Znacie to?…

Uderz w stół, a nożyce się odezwą …Szczególnie jak mają coś na sumieniu. Mają dziwną potrzebę tłumaczenia się przed światem ze swoich zachowań, przewinień, w specyficzny sposób- myśląc, że każde słowo wypowiedziane/napisane w przestrzeń jest atakiem w ich stronę, że ich dotyczy. I reagują, zadziwiając swą reakcją innych.

PT opowiedziała mi różne historie, historie zachowań ludzi- bez szczegółów, typu: kto, kiedy…etc… Jako terapeutka ma z nimi do czynienia na co dzień.

I tak sobie myślę, że zbyt często ludzie skupieni są tylko na sobie, myśląc, że wszystko się wokół nich kręci. A tak naprawdę wiele zależy od interpretacji. Jak ktoś się uprze, to zawsze będzie uważał, że ktoś inny chciał/chce mu dowalić i nie ma zmiłuj się, bo przecież czerpie z tego dziką satysfakcję, według tego kogoś. Z taką osobą nie ma dyskusji, ona wie lepiej, ona to czuje i już. Nie przyjmuje do wiadomości, że nie jest pępkiem świata, że dla wielu osób może być zapomnieniem. W niewinnym słowie, w ogóle nieskierowanym w jej kierunku widzi odpalony granat, który ma za zadanie ją zniszczyć. Każdą historię zinterpretuje tak, że jest o niej. Nawet taką po latach od konfliktu z daną osobą. To taki typ. A najgorsze, że swoje cechy przypisuje innym. To tak, jak odwracanie kota ogonem. I nigdy nie przyzna się do błędu. Nawet jeśli wszystko  wskazuje, że wpadła po uszy do ogromnej piaskownicy…Nie, ewentualnie przyparta do muru, przyzna się do małego wiadereczka…którym sypnęła prosto w oczy.

*********************************

Powinnam zakończyć temat, spuścić zasłonę milczenia. Tyle że to jest moje pisanie, moje przeżycia- ich skrawek. Cel od lat niezmiennie ten sam- DLA MOICH BLISKICH, gdy już mnie zabraknie.

Oni widzą we mnie ogromną siłę, przykład bezpardonowej walki. Właściwie wszyscy towarzyszą mi od samego jej początku- zaraz będzie 18 lat- mam tu na myśli Przyjaciół. Przechodzili ze mną różne jej etapy, znają mnie, moje reakcje. Mają też świadomość, choć nie są lekarzami, jak każdy etap choroby się różni. Pamiętają, że pierwszego skorupiaka traktowałam jak zwykłe zadanie: operacja, leczenie, i koniec. Zresztą już po operacji głośno mówiłam, że jestem  zdrowa! Drugi, no cóż z racji rodzinnego przykładu, był dla mnie wyrokiem, co zresztą się sprawdziło. Walczę z nim już osiem lat- po swojemu. A Bliscy mi na to pozwalają. Pozwalają też na wściekanie się (rzadko się zdarza), śmiech, kpinę, a nawet czarną rozpacz. Szczególnie teraz, wiedząc, że leczenie nie jest łatwe. Mogę swobodnie mówić, co myślę, bo wiedzą, że to nie jest atak w nikogo, ani w nic, no chyba, że w skorupiaka 😀  I trwa chwilę. Bo emocji jest mnóstwo, nie tylko spowodowanych chorobą, bo przecież życie toczy się dalej. Jest rodzina, dzieci, rodzice. Większe i mniejsze zmartwienia. I z tym wszystkim w niełatwym czasie trzeba sobie poradzić. I żeby było jasne: nigdy nikt nie musiał, ani nie traktował mnie jak osobę specjalnej troski i na specjalnych prawach. Czas leczenia jednak jest trudny. Specyficzny. Staram się eliminować stres. Kontakt z tymi, którzy nie potrafią zrozumieć, że słowa w różnych okolicznościach mają piorunujące rażenie. A kiedy ktoś zapewnia, że  „kocha”, to ma się nadzieję, że zrozumie, odpuści… szczególnie że daje mu się to do zrozumienia. Nie będzie rzucać absurdalnych oskarżeń, schowa na chwilę te swoje „ja”… zapyta. Są jednak osoby, dla których taki wysiłek jest zbyt wielki. Nie potrafią docenić przyjaźni, bliskiej znajomości i zrozumieć, że można się poróżnić w różnych kwestiach bez konsekwencji użycia przycisku „usuń”. Są osoby, którym nie można powiedzieć, że to, co mówią, mi nie odpowiada, w tej chwili, w tym czasie, bo się obrażają. Na śmierć. I robią z siebie ofiarę, próbując wmanipulować mnie w poczucie winy. Szkoda mi ich. Ich przyjaźnie muszą stąpać po kruchym lodzie…Ale jak ktoś powiedział: w moim towarzystwie nikt nie będzie gwiazdorzył. Może ja, nie wiedząc o tym, stałam się dla tego kogoś „gwiazdą z rakiem”. Nie wiem. I dlatego trzeba mi uzmysławiać, że inni mają gorzej…Nie rozumiem tego. Bo mobilizować mnie tym do walki nie trzeba. To każdy wie, kto mnie zna.

Dyskusja pod moim poprzednim postem wywołałaby uśmiech u moich Bliskich, którzy dobrze wiedzą, że „łysa głowa” to dla mnie najmniejszy problem i nigdy nie płakałam nad stratą swoich długich czy krótkich włosów. Płakałam, ale nad tym, co mnie czeka,  co ta „łysa głowa” uosabia. Od niewygody, awersji do peruki, czapek, po przede wszystkim leczenie, które los tak chciał, ja znoszę ciężko- fizycznie, ale na pewno ma to oddziaływanie na psychikę. Ale Oni mnie znają. Czytelnicy mają tylko literki i swoją interpretację. Jednak kiedy kolejny raz, kolejny, tłumaczę ( również prywatnie) i ktoś znowu wyskakuje ze swoimi porównaniami, licytuje się…Trudno mi to zrozumieć, że nie rozumie. A może nie ma takiej woli…Szkoda.

Na blogu  też  piszę o odczuciach innych pacjentek w tej kwestii, których nie podzielam, ale rozumiem. Bo każda z nas jest inna. I ma prawo do swoich reakcji.

I naprawdę, częściej problemem nie jest nasz własny stosunek do „łysiny”, tylko reakcja innych, tak jak to się stało w moim przypadku (po raz pierwszy).  Nie wiem jak to jaśniej wyjaśnić. Ktoś zawiódł, bo, mimo że wyraźnie o tym mówiłam, nie był uważny. Skupiając się na sobie spłycił wszystko do włosów… I nie byłoby problemu, gdyby nie dowalił z grubej rury…

***********************************

Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, ale  zostałam wyrzucona ze znajomych z fejbusia…To jest „dorosłe” podejście…

 

 

24 myśli na temat “Znacie to?…

  1. To ja napiszę z perspktywy osoby na razie przynajmniej zdrowej, ale która kilka miesiecy temu na serio myślala, że będzie ją czekac to wszystko, co Ciebie.

    Chemia. Tego się bałam najbardziej. Czytałam na forach wpisy kobiet, które były w trakvie lub po. I kosmos. Wymioty, brak sił, coraz gorsze wyniki krwi, podanie kolejnej chemii pod znakiem zapytania… Jak to wzystk cyztałam to faktycznie, okazje sie, ze brak włoów to jest pikuś w porównaniu z tym, co te osoby czują fizyczie i psychicznie. jestem pewna, że dla wiekszosci horych ta łysa głowa to tylko szczyt góry lodowej, a nie sama góra.

    Porównywanie się z innymi chorymi (na cokolwiek) jest totalnie bez sensu. Bo ile osób tyle historii, a ocenianie „na oko” moze byc bardzo mylące… Ktoś moze z zewnatrz wygladać calkiem spoko, a w srodku być totalnie wyniszczony. I na odwrót.

    Polubienie

    1. Powiedziałabym amen i kropka, ale…
      Odniosę się do pierwszej części, bo z drugą w stu procentach się zgadzam 🙂

      Nie można się sugerować żadną historią, zawsze to powtarzam- dla swojego dobra 🙂 Pacjentki, które po raz pierwszy mają wziąć chemię pytają się o skutki. Czasem widzą moją reakcje już na szpitalnym łóżku i są przerażone, a ja im mówię, że ich organizm może zupełnie inaczej reagować. Ba! Każdy cykl, może być różny – lepszy lub gorszy. Pomijam, że nie każda z nas dostaje to samo. Nie każda w swoim życiu przeszła kilka ciężki operacji i kilka chemii czy radioterapii, co też ma wpływ na organizm. Każda ma też inne siły witalne i psychikę. Dlatego przebieg choroby i leczenia jest bardzo indywidualny. Jednych wyklucza z normalnego życia na cały ten czas, inni po 2-3 dniach wracają nawet do zawodowej pracy. Tu nie ma reguły. I nie można się z góry nastawiać…Nawet ja, weteranka, miałam nadzieję, że za trzecim razem będzie inaczej. Nie było, za czwartym też nie jest…Ale podobno nadzieja umiera ostatnia 😉

      Polubienie

  2. Ja zauważyłam, ze ludzie strasznie poważnie podchodzą do tego fejsbusia. I normalnie jakby to straszną karą było, że się kogoś wyrzuci. Swoją drogą przegapiłam że masz konto, gdybyś czasem chciała dołączyć do moich znajomych, to myślę, że mnie znajdziesz po nazwisku 🙂

    Wiesz, ja na wyniki biopsji czekałam w czasie ciąży i nawet nie myślałam o kwestiach związanych z leczeniem, gdyby czasem. Wziełam to trochę na zasadzie czarne i białe, choć teraz trochę mi się chce śmiać z tego podejścia. Ale wtedy nie wiem, czy przez hormony czy przez ciążę, ale widziałam to na zasadzie dobra biopsja – żyję, zła – mnie nie ma, opuszczam swoje dziecko. I to były tak skrajne emocje, ze Kocurzasty musiał mi przypominać: kobieto to się leczy, albo chociaż próbuje.
    Dla mnie ogromnym szokiem było zobaczyć sąsiadkę po chemii. Zobaczyłam w niej jej własną matkę, czterdzieści lat starszą kobietę, to mną wstrząsnęło.

    Polubienie

    1. Pamiętam ten czas…Czas czekania zawsze wiąże się z dużymi emocjami, z którymi niekoniecznie potrafimy sobie poradzić, bo to w jakim okresie życia jesteśmy ma również wpływ.
      Ja już wspominałam, że teraz trochę „lżej” mi się choruje, bo dzieci już dorosłe. Ale każdy rodzić, matka, która musi się zmagać ze śmiertelnym zagrożeniem w czasie, kiedy dzieci są małe- to jest kosmos, i nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie doświadczył. Ja miałam jeszcze ten bonus, że jako 9-latka mogłam stracić Mam przez raka. A potem moje dzieci, mnie. Moją siłą było niedopuszczanie takich myśli do siebie. Ale na zawsze w mej pamięci pozostanie mój płacz na ławce przed zajęciami na basenie w szkole- coś we mnie wtedy pękło- i drugi, …Jak znalazłam kartę na której Tuśka napisała: moja mam ma raka.
      Dlatego tak często powtarzam, że jestem szczęściarą! 😀

      Przez kilka dni, jak wracam z chemii unikam lustra. Nie dlatego, że zobaczyłabym postarzałą babę, ale spuchnięty balon. I smutek.

      Co do fejsa…Znajdę Cię 😀

      Ludzie się wyrzucają, przywracają, odstawiając szopki.
      U mnie to wywołuje rozbawienie, czego świadkiem byli PT i Misiek, którzy akurat do mnie przyszli. Komentarz PT z uśmiechem:” no nie dadzą ci spokojnie pochorować” 😀 A napisałam tylko dlatego, żeby odnotować fakt, że pisanie na własnym blogu ma szersze oddziaływanie ;P

      Dla mnie FB już od dłuższego czasu służy przede wszystkim do przeglądania różnych wiadomości. Tak w pigułce. Tak się składa, że moi najbliżsi są w realu. I bawi mnie jak „stare baby” emocjonują się lajkami albo ilościami komentarzy. Bawią się w detektywa kto wchodzi na ich konto. Mają pretensje, że ktoś nie lajkuje. Emocjonują się. No, ale każdy ma prawo do swoich emocji ;p Tylko może czas dorosnąć?

      Polubienie

        1. A nie wyrzucisz? ;DDD
          Bo wiesz, to moje wyrzucenie to było przez kogoś, kto najpierw czytał bloga, potem zaprosił, a teraz się pozbył ;P – wiem, jestem złośliwa, ale nie codziennie okazujesz się fikcją 😀
          jak żyć???;p

          Znajdę i Cię:D
          idę na poszukiwania…

          Polubienie

  3. Uśmiechnij się do siebie samej i idź dalej robić swoje. 🙂
    PS. Ja jeszcze nie istnieję na fb i jako ciekawostkę mogę Ci powiedzieć, że moja córcia założyła się ze swoim mężem, kto pierwszy się złamie – ja, czy Jej dobra koleżanka i założy konto na fb

    Polubienie

    1. Robię 🙂 Czasem nawet śmiejąc się z siebie 😀

      A o co zakład? Bo może warto;p
      Mnie do FB zaprosiła…tadam! zaprzyjaźniona blogerka ( już dawno nie prowadzi bloga) z którą wymieniałyśmy emilki. Początki były z długaśnymi przerwami nie wchodzenia, aż mnie kumpel dorwał w realu- organizował jubel i taki kontakt z wszystkimi był najprostszym rozwiązaniem. No i tak zostałam 🙂

      Polubienie

  4. Ciekawy, poważny blog o życiu – refleksje dające do myślenia. Warto podzielić się tymi przemyśleniami z liczniejszym gronem odbiorców, dlatego proponujemy zarejestrowanie tego bloga w naszym rankingu Najlepsze Blogi. To duży i często odwiedzany serwis, który pomaga blogerom w docieraniu do nowych czytelników. A więc serdecznie zapraszamy, życząc wielu gości na blogu.

    Polubienie

  5. A ja się uczepię tutaj, pod spamem 😉 Też bym kciała Twojego fejsika, ja też ja też! Możesz mnie znaleźć u Izy, po imieniu albo po zdjęciu z Grecyji 😉 Jeśli, oczywiście, miałabyś ochotę.

    Co do tematu notki, zaglądałam tu kilka razy, przymierzając się do komentarza. Pisałam go parę razy i kasowałam. Bo w sumie to nie wiem jak ująć w słowa to, co myślę o tej sytuacji. Nawet nie do końca wiem co myśleć. Ludzie są dziwni. A może lepiej „baby są dziwne”, jak w tym filmie…

    Polubienie

    1. Spam zostawiam, bo może ktoś skorzysta ;D

      Mam, mam! Mam nadzieję, że moja ślepota ( Iza wyskoczyła mi jak tylko miejscowość wpisałam, ale na moim maluchu odczytałam, że to strona miasta, ha, ha) mi w tym nie przeszkodzi i przekopię się przez ten tłum znajomych ;p

      Hmm…może ja powinnam ( przynajmniej czasami) pisać i kasować, aż w końcu wymodzę taki, że będę mieć pewność, iż zostanę zrozumiana. Albo i nie. 😦 tyko, że cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną:(
      Co tam baby, świat jest dziwny 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s