Życie to nie sen…

Wyrzucony z domu nie zniósł swego losu i wziął się powiesił. Dalszy sąsiad, kat rodziny. Podobno ludzie wiedzieli, od lat, że się znęcał nad bliskimi. Jednak nikt nie chciał zaświadczyć, bo się go bali. Standardowe zachowanie: nic nie widzę, nic nie słyszę.

Z drugiej strony, jestem żywym przykładem na niewiedzę, co się w czyjej zagrodzie dzieje. Ale ja to ja- outsiderka. No chyba że ktoś mi przypadkiem doniesie. Co nadzwyczaj rzadko się zdarza, bo ludzie wiedzą, że to nie ten adres. A jak już coś dotrze, to grubo po fakcie. Jasne, że z LP czasem plotkujemy, ale najczęściej dotyczy to jej rodziny 😉

***

Szłam rześkim krokiem przez las, w którym słońce przedzierało się przez drzewa i ogrzewało moją twarz. Oddech bez zadyszki pełną piersią. Uśmiech zakwitł na twarzy a błogość na duszy. Pomyślałam, że mogę tak iść i iść… I że się mą szczęśliwością podzielę…

O parapet okienny odbijają się krople deszczu. Niebo zaciągnięte szarością. Drzewa tańczą w rytm szalejącego wiatru. Zastanawiam się czy wyjść spod kołdry…Już wiem, że mój cudowny spacer był tylko snem…

Już weekend…Zaraz poniedziałek i wyjazd do DM.

Reklamy

Zaczynam żałować…

Po raz pierwszy. Że w 1984 roku wróciłam grzecznie do kraju i nie wybrałam wolności. Rodzina w Kanadzie czekała. Tata, jak mu donieśli (słuchający szczególnego radia),  i zapytali się, to  stwierdził, że będę głupia, jak wrócę. Mama z kolei, zagroziła rozwodem, jak nie wrócę.

Zaczynam żałować, choć zdaję sobie sprawę, że nie byłoby Tuśki, Miśka i OM.  Ale żyłaby sobie spokojnie w kraju mlekiem i miodem płynącym, gdzie polityka nie wchodzi pod strzechę. Wiem. Byłam. Mam rodzinę i wielu, wielu znajomych. Wiem, jak żyją.

Co mnie do tego żałowania skłoniło? Ano właśnie wolność, a właściwie jej realne zagrożenie.

„Minimum rok więzienia za nierzetelne wystawienie faktury”.  Zmieniona ustawa o VAT i przepisy Kodeksu Karnego Skarbowego (KKS) pozwalają wsadzić do więzienia na co najmniej rok każdego, „kto rachunek lub fakturę wystawia w sposób nierzetelny albo takim dokumentem się posługuje”.

Księgowi, wystawiający, ale i przyjmujący mają czego się bać. Bo co to znaczy „nierzetelnie wystawiona faktura” tego nikt nie wie. Z własnego doświadczenia i doświadczenia naszego doktora ekonomisty, który miał do czynienia z trzema komisarzami z naszego powiatowego US, obawiam się, że będzie to zależeć od widzimisię urzędnika. Brak ludzi kompetentnych, którzy niejednego już podatnika puścili z torbami, niszcząc mu dorobek życia a czasem i zdrowie, bo coś im się tam wydawało, nie jest takie rzadkie w skali całego kraju. W naszej sprawie odwołujemy się dalej, ale aż mi skóra cierpnie, bo naczelnikiem jest osoba, która awansowała na to stanowisko,  mimo iż wcześniej popełniała karygodne błędy. Głośną sprawą jest sprawa o odszkodowanie w wysokości….157 milionów. Panu się coś kiedyś wydawało, więc zniszczył firmę i człowieka. W imię prawa. Tyle że sądy uznały, że prawa tam nie było. A nieuctwo urzędnika było powodem nieuzasadnionego aresztowania i kolejnych konsekwencji z tym związanych. Ale ja nie o tym, choć to wszystko jest związane z niejasnymi przepisami, które po swojemu interpretują  urzędnicy. I ich niewiedzy w zakresie księgowości i obowiązujących przepisów.

