Ratujące bąbelki…;)

Powrót do domu z Miśkiem miał jeden wielki plus, a mianowicie taki, że byliśmy na tyle wcześnie, że Tuśka z Pańciem, za którymi stęskniłam się okrutnie (za Tuśką mniej, bo była u mnie w DM w sobotę i niedzielę ;)) mogli przyjść i pobyć ze mną 😀 Wyściskałam kochanego szkraba, a on mi poopowiadał, co się działo nie tylko w przedszkolu. Tak… dopiero w domu poczułam, że wróciłam…

To był najgorszy, jak do tej pory, czas po chemii. Ratowały mnie bąbelki…Tak, wiem, że niezdrowo, nawet bardzo, ale…Gdy przyszło najgorsze, to przez dwa dni wypiłam…litr pepsi.  Łapczywie. Potem przerzuciłam się na zdrowszą wersję, czyli wodę mocno zmineralizowaną z sokiem malinowym (prawie bez cukru, domowej roboty od Aliś).  Jednym słowem, bąbelki przywracały mi życie…;)

Tydzień, który spędzam w mieszkaniu, to taki swoisty czyściec…Wprawdzie powoli, ale każdego dnia uwalniają się ze mnie wszelkie toksyny. Nie jest to tak, że z każdym dniem czuję się lepiej. Wręcz przeciwnie. I jest to powtarzalne, tylko skala za każdym razem różna. To czas, kiedy nie mam ochoty wziąć w rękę książkę, odpalić laptop, coś ambitnego obejrzeć…Nawet gadać często nie chcę. Słucham. Lubię jak moi Bliscy opowiadają, rozmawiają między sobą, a ja słucham. To czas kiedy  jest mi strasznie niedobrze i …jednocześnie bardzo dobrze. Wyłączam myślenie i pomiędzy, kiedy jestem sama, zwijam się w kłębek i przesypiam, często przy gadającym telewizorze…Kiedy wracam do domu…życie powoli nabiera tempa…Przede wszystkim powraca smak.

Na mojej sali leżała Pani, która po wzięciu chemii ( bodajże drugiego cyklu) miała być kwalifikowana do hajpeka. Kiedy dowiedziała się, że ja jestem po, to zwierzyła się, że ma mieszane uczucia, bo odniosła wrażenie, że sam Doktor tak jakby ją zniechęcał. Za to nasza p. Doktor wręcz przeciwnie.  Doktor zwyczajnie uprzedzał o możliwości komplikacji (Graszka) i nie dawał żadnej gwarancji, bo wszystko zależy od tego, co zastaną po otwarciu brzucha. Pani podbudowana rozmową ze mną wzięła ode mnie numer telefonu, w razie jakiś dodatkowych pytań, czy wątpliwości. Nie namawiałam Pani na ten krok, powiedziałam tylko, dlaczego ja się zdecydowałam…

Zastanawiam się, co bierze prezes nad prezesami. Niezły ma po tym odlot. Najpierw, zresztą kolejny raz, stawia znak równości pomiędzy katastrofą lotniczą a zbrodnią w Katyniu, twierdząc, że każdy myślący człowiek to widzi. No ja wyłączyłam myślenie i do tego jeszcze padło mi na wzrok.  No, ale powiedzenie, że będzie dążył wraz ze swoją partią do tego, by kobiety rodziły nawet mocno zdeformowane dzieci, po to, żeby im nadać imię i ochrzcić…wmurowało mnie w kanapę. Facet idzie na wojnę…którą przegra. Innej opcji nie ma.

Nie da się całkowicie wyłączyć od tego, co się w naszym kraju dzieje. Mam w nosie aferę francuską z helikopterami i widelcami. Obnażyła przede wszystkim to, jak rządzący mają obywateli za idiotów, kłamiąc w świetle kamer i mikrofonów. Jak zgrabnie potrafią manipulować.  Ale to też mogę mieć w głębokim poważaniu, bo jak ktoś chce być zmanipulowanym idiotą, to ja mu nie bronię. Na mnie to nie działa. Jednak nie mogę siedzieć spokojnie i udawać, że nic się nie dzieje, czekać spokojnie na ich dobre zmiany.  Szczególnie gdy zaczynają gmerać przy podatkach…

A w górach śnieg…:) A ja powoli nadrobię blogowe zaległości, bo się za Wami stęskniłam.

 

 

Reklamy