Julek Żółtek- mój nowy towarzysz ;)

OM już od jakiegoś czasu przebąkiwał, ale ja nie zwracałam na te „pierdnięcia” szczególnej uwagi. Lubiłam, a nawet więcej, to co mam i żadnych zmian nie wymagałam. Nie potrzebowałam. Szczerze mówiąc, nigdy żadnych preferencji nie miałam, no może sentyment- nie wiadomo skąd- do Szweda V. Kiedy zaprowadził mnie na nasze pierwsze spotkanie, przedstawił, to się uśmiechnęłam, z grzeczności usiadłam, ale zaraz podskoczyłam i odeszłam na bok, bo zadzwonił telefon- to był nerwowy czas oczekiwania na termin operacji. Dzwonił Misiek, więc się rozgadałam… i do Julka już  nie wróciłam. OM jednak stwierdził, że na koniec roku zaprosi go do naszego domu i odda w moje ręce. Przyjęłam wiadomość dość sceptycznie…z rezerwą.

A potem był szpital…I myśl, że nie ma na co czekać. Że jeśli OM chce, to ja chcę wcześniej. Zaprzyjaźnić się jeszcze o siłach. Nacieszyć się. Telefon do OM i jego zgoda, więc jak tylko przywiózł mnie ze szpitala w niedzielny  wieczór, usiadł przed kompem i zaczął poszukiwania Julka Żółtka w całej Polsce (ten z DM zdążył  się ulotnić- widocznie nie było nam pisane). Znalazł tam, gdzie podobno  „złoty pociąg” rezyduje. W ciągu tygodnia załatwił wszystkie formalności adopcyjne, mimo nawału pracy, przemęczenia. Cieszył się jak dziecko, że to dla mnie 🙂

Po Julka pojechał sam, w sobotę, kiedy ja spędzałam towarzyski dzień i wieczór w dużym gronie bab. Dzwonił po pierwszych wspólnych kilometrach, zdając mi relacje, jak się im razem podróżuje, a potem zatrzymali się na obiedzie (Julek poznał fajną knajpę, w której jedliśmy z OM dwa lata temu, wracając z gór). Ostatni telefon dostałam z informacją, że podróż szczęśliwie dobiegła końca, panowie się bardzo polubili i zdjęcie Julka w domu 🙂 Mój Tata przywitał go też z entuzjazmem 🙂 No cóż, Julek to cudzoziemiec egzotyczny, musi się odnaleźć na wsi 😉 A i ja się przyzwyczaić, bo nigdy z żadnym Japońcem nie miałam do czynienia (oprócz typowego japońskiego turysty na szlakach turystycznych w różnych miejscach). Nasza rodzina- ja z OM- upodobała sobie brać niemiecką. Francuz i Włoch też się trafia, ale tylko w relacjach służbowych. Prywatnie to nasi zachodni sąsiedzi wymiatają. A tu taka zmiana…;)

W samo niedzielne południe zobaczyłam Julka na własne oczy…z odległości. Krzyknęłam: cześć chłopie, witaj w domu! …i weszłam do domu. A tam milczący OM. Zapadnięty w stupor. Myślałam, że coś się stało, ale nie używając głosu kiwa głową, że nie. Jeszcze się nie domyślam, zmęczona jazdą, niewyspana, trochę cierpiąca, bo zapomniałam szpitalnych tabletek przeciwbólowych. Ale jedno spojrzenie na pokój i…już wiem…OM jest pijany! No dobra, wypity i zmęczony;p Ślady wskazują, że ktoś był (o 9. rano odwiedził go znajomy z kolegą z Kanady); nawet chciał popracować i złożyć nowy stolik, ale…się nie udało. Obawiałam się, czy wszystkie elementy się znajdą, bo sprzątając jedzenie jakieś śrubki powyciągałam 😉 Piłeś? Kiwa głową, a ja z ulgą się śmieję. Pytam się jeszcze, czy mi wniesie bagaże. Poszedł, przyniósł i zanim się obejrzałam, zniknął za drzwiami w pokoju na półpiętrze. Zaczęłam się śmiać- niech się wyśpi i wytrzeźwieje. Sama poszłam z kubkiem herbaty na górę chwilę poleżeć. Oficjalne powitanie Julka musiało poczekać, z prostej przyczyny: nie wiedziałam, gdzie są dokumenty ani inteligentny klucz do jego wnętrza.

