Dwanaście dni do czwartego razu…

Do trzech razy sztuka w moim przypadku się nie sprawdziło. Chociaż, żeby być precyzyjną i wziąć pod uwagę, że to jest drugi skorupiak, to „do trzech razy” ma zastosowanie, mimo iż to czwarty raz…hmm…

Wyszłam z gabinetu p.Doktor już z konkretnym terminem (nie muszę mieć konsylium). Pani Doktor wszystko wiedziała, co się dzieje, bo miała kontakt z p. Profesor, więc tylko czekała na moje pojawienie się. Za 12 dni czeka mnie szpital i…czwarta chemia. Agresywna. Taka, która kolejny raz mnie przeczołga. Jechałam z postanowieniem, że będę negocjować, żeby leczenie zacząć we wrześniu. Bo chcę nabrać sił, odpocząć, nacieszyć się latem w sierpniu…Nawet się nie odezwałam…Nie wiem dlaczego. Pani Doktor obejrzała brzuch…Bolący. Bardziej niż wcześniej – wróciłam do silniejszych przeciwbólowych. Na dodatek w okolicy gdzie był najgrubszy dren, czuję bolesne zgrubienie. Albo to po drenie, albo wszczep, ale tym się przejmować nie będziemy- to słowa p.Doktor. Najważniejsze teraz jest leczenie, żeby zapewnić mi spokój na kilka lat- to też słowa p. Doktor- optymistki.

Z kliniki pojechałam do Mam. Przyszedł Misiek. Najpierw myślałam, że nie powiem im, iż nie muszę mieć konsylium i już wiem, co dalej; że odroczę tę wiadomość przynajmniej do czwartku. Ale jednak zmieniłam zdanie. Wiedzą. Do OM zadzwoniłam. Nie rozczulam się nad sobą, tylko nad nimi…gdy nie widzą.

W czwartek jadę do DM na ściągnięcie szwów i zabieram Mam na wieś. I tak miała przyjechać na cały tydzień  z tatą w piątek. Przynajmniej przejedzie się Julkiem 🙂 A Julek spodobał się i Mam i Miśkowi 🙂  A mój Brat ( dla jednych kuzyn, dla drugich brat cioteczny, a ja mówię brat)  napisał mi, że Julek jest oryginalny i pasuje do mnie 😀  Moja podróż z Julkiem przebiegła komfortowo 🙂  Niestety, Julek jest bardziej żarłoczny od poprzednika, na dodatek potrzebuje droższej strawy 😉 Poza tym żadnych innych wad nie posiada 😉 I co najważniejsze, jego hamulec ręczny ma moc!  Julka poprzednik, mimo że naprawiany, to miał hamulec taki, jakby go w ogóle nie było. Raz auto goniłam, kiedy zaparkowałam u LP, a ona ma ostro z górki. Całe szczęście, że zrobiłam to na skos i auto zatrzymało się na iglaku i siatce. Gdybym zrobiła to centralnie prosto, to zjechałoby na dół i zatrzymało się na garażu…w stanie nie do użytku.  A teraz przede wszystkim mogę w DM parkować przed garażem taty (niedawno kupił jedyny garaż w bloku- ktoś odsprzedawał), a nie szukać miejsca parkingowego, szczególnie w godzinach pracy spółdzielni mieszkaniowej, bo wtedy o miejsce jest ciężko. Poprzednikiem nie mogłam tego robić, bo wjazd do garażu jest stromy. Wszyscy bliscy i znajomi królika jak tylko przyjeżdżali, mieli ten komfort, tylko nie ja. Teraz mam i ja! 😀

Wracając do domu, mimo wszystko nie miałam przygnębiającego nastroju, ale trochę było mi smutno. Pewnie podświadomie z powodu tego, co za moment mnie czeka, ale przede wszystkim z powodu czasu, który ucieka…Patrząc na mijane okolice już nie zobaczyłam na polach czerwonych maków ani fioletowej facelii, a łany zbóż już dawno sprzątnięto…Smutno, pusto…Jedynie w sadach są jeszcze kolory; czerwienią się jabłka i brzoskwinie, a śliwy nabrały intensywnego fioletu. Po wręcz upalnym poniedziałku, wtorek-potworek był nie dość, że o 11 stopni chłodniejszy, to jeszcze rześki z zimnym wiatrem. Mówią, że lato już się kończy, a ja mam wrażenie, że jeszcze się nie zaczęło…dla mnie.

Od kilku dni siedzę przy kompie i robię porządki w zdjęciach. Odkąd posiadam Nikosia ( z osiem lat już), to praktycznie zdjęcia nie wywołuję, tylko trzymam na jakiś nośnikach. W ostatnich latach nawet nie zgrywałam na płytkę. Teraz postanowiłam z każdej naszej wyprawy wybrać zdjęcia i je wywołać do albumu. Pierwszy album na wiosnę zrobiłam Pańciowi, głównie z naszego wspólnego pobytu nad morzem. A teraz zrobię kilka albumów ( jeden zestaw już wysłałam online do Foto Jokera) z myślą o OM, który w kompie ogląda zdjęcia zaraz po powrocie z wojaży (jak mu komp pod nos podsunę), a potem już nie. Album na półce, po który w każdej chwili można sięgnąć, to jednak zupełnie co innego. Nosiłam się już z tym jakiś czas i w końcu się zmobilizowałam. A przy okazji na „moich ścieżkach” publikuje takie, które mogę upublicznić i coś pokazać.

Miałam kiepską noc. Budziłam się kilka razy, odczuwając ból…Teraz jeszcze doszły dolegliwości zatokowe. A w planach mam wypad do ŚM między innymi po odbiór zdjęć.

Miłego! 🙂

Reklamy