Sąsiedzka logika…

Wczoraj odbyło się trójstronne spotkanie: Sąsiedzi, Mecenas i OM. Sąsiad ( łaskawie) wyraził zgodę na wycięcie drzew  z naszej działki, czym wprowadził w osłupienie Mecenasa. Na moment. W odpowiedzi usłyszał, czy naprawdę myśli, że to spotkanie odbywa się po to, żeby uzyskać pozwolenie na wycięcie drzew z własnej działki. Od kiedy to sąsiad decyduje a nie właściciel, co ma rosnąć a co nie na własnej ziemi. Dorzucił zgryźliwie, że w piśmie do niego ( Mecenasa), Sąsiad posłużył się paragrafami, których pewnie w ogóle nie przeczytał, tym samym, nie wie  w czym rzecz i na czym stoi. A tak naprawdę leży 😉 Po tym spotkaniu, Mecenasowi opadło wszystko co mogło opaść i stwierdził, że choć był uprzedzony z kim będzie miał do czynienia, to rzeczywistość przerosła jego wyobrażenie. I zaczął współczuć OM, z kim mu przyszło żyć po sąsiedzku.

Szczerze mówiąc, długo mieliśmy względny spokój, bo górę brała zasada, że jak się ruszy gówno, to będzie śmierdzieć. Długo przymykaliśmy oczy, aż do czasu…I nie chcieliśmy wytaczać armatnich dział, ale z zaciętym i zawziętym Sąsiadem nie dało się dogadać. Zrobił się jeszcze bardziej złośliwy niż był, czego nie ukrywał. Dla mnie osobiście jest …idiotą. No bo jak inaczej nazwać człowieka, który był podczas wznowienia granic przez wynajętego przez nas geodetę, i zatwierdził je własnym podpisem, a teraz uważa, że…słupek krzywo stoi i powinno się wznowić pomiary. Nie wspomnę, że słupek jest 2 metry od naszego płotu, a drzewa rosną tuż przy nim. Nie wspomnę, że od decyzji, którą sam podpisał, miał dwa tygodnie na odwołanie. Ale nie zrobił tego. Za to teraz robi z siebie totalnego idiotę. Ręce opadają i nie tylko…

Reklamy