Po piętnastu minutach- w drzwiach Pańcio ze swoim tatą. Zięć przyszedł do stolika (widocznie zapobiegliwy OM, który poległ w przedbiegach w składaniu, zadzwonił po pomoc), a Pańcio do Julka. Kombinował, kombinował, ale obiecałam, że dopiero za jakiś czas  aż ja odpocznę a OM się wyśpi) pójdziemy, więc się umówiliśmy, że przyjdzie do nas jeszcze raz. Przynajmniej stolik  stanął na nogi i to w ciągu 10. minut 🙂

OM swe zwłoki postawił do pionu kole 15. Zgarnęłam go wraz z szampanem do Dzieci. Tam radość Maluchów (Pańcia z Kuzynkiem) na widok Julka i obowiązkowo (obiecana  niejednej osobie) sesja fotograficzna. Okrojona, bo nie było czasu łapać koguta czy znosić Żaba, by spełnić życzenie Bliskiej ;)( się nadrobi). Zapakowaliśmy chłopaków i pojechaliśmy do LP, już kilka dni wcześniej byłyśmy umówione. A tam  w ogrodzie pogaduchy i zabawa z dziećmi. I oczywiście na Julku nie pozostawiliśmy suchej (żółtej) nitki 😉 Julek podbił serca wszystkich. Pańcio odwieziony do domu rozstawał się z  płaczem 😉

Jeśli chodzi o mnie, to szybko się dogadałam z Julkiem. Obiecałam mu, że się zaprzyjaźnimy…na dłużej 😀 Teraz tylko muszę się o to postarać.

Dzień był intensywny, pełen dobrych emocji. OM zapobiegliwie załatwił sobie na nocny wyjazd kierowcę;)

Dziś z Julkiem jedziemy do ŚM, postanowiłam, że spróbuję wyrwać ZUS-owi, to, co podobno mi się należy. A jutro pojedziemy w trasę, którą przez ostatnie 26 lat pokonuję kilkadziesiąt  razy  w roku. Pokażę mu ulice mojego rodzinnego miasta 🙂

A teraz się przyznam do własnej pomroczności, a mianowicie:

Zostawiłam auto na parkingu pod blokiem rodziców na całe 48 godzin. Na tym samym, na którym kiedyś z innego auta ukradziono mi przednie lampy, z innego wybito szybę i ukradziono Miśkowego laptopa (nie było mnie tylko dwie godziny), jak również z auta jeszcze wtedy przyszłego zięcia, wypasioną skrzynkę na narzędzia. W sumie trzy zdarzenia na tyle lat to może nic takiego wielkiego, ale każdy wie, że w kamienicy obok mieszka szemrane towarzystwo. Zostawiłam zamknięte i z niczym na wierzchu, coby ewentualnie skusiło. Tak myślałam. Bo kiedy w niedzielę otworzyłam drzwi od kierowcy, zobaczyłam na siedzeniu…klucz zapasowy od auta. Nogi mi się ugięły. Nie mam pojęcia, skąd się tam wziął! A żeby było dowcipnie, musiałam na nim siedzieć przez całe 120 km. I żeby było jasne, to nie jakiś tam maleńki, płaski  kluczyk.

rybka-chrom-1024x682

U mnie jeszcze ze skórzaną zawieszką- sakiewką, do której się go teoretycznie chowa, ale oczywiście nie był schowany!

No, księżniczką to ja na pewno nie jestem ;D Ale szczęście mam!

&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

Sobotni kilkugodzinny babski wieczór, poprzedzony lodami rolowanymi  z PT i przepyszną kawą,  był cudnie cudowny…I pysznie kolorowy 🙂 Wesoły i momentem bardzo emocjonujący, bośmy ostatnie kilometry mocno kibicowały naszemu brązowemu olimpijczykowi.

13936829_1227537240590704_1835194331_n

Mój pierwszy alkohol od…nie pamiętam kiedy. Ale jak się nie skusić na takie pyszności?

Był tego cały gar! 😀

Niestety, mój wyśmienity humor zwarzył SMS o godzinie 22. Od męża Graszki. Niepokojący, bo powiadomił mnie, że Graszkę z domu zabrano do DM do szpitala, a on jedzie za nią. Nie mogę przestać myśleć w oczekiwaniu na wieści…Wciąż ich nie mam…Martwię się.

 *****************

Na prośbę DD  Julek nie w pełnej odsłonie 😉

13942170_1228682030476225_708529787_n

Reklamy