Mechaniczne budzenie….

Synek mi dorósł. Do zakupu dorósł. Długo to trwało, ale w końcu kupił…budzik mechaniczny 🙂

Mogłabym napisać, że wyssał z mlekiem matki po nocach balowanie siedzenie i twardy sen nad ranem- kończący się kole południa. Ale nie, nie  napiszę, bo choć ma to po mnie ( ja po Mam), to ssąc z butelki sproszkowane mleko, nie mógł tego zrobić. A więc krew z krwi- czyli moja krew- przypieczętowało urodzenie się w niedzielę w samo południe, na dodatek nie o własnych siłach 😉 Tyle o rodowodzie późnego wstawania, mojego Drugorodnego.

Tyle że, to żadne usprawiedliwienie dla notorycznego spóźniania się z powodu zaspania.

Wczoraj, wstając o przyzwoitej porze ( tak kole dziewiątej- z wiekiem człowiek potrzebuje jednak mniej snu) i schodząc na dół, słyszę podniesiony, zdenerwowany głos OM. Żeby nie powiedzieć drący się w słuchawkę. Na obcego by się tak nie wydzierał, więc od razu odgadłam, kto jest po drugiej stronie, mimo że to już była końcówka rozmowy, ale dla formalności spytałam, o co chodzi. Bo gówniarz…( 24-latek – dla przypomnienia). No i ten gówniarz ( za przeproszeniem) wystraszył ojca, że coś się stało, nie odbierając telefonu od nikogo (nie pierwszy raz), nie przychodząc na umówioną godzinę, gdy dzień wcześniej zarzekał się, że będzie i się nie spóźni. Zważywszy godziny w jakich to się odbywało, pewnym było, że zaspał, a komórka się wyładowała ( nie pierwszy raz). Jednak OM zważywszy na okoliczności oraz stargane nerwy ( zbyt dużo się zwaliło w jednym czasie- na jednego i drugiego, zresztą) racjonalnie nie pomyślał…i już chciał gnać te 120 kilometrów.

Odczekałam cały roboczy dzień i dzwonię do Miśka. Zasilacz się spalił, komórka włączona do ładowania się nie