Koordynacja, czyli dobra organizacja…

Droga do DM skąpana deszczem i zakorkowana. Dałam radę! Przyjechałam na tyle wcześnie, że postanowiłam najpierw zostawić rzeczy w mieszkaniu, zrobić sobie kawę na wynos…a wcześniej skoczyć po…bransoletkę 🙂 A co!

Szwy ściągnięte połowicznie, reszta w czwartek. Z Poradni Chirurgicznej udałam się do Graszki, która dziś już będzie w domu.  Jeden dzień krócej leżała jak ja, ale wydaje mi się, że w gorszym ( słabszym) stanie ją wypuszczają. Posiedziałam chwilkę, bo przecież czekało na mnie konsylium.

Kiedy mnie zaproszono do gabinetu, na mój widok p. Profesor szeroko się uśmiechnęła i od razu zapytała się o samopoczucie. I tyle z przyjemnych wieści, bo…Tak jak się spodziewałam, czeka mnie tradycyjna chemia, ale nie w tym problem  ( choć nie ukrywam, że jestem z tego powodu (nie)szczęśliwa). Problem jest w tym, że wracam do kliniki pod skrzydła mojej p. Doktor. I nie p. Doktor jest problemem, tylko chemioterapia na tym oddziale. Mam porównanie, więc wiem…ale o tym może przy innej okazji. Niestety, w tym szpitalu jest tylko dzienny punkt chemioterapii, więc nie dla mnie. Zresztą p. Profesor powiedziała, że tak było ustalone z moją p. Doktor, że wracam… Ale! Pani Profesor chce mieć pieczę nade mną i dlatego kontrolna wizyta za 3 miesiące, poprzedzona TK i PET-em. I tu zostałam poproszona do drugiego gabinetu, a tam moja przemiła, młoda p. Doktor wręczyła mi wszystkie skierowania i powiedziała, że termin TK umówi poradnia, a skierowanie na PET poszło już faksem i mam czekać na telefon z terminem 🙂 Byłam w szoku. Nie musiałam ganiać kurcgalopkiem i pokonywać odległości między budynkami, ani jechać w drugi koniec DM, aby zarejestrować się na PET. Można? Można! Poprosiłam jeszcze zlecenie na przepłukanie portu, bo w środę pani pielęgniarka obiecała, że to zrobi. Dostałam. W rejestracji poradni pani wzięła kajet i w konsultacji ze mną ( jaki dzień) ustaliła, że TK 24 października ( do pracowni TK  sama dzwoni i ich informuje jaki dzień i na którą godzinę). Pobrano mi jeszcze krew na biochemię; środowe wyniki, łącznie z markerami wszystkie w normie!:) No i akcja port. Pani pielęgniarka przyglądała się, macała i stwierdziła, że z takim nie miała do czynienia. Ale! Poszło jak po maśle. Drożny! Patałachy chirurdzy na oddziale nie potrafili, szkoda, że nie przyszło mi do głowy pójść do poradni, jak leżałam na oddziale. Było minęło, pozostał jeszcze siniak. Wróciłam jeszcze do p. Profesor i młodej Doktórki po zalecenia z konsylium i …serdecznie podziękowałam za wszystko. Czułam się tam bardzo zaopiekowana,  w życzliwej, serdecznej atmosferze. Pożegnałam się ciepło z uśmiechem.

We wtorek przyjeżdżam do DM do mojej p. Doktor. Pewnie w czwartek będę miała w klinice komisję.

A teraz mam zamiar udzielać się towarzysko i zapomnieć na chwilę o skorupiaku i tym, co mnie czeka.

Miłego weekendu!