Kolejną zmianą, która nas czeka w 2017 roku, to jeśli  przedsiębiorąca spóźni się z zapłatą vat-u, to już nie tak jak dotychczas naliczane będą mu odsetki, ale kara wysokości 30% należnego vat-u.

Ja mam tylko pytanie, ile znowu będzie upadłych firm i ludzkich tragedii? Szczególnie że rządzący zapowiadają radykalną reformę wszystkich służb fiskalnych. Czyli jeden wielki chaos. Bo nic innego po tych pseudo-fachowcach nie można się spodziewać.

Ale może chociaż w budownictwie coś się ruszy. Wszak więzienia są już przepełnione, a rządzący ochoczo wsadzaliby do nich wszystkich jak leci… Będą musieli  budować nowe. W końcu wielu  miało nadzieję na swoje M. Będą je mieli…w celi.

Cholera wie, za co jeszcze będą wsadzać. Niedługo może łatwiej będzie wyliczyć za co nie grozi kara odsiadki. Absurdem byłoby wsadzanie klientów kupujących w niedzielę. A będzie to możliwe, jeśli zakażą handlu w niedzielę pod  karą dwuletniego więzienia. Tworzą tak nieudolnie przepisy, że wszystko jest możliwe. Na co zwracają uwagę eksperci. Ale oni mają swoich. I tak, w każdej dziedzinie powstają buble prawne i nie tylko prawne pisane na kolanie i podpisywane bez żadnej refleksji.

Ktoś może powie, że uczciwi nie mają się czego obawiać. To tylko frazes, który często, zbyt często jest nieprawdziwy.  Ktoś powie, że jakoś to będzie…Jasne, tylko mnie „jakoś”  nie zadowala. Za to dla rządzących „jakoś” jest dewizą, którą z uporem realizują. Ostatnie wydarzenia związane z samolotem, jak w soczewce pokazują, że zamiast prawa, procedur jest improwizacja. Pod siebie.

***

Nie czuję zapachu zbliżających się świąt. Nie mam ani prezentów, ani pomysłu na nie. Przede wszystkim nie mam nastroju przedświątecznego. Termin ostatniej chemii trochę mnie zniechęca, bo wiem, że ani zapach, ani smak nie zdąży wrócić. Za to ja na pewno wrócę do domu dużo szybciej niż zazwyczaj.

Kicha i kichanie…;)

U Pańcia ospa, więc mimo iż jestem już w domu, jeszcze szkraba nie przytulałam ani nawet nie widziałam, nie licząc fotki bidulka wysmarowanego w kropeczki. Z moją obniżoną odpornością mógłby się jakiś półpasiec przyplątać, więc kwarantanna zalecana. Szczególnie że Rodzinna na jakimś sympozjum lekarskim po Afryce się włóczy. Więc kicha… I kichanie, bo mnie napadło- to mi zapewne sprzedał Misiek.  A starał się jak mógł, bo do szpitala po mnie to nawet w maseczce przyjechał.

