Zmuszona jechać ;)

Postanowiłam już dziś, późnym popołudniem jechać do DM i przenocować, tak aby rano spokojnie udać się do p.Doktor. I tak OM mnie zawiezie, a Misiek w piątek przywiezie. Wprawdzie kołatała we mnie myśl, żeby jechać samej Julkiem, tym bardziej że wyjazd z noclegiem, ale…nasłuchałabym się, że ho, ho 😉 I sama zwątpiłam, czy nie potrzebny byłby jeszcze jeden nocleg na nabranie sił, bo każdy piątek spędzony w klinice to dla mnie hardrock.

Wczoraj rozmawiałam z Graszką, która wciąż w szpitalu (minęły już 2 miesiące ), ale z nadzieją, że za kilka dni wyjdzie, choć wciąż z drenem i …cewnikiem. W domu jednak miałaby szybciej dojść do siebie, szczególnie że odłączyli ją od sztucznego dożywiania i może powoli wracać do normalnego jedzenia. Ucieszyłam się, że w końcu jest jakaś nadzieja, a z drugiej strony zrobiło mi się smutno na samą myśl, ile ta dziewczyna musiała/musi się nacierpieć. I to, że się nie podłamała, że wciąż z nadzieją walczy i potrafi się śmiać, to świadczy o jej sile. Podziwiam ją za to.

Podziwiam też OM za jego cierpliwość. To niełatwy czas dla niego. I nie chodzi tylko o mnie, ale również a może przede wszystkim o jego mamę, czyli Teściową. Wiek i różne dolegliwości oraz charakter robią swoje. Jest trudno. Najgorzej jest z jedzeniem, a raczej niejedzeniem, co już raz  doprowadziło do anemii i pobytu w szpitalu na przetoczeniu krwi. Jakiś czas temu dostałam od osoby, która powinna znać się na rzeczy i która dobrze wie, że siostra OM jest lekarzem, tekst typu: starsi ludzie mniej jedzą- to zwątpiłam i odechciało mi się cokolwiek tłumaczyć. Jest różnica pomiędzy małymi ilościami a całkowitym brakiem apetytu i niejedzeniem, które doprowadza do ostrej anemii.  OM właśnie jest z Teściową u Rodzinnej na różnych badaniach.

Najchętniej nie ruszałabym się z domu, ale jak mus to mus.

 

 

 

 

Reklamy