrowe i co chwilę padały słowa: ale pamiętaj ” nasza Ania”, jakby co, to jutro  będzie o 11 😀  I faktycznie, w sobotę po Bardzo Starszą Panią przyszły we trójkę. Ania wizualnie i nie tylko okazała się bardzo sympatyczna, więc na sugestię ciotki, żeby przez FB się z Miśkiem spiknęła, podałam nazwisko i pokazałam zdjęcie. Co do reszty umywam ręce 😉  Dziewczyny – wszystkie cztery- pozytywnie zakręcone, wyściskałyśmy się na pożegnanie, jakbyśmy się znały sto lat albo dłużej 😀  Przypomniało mi się, że mój Dziadek od strony Taty, leżąc w szpitalu „ złowił” sobie zięcia a męża dla najmłodszej córki, hi, hi, hi…Tak że tak 😉

Ja raczej nikogo nie zamierzam łowić, za to ogołocę portfel i konto. Najpierw odwiedziłam iperfumy.pl i wyłowiłam 3 różne perfumy, których zapachu nie znam, a jednej marki nigdy nie miałam, więc całkiem w ciemno. Potem utknęłam na dobre w Pandorze i Zarze.  Kupiłam też od Pani  chodzącej po oddziałach  i sprzedającej różne rzeczy, grube  legginsy  za całe 20 zł.  No jak nie wziąć  97% bawełny, która do mnie sama przyszła,  a przyda się do łażenia po domu 😀  Jak mi przyjdzie tu dłużej leżeć, to nie ręczę, że na tym poprzestanę 😉

Po wypisie do domu  Bardzo Starszej Pani, byłam tylko godzinkę sama i znowu za sąsiadkę mam Starszą Panią- gadułę. Przesympatyczną, więc w ogóle mi nie przeszkadza, że gada bez przerwy. Z sensem! I to jakim 🙂 Odmłodziła mnie o…30 lat :DDDDDDDDDDD! Przyszła do nas PT, włączyłam tefałen ( od wtorku nie włączałam w ogóle telewizora), coby nam grało, trzy stojaki na kroplówki stały gotowe by z nami  ruszyć w tany, a uśmiech wzmocniony głośnym śmiechem wzmagał nasz nad wyraz dobry nastrój. Za przekąskę robiły pistacje, suszone morele i małe czekoladki- takie na raz, a z bąbelków cola i mocno mineralizowana woda 🙂 W międzyczasie co rusz odbierałam telefony i SMS-y. LP zaopiekowała się moimi chłopakami -OM i Pańciem- zapraszając ich do siebie na sylwestrowe party. Pańcio rozentuzjazmowany  opowiadał mi przez telefon jak się bawi  u cioci i wujka z M.- ich synem. A dziś relacje dokończył mi OM przez telefon, bo  Pańcio jeszcze odsypiał, gdyż do domu wrócili po północy. Były tańce i wygłupy 🙂

Dziś moja przesympatyczna Sąsiadka z łóżka obok, stwierdziła: ale pani jest zaopiekowana…Widząc ile osób mnie odwiedza, ile dzwoni, pisze…Musiałam włączyć opcje mówiących SMS-ów, bo nie nadążałam stukać odpowiedzi, szczególnie że moje paluszki wciąż nie mają dobrego czucia- często wszystko leci mi z rąk. Tak, czuję, że jestem przytulana, nie tylko realnie, ale słowem, myślą. Największą niespodzianką było to, że odezwały się do mnie osoby, z którymi na co dzień mam rzadko kontakt. To miłe, ważne. Szczególnie że nie były to klepane, standardowe życzenia, i nie tylko życzenia. I żadną niespodzianką nie było to, że ktoś, kto dobrze wie- czyta- co się dzieje, ma różne formy kontaktu, milczy. Na szczęście mam duży dystans do tego, i tylko wywołuje to u mnie…olewający uśmiech. Bo jak komuś ze sobą nie po drodze, to nie warto sobie tym głowy zaprzątać. Ot, to taka refleksja w pierwszym dniu nowego roku. Bynajmniej nie smutna.