Tym razem zmieniłam lokum: po raz pierwszy nie dość, że nie na „swoim” łóżku, to nawet nie na „swojej” sali. Moje łóżko było zajęte przez panią, która już leżała kolejny dzień, więc  żadne negocjacje nie wchodziły w grę, a salę zmieniłam, bo nie zamierzałam marznąć z powodu nieszczelnego okna. I tak znalazłam się w 4. a nie w 6. osobowej sali z dwiema „starymi” koleżankami i jedną nową. Drugą noc spędziłyśmy już we dwie, z panią- o której wspominałam w poście „ku przestrodze”- dla której jak sama mówi, jestem autorytetem. No cóż, Ona dla mnie jest klasycznym przykładem, jak nie powinno się postępować. Teraz przyznała się, że leczenie po wznowie- tej po 13 latach- powinna  rozpocząć…prawie dwa lata temu. Fakt, jedne guzki się pojawiały inne znikały po suplementacji- według niej- witaminą B17  i ziołami. Ale kiedy pojawił się guzek w śródpiersiu (o ile dobrze pamiętam), który według p. Doktor bezpośrednio już zagrażał życiu, i leczenie było już koniecznością, to w końcu skapitulowała. No cóż, akurat niechęć do leczenia jestem w stanie pojąć. Sama- w 2008 roku- kiedy usłyszałam, że mam skorupiaka, to oczywistością była dla mnie operacja, ale leczenie już nie. Wszystko się we mnie buntowało przed nim. I myślę, wiem to na pewno, że bardziej mnie ono przerażało niż sam skorupiak. Jednak jak przyszło co do czego, wiadomo, że się poddałam. Zresztą moja wiedza, moja świadomość nie pozwalała na żadne negocjacje. W tej chorobie czas ma ogromne znaczenie. Nie można liczyć na cud, że coś zniknie tak od sobie, bo połykamy witaminki. To, że markery spadają, niekoniecznie musi mieć odzwierciedlenie w tym, że skorupiak zostaje pokonany. Nawet obraz TK nie daje nam gwarancji, bo tych najmniejszych zmian nie uchwyci. Dlatego zawsze, kiedy lekarz zaleci leczenie chemią czy radioterapią jest to konieczność. Jeśli chcemy żyć, jeśli chcemy to życie sobie przedłużyć, jeśli chcemy pokonać raka.

Już któryś raz leży z nami pacjentka lat 72. Nasz rozbawiacz 🙂 Fryga, którą energia rozpiera. Nie sposób się przy niej nie śmiać. Sąsiadka namawia ją, żeby się zapisała na Uniwersytet 3 Wieku, a Ona mówi, że jest wciąż w pierwszym wieku ;D Widząc na łóżku jednej z pań kosmetyczkę wypchaną kosmetykami do pielęgnacji urody, mówi, że ona szybko rezygnuje z tej młodości, bo szkoda czasu na pacykowanie się. Pośpiewałaby, bo lubi, ale nie jest melodyjna 😀 Rozmawiałyśmy na temat wyników, brania suplementów i wit. D3 na kości i nagle pani zeszła na temat seksu. Śmiałam się, że nie nadążam ;P

Tuśka przyjechała do mnie w sobotę i przenocowała. OM był codziennie oprócz poniedziałku. Oprócz PT (Aliś na wakacjach) odwiedziły też mnie moje dawne koleżanki- dobre dusze 🙂 Przy nich żarty i śmiech, mimo, czasem poważnych rozmów, to  standardowy wypełniacz. Nie widziałam się z nimi dwa lata, ale to nie miało żadnego znaczenia. Czas w DM szybko mi zleciał, mimo iż to nie był łatwy tydzień. Z różnych powodów. A wczoraj z LP spędziłam całe popołudnie i wieczór.

A dziś kicham…:(

***

Mikołajkowy dopisek.

Tuśka podesłała mi wideo jakie dla Pańcia przygotowali na jutro dzięki http://www.listymikolaja.pl/?gclid=COOqisOb3dACFYIxcgodBwQEgg.

Naprawdę fajna rzecz :))) Szkoda, że tak późno, bo może którejś z Was by się przydało, no ale jeszcze mamy święta, więc…

A dla WAS szczodrego jutro, o ile oczywiście byliście grzeczni ;p

 

 

Reformy wg…

…rządzących, to takie rozciągłe gacie z gumką, która w każdej chwili może strzelić i pęknąć.

Przyglądam się z uwagą temu, co chcą nam zafundować a właściwie uczniom, nauczycielom i rodzicom od 1 września. I nie bardzo wiem co, oprócz likwidacji gimnazjum. Osobiście, na skórze własnych dzieci mogę zapewnić, że gimnazja zdały egzamin. I dla dobra Pańcia wolałabym, żeby nie były likwidowane. Z konkretnego powodu: dzieci z obszaru wiejskiego o rok starsze wyruszały do miasta uczyć się, co wiąże się z internatem lub codziennymi dojazdami. Zresztą, jak słyszę opozycję o wyrównaniu szans, to mogę tylko potwierdzić, gdyż i Tuśka i Misiek dostali się do jednego z najlepszych liceum w DM.  Nie wiem w jakim stopniu to zasługa gimnazjum a w jakim moich „genialnych” dzieci ;p ale poradzili sobie w mieście, zdając matury i dostając się na studia z wysokimi lokatami 🙂 A tak serio, to, że w wieku 16 lat opuścili dom rodzinny a nie jako piętnastolatkowie, miało znaczenie. Z Pańciem jest większy problem, a właściwie nie z nim, tylko z decyzją, jaką muszą podjąć rodzice. Jeśli puszczą go do szkoły jako sześciolatka a gimnazjum zlikwidują, to skończy szkołę podstawową jako 14-latek. Wprawdzie OM, czyli dziadek Pańcia poszedł w tym wieku do internatu, ale…Jakby tu powiedzieć, to były inne czasy ;P

W całym tym systemie najbardziej przeszkadzało mi to, że licea są 3 a nie 4-letnie, nie mówiąc o likwidacji branżowych.  Jednak tak naprawdę to czy Pańcio będzie chodził w swojej miejscowości 8 czy 9 lat do szkoły nie jest największym problemem. Problemem jest podstawa programowa, na którą wszyscy zainteresowani czekają, a która tworzona jest w pośpiechu na kolanie. I jeśli wielu fachowców mówi ( wielu zrezygnowało), że się nie da w ten sposób, to ja im wierzę. Żal mi też tych dzieciaków, którzy chcieliby po  skończeniu 6 klasy pójść do wymarzonego gimnazjum muzycznego czy plastycznego. Polska szkoła potrzebuje reformy. Być może powrotu do starego systemu. (Niektóre argumenty przeciwko gimnazjom rozumiem  i się z nimi zgadzam).  Ale nie na chybcika, nieprzemyślanej do końca, i zarzynającej finansowo samorządy. Bo tak naprawdę to uczeń i jego edukacja powinna być na pierwszym miejscu, a nie wygoda rodziców, czy chronienie za wszelką cenę miejsca pracy nauczycieli. Dlatego jako matka, która przeżyła pobyt swoich dzieci w gimnazjum i nie zwariowała, ani nie osiwiała ;), wolałabym, żeby ta kasa, jaką trzeba będzie wydać na przeobrażenie się szkół i odprawy dla nauczycieli i pracowników administracyjnych w szkołach zlikwidowanych, poszła na dofinansowanie szkolnictwa, tak by klasy były mniej liczebne, sale dobrze wyposażone, a szkoły z szeroką ofertą pozalekcyjną nieodpłatną, tak by każde dziecko mogło rozwijać swoje pasje niezależnie od zasobu portfela rodziców. A nauczyciele odciążeni od absurdalnej biurokracji, która pochłania zbyt dużo czasu. Żeby dzieciom stworzyć jak najlepsze warunki do nauki a nauczycielom do pracy. Żeby szkoła była kreatywna.

Aczkolwiek, gdybym miała pewność, że podstawy programowe zostaną  wypracowane tak, aby dzieci mogły się rozwijać i konkurować, że nie powstanie szkoła ideologiczna i patriotyczna oraz katolicka pod jedną nazwą  powszechnej, to wygaszaniem- jak to szeroko uśmiechnięta ministra mówi- gimnazjum bym się nie przejmowała. Ale ja dziwnie nie dowierzam tym, co dziś u steru są…Mimo że z ust ministry słyszę: proszę się nie martwić! ;D