Wracając do gadających SMS-ów, które zapisywały się literkami, to przyprawiły mnie o ból brzucha ze śmiechu. Bo czasem takie kwiatki puszczałam, że odbiorcy mogli pomyśleć, że jestem nieźle wstawiona. Z PT nie mogłyśmy dogadać się  w sprawie tajemniczych balonów 😉 Do Miśka, który nie mógł się dodzwonić, bo w tym czasie gadałam z innymi, więc napisał, a ja odpisując elaboratem z dziwnymi wstawkami, miałam obawy, czy nie pomyśli, że brak odporności nie przejawia się zidioceniem matki ;D Co tu dużo pisać, miałam niezły fan 🙂 Padłam grubo po północy i to tylko dlatego, że wzięłam tabletkę na sen.

Nowy rok rozpoczął się kolejnymi telefonami i długimi rozmowami. Ogólnie mam zakaz odwiedzin,  a sąsiadka przeze mnie również, szczególnie osób podziębionych, ze względu na moją niską odporność. Miałam tak fatalny wynik, że naprawdę obawiali się o moje życie…Dziś lekarz mi powiedział, że jest lepiej, ale wciąż muszę uważać. Co do płytek nie wiem, bo dopiero jutro będzie robiony wynik, więc czekam na poniedziałek. W międzyczasie dostaje dwie kroplówki dziennie. Po przetoczeniu krwi już poczułam się silniejsza, wcześniej nie tylko nie miałam siły poruszać się, ale nawet rozmawiać. Najważniejsze, że idzie ku dobremu… Bo przede mną kolejne wyzwanie, bo przecież to nie koniec walki.

Menu szpitale jakie jest, każdy wie…Prawie nic tu ichniego nie jem. Szczególnie wędlin nie wiadomo jakiego pochodzenia i ilości zawarcia mięsa w mięsie. Ale już drugi raz zaserwowali pieczone jabłuszka- pyszne wspomnienie z dzieciństwa. Nawet Sąsiadka wspomniała przy okazji o swojej babci, która takie często piekła. Moja też!

Weszłam w ten nowy rok z dużym optymizmem i humorem,  i kompletnie nie przeszkadza mi to, że na leżąco na szpitalnym łóżku. To, co złe, niesympatyczne, zostawiam za sobą. Mając świadomość, ile dobrych emocji serwują mi osoby wokół, jestem wdzięczna losowi za wszystko. Z nimi zniosę wszystko!

Mam nadzieję, że i WY wkroczyliście w ten pierwszy noworoczny dzień z uśmiechem i wiarą w lepsze jutro.

Ależ sobie popisałam, korzystając, że szlaban na kokpit zniknął 🙂 No i Ktoś mi tu życzył płodności ;p

I mam głupie pytanie: dlaczego ludziska nie gaszą światła w szpitalnych łazienkach? Zawsze się świeci kilka żarówek, nawet w toalecie. W domu też tak pozostawiają? No więc gaszę, bo mnie to irytuje. Zostało nas tylko 5 na oddziale. Gdzieś tam w tyle głowy mam to, że szpitale w większości są zadłużone, więc po co takie marnotrawstwo?

Dużo dobra dla WAS!!! 🙂

***

2.01.2017 Dopisek- wieści z frontu 🙂

Po pierwszym pobraniu krwi ciemną poranną nocą zadecydowano, że kolejne będzie po podaniu kroplówki i wtedy decyzja- dom czy zostaję. Po drugim zawołano mnie na trzecie, a p. Młoda Doktor na moją sugestię czy jest szansa…odpowiedziała: jutro. Płytki szybują w górę, choć jeszcze im nieco brakuje do najniższego pułapu normy, ale za to morfologia okej, co czuje każdą cząsteczką swojego jestestwa 😉 Teraz czekam na wynik kreatyniny, ale tu się nie martwię, bo mnie najwyżej nawodnią.

 

 

 

24 myśli na temat “O czasie spędzonym niebanalnie ;)

  1. Witaj w 2017!Co oni Ci dają w tych kroplówkach, że masz takiego pałera? Optymizm w płynie czy co? Co by nie było – cieszę się, że tak na Ciebie – nomen omen – wpływa:)
    Dobry nastrój to ponoć połowa sukcesu w leczeniu, więc spodziewamy się w poniedziałek świetnych wyników!
    Buziaki bawarskie przesyłam!

    Polubienie

    1. :DDD
      Sterydy! Za niedługo zrobią ze mnie kulturystkę ;P A tak serio, po raz pierwszy od 5 miesięcy czuję w sobie trochę siły, mogę rozmawiać, śmiać się bez ograniczeń. Wstanie z łóżka już nie jest problemem. Wprawdzie toaletę mam vis-a-vis, ale dwa razy dziennie pokonuję 22 stopnie po kawusie do automatu i nie mam zadyszki, więc…Nie wiem jak będzie przy dłuższym spacerze o którym już marzę, ale poprawę czuję. Ja naprawdę byłam betka totalna, nawet sama nie zdawałam sobie sprawy, że było tak źle. Przyzwyczaiłam się, że bez ściany w charakterze podpórki to nawet do łazienki nie doszłabym. Jestem uparta, więc siłą woli parłam do przodu, ale lekko nie było. Teraz czuję, że zaczynam odzyskiwać swoje życie…

      Buziaki Kochana!

      Polubienie

      1. Co po raz kolejny dowodzi, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego, nawet do własnej niemocy, i traktować to jako normalny „fact of life”. 🙂
        Kroplówek nie lubię, bo nie lubię być na smyczy – zdarzało mi się podkręcać, żeby szybciej. Tobie też, czy ze sterydami tak nie można?
        Raz w życiu zdarzyło mi się przetoczenie, i było błogosławieństwem, bo nie lubię występować jako przezroczyste zombie. Co oczywiście jest wyłącznie kwestią nienachalnej urody. 😀
        Trzymaj się tam i nie daj się – te popłuczyny po 2016 roku zaraz się skończą, a potem czeka nas dużo lepszy 2017, zobaczysz! 🙂

        Polubienie

        1. Sterydy lecą szybko, inaczej jest z chemią, choć też nie każdą. Z portem jest o tyle lepiej, że ręce są wolne i jest większa swoboda, bo smycz dość długa. Gorzej jak trzeba się gdzieś wybrać to z stojaczkiem 😉
          Ja miałam teraz drugi raz przetaczaną. Byłby trzeci, ale raz za gorączkowałam i mi nie dali, wyrzucając do domu.

          Oby był lepszy!!!

          Dużo dobrego dla Cię!!!

          Polubienie

  2. Twoja płodność zawsze w cenie:P

    I ja wczoraj też miałam problem, zeby tu wejść i wyskakiwały jakieś dziwnie brzmiace komunikaty 😀

    Perfumy… non stop kupuję jakieś, czasem też w cimno, co w zasadzie jest pewna niedorzecznoscią :D, niektóre użyję raz czy dwa i oddaje komuś, komu mogą się bardziej spodobać. I moja siostra robi tak samo, często oddając właśnie mnie 😀 A tak naprawde mam tylko kilka naprawdę ulubionych, do których wracam od lat, bo mam mega sentyment:)

    Polubienie

    1. :DD

      Też mam ulubione, i do tej pory zawsze jakiś flakon tychże miałam, ale też do nich zawsze kupowałam nowy zapach. Tym razem wszystkie 3 będę miała całkiem nowe i całkiem w ciemno- no może oprócz Miss Diora, bo miałam je tylko w innej wersji zapachowej-i a ulubione już mi się skończyły. Ale też sobie pomyślałam, że najwyżej oddam 😉

      Polubienie

    1. Dzięki!!!
      Życzenia się spełniają! Ostatni dzień starego i pierwszy nowego niespodziewanie były pełne spontanicznej radości w cudnym towarzystwie, choć nie ze wszystkimi bezpośrednim.
      Czuję MOC!!! 😀 I nie dam sobie jej zabrać 😉

      Buziaki 🙂

      Polubienie

  3. Witam w Nowym Roku !No i fajnie ….jak mowi pan z reklamy. A tak na powaznie ……ciesze sie dobrze ze sie wreszcie coś ruszylo. Ja dzisiaj po 15 mam wizyte na Strzlowskiej .Wóz albo przewóz!Ale mam cyka ! Pozdrawiam

    Polubienie

    1. I ja się cieszę, że się cieszysz :)))
      Właśnie mnie nawadniają, bo kreatynina za wysoka, ale p. Doktor na szczęście nie zrezygnowała z dzisiejszego mojego wypisu 😀 Pan Ordynator uległ 😉

      Polubienie

  4. Ekstra!!,ze jest lepiej.Bardzo się cieszę i wspieram nadal dobrymi myślami.
    Tez jestem łasa na zapachy/ perfumy;) Mam takie,ktorym jestem wierna od wielu lat i takie,ktore odkryłam niedawno.Ostatnią moją fascynacją jest „Signorina”Ferragamo (czarna):)
    Zdrowiej i wracaj do domu,pozdrawiam

    Polubienie

    1. Dziękuję!!!
      Kocham zapachy! Co do perfum to nigdy nie szalałam z ilością, góra do 4 flakonów minimum 2, więc…

      Tych Twoich nie znam, ale jak już wyruszę fizycznie po sklepach to sobie obwącham 😀

      Serdeczności 🙂

      Polubienie

    1. Dziś się będę witać z domem!!! Ufff a na wizycie jeszcze nie było to pewne, ale pojawiła się p. Doktor i jak dobra wróżka zmieniła zdanie Ordynatora :)))

      Idziemy Laila, idziemy!!! 🙂

      Polubienie

  5. Tyle energii, aż miło poczytać! :))) Życzę Ci, żeby było jej jeszcze więcej, więcej i więcej.

    Zdradzisz jakie to perfumy? Mnie się udało wygrać na aukcji na Allegro jedne, na które czaiłam się od dawna. Tyle o nich czytałam, że w końcu stwierdziłam ryzyk fizyk, trzeba wypróbować. I zakochałam się! 🙂

    Ciepłe gieterki też bym kupiła 😉 Szukam teraz po sieci kaleson dla P. i brata, skoro zima zaatakowała. Aż się włos jeży na korpusie, że mogliby chodzić po trzaskającym mrozie po prostu w dżinsach…

    Pozdrawiam serdecznie z zasypanego śniegiem Krakowa!

    Polubienie

    1. Niech Twoje życzenia mają moc sprawczą!!! dzięki!

      Jasne, że zdradzę, bo to żadna tajemnica ;): Givenchy Ange ou Démon, Lancome La Vie Est Belle, Miss Dior- te już miałam, ale o innej nucie zapachowej.
      Moja baza to Kleina Euphoria i Eternity, Elizabeth Adler Splendor i Jil Sander Evengreen- to takie na co dzień. Któreś z tych mam zawsze. Do nich kupuję za każdym razem inne.

      A Ty w jakich się zakochałaś???

      U nas dziś rano była namiastka śniegu, w tej chwili śladu nie ma. Za prawdziwą zimą nie tęsknie, ale w sumie na chwilę mogłoby być pięknie, a ja na spacerze. Ale zadowolę się słoneczkiem, o ile takie wyjdzie 🙂

      Pozdrawiam z ponurego DM 🙂

      Polubienie

      1. U nas dziś sypie jeszcze mocniej niż wczoraj :/ Aut na parkingu nie idzie rozpoznać. No ale co, styczeń.

        Ciekawa jestem strasznie tych perfum. Miss Dior niuchałam tylko z próbeczki i było takie radosne, słodkie i dziewczęce – to był jeden z tych zapachów, które do mnie nie pasują, ale fajnie się je nosi. Demona wąchałam tylko raz i mi nie podszedł (może później by się ładnie rozwinął? Nie wiem, za mocny mi się wydał), a La Vie to legenda, której też jestem ciekawa. Z Twojej bazy nie znam Evergreena i Splendora. Perfumy, w których się zakochałam, to Champs Elysees. Niby trochę za poważne dla mnie, ale są tak piękne, że nawet piżamkę nimi psikam 🙂

        Słoneczko, słoneczko, tak! Słońce i ciepło, tego mi brak. Sie zrymowało 😉

        Polubienie

        1. No Demona się trochę obawiam 😉 A te Twoje poczytałam skład i wydaje mi się, że faktycznie można się zakochać 🙂 Ja za słodkimi i ciężkimi niekoniecznie, więc nie wiem co mnie napadło 😉 Ale Miss polubiłam, jednak nie na tyle, żeby kupić te same, wypróbuje ciut inną kompozycję z tej serii. Miałam je zresztą dawno, bo kupowałam przed weselem Tuśki. A Splendor to taki sentyment, o ile dobrze pamiętam to były moje pierwsze markowe perfumy przywiezione z Kanady przez bliską koleżankę. Adlerki green coś tam też lubię, bo ja to zamiast dezodorantu, bo zapachowych nie używam, więc takie orzeźwiające i niedrogie kupuję.

          Słoneczka ani widu, za to coś sypnie i zaraz w kałużę się zamienia. Do kitu!

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s