*

Jako ten przedsiębiorca, co to na złość rządzącym nie chce zarabiać (mam wrażenie, że w PIS-e trwa jakiś konkurs na największą głupotę wypowiedzianą publiczne- prezes i minister MON idą łeb w łeb, pozostali próbują dorównać), śledzę uważnie jakie kwiatki nam szykują. To, w jakim tempie uchwalili kwotę wolną od podatku i na jakich zasadach- nijak to ma się do obietnic wyborczych- zjeżyłoby mi włosy na głowie, gdybym je miała 😉 Ja z moją rentą ciut poniżej 1000 złotych jestem uważana za bogatą? a przynajmniej z wystarczającymi środkami, żeby kwota wolna nie uległa zmianie. Ale to nie o mnie chodzi, bo ja mam OM  i z tego powodu większe środki do życia (z podatku rozliczamy się osobno), ale o inne osoby, które mają płacę minimalną.  Czy naprawdę 11 tysięcy rocznie to jest kwota wystarczająca na przeżycie??? Jak oni to wyliczyli?   A w sprawie przyszłych podatków mamy kakofonię wypowiedzi. I jak tu przedsiębiorca ma się czuć bezpiecznie?

*

Ale i tak najbardziej mnie zbulwersowała wiadomość, że ministerstwo zdrowia wstrzymało dotacje na program przesiewowy raka macicy i piersi. Przestano wysyłać do kobiet zaproszenia. To, że pigułka „po” ma być znowu na receptę, gdyż według ministra „dziewczynki łykają ją jak cukierki” już mnie nie dziwi. Ale dożynanie programu, który jest profilaktyką, a co za tym idzie ratuje nie tylko kobiety, ale i budżet (wczesne wykrycie), w myśl zasady lepiej zapobiegać niż leczyć- to ja nigdy nie zrozumiem.

*

Wojsko Obrony Terytorialnej z powodu jednej ustawy zaczęło mi się kojarzyć nie najlepiej. Możliwość wykorzystania WOT przeciwko Polakom kojarzy się tylko z jedną, zamierzchłą formacją. To już było, a jak się skończyło, każdy wie. Z drugiej strony, to marnowanie pieniędzy, po to by jurni chłopcy, prawi patrioci lepszego sortu  postrzelali sobie na ćwiczeniach i za to skasowali 5 stówek miesięcznie. A w razie czego, dostaną bagnety na broń i jako to mięso armatnie wyruszą do boju. No nie wiem czy śmiać się, czy bać. Zamiast dobrze wyposażonych helikopterów będziemy mieć armię amatorów i tysiące dronów.

Może powinnam spuścić kurtynę milczenia z szacunku dla ofiar katastrofy, bo tak naprawdę nie ma ceny za stratę bliskiej osoby. Jednak to, co się dzieje odnośnie odszkodowań-  te targi, komu ile i ile razy- wymusza reakcje, trudno być obojętnym. Gdyby MON chciało wpłacić wszystkie kwoty zadośćuczynienia, to byłaby to suma wyższa niż 60 milionów. Moje zdanie jest takie, że MON powinno zapłacić tylko rodzinom pilotów, obsługi i BORowików. To oni byli wtedy na służbie.

*

Rząd wciąż zaskakuje. Ustami p.premier dowiedziałam się, że powstanie NCSO- Narodowe Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego. Mnie się w głowie nie mieści, że chcą centralnie zarządzać społeczną działalnością, mając ją pod finansowym butem. Organizacje pozarządowe wzięte pod lupę rządzących, jak w banku mają, szczególnie te nieposłuszne władzy ( każdej), kontrolujące tą władzę, będą odcięte od pieniędzy z budżetu.  To zamach na niezależność działalności społecznej. Jeśli ktoś tego nie widzi, ten ślepy. To furtka, aby to organizacje kościelne dostawały kasę na każdą inicjatywę ” społeczną”.

***

Cieszę się, że jest już grudzień. Listopad był dla mnie bardzo trudny. Targał moimi emocjami od lewa do prawa. I nie miałam na to wpływu. Zafundowano mi je, zresztą nie tylko mnie. Historia wraz z listopadem się nie kończy, ale światło w tunelu widać. Najważniejsze, że kolejny raz wiem, iż rodzina jest SIŁĄ! I Przyjaciele.

Za oknem deszcz…W sobotę wrócę do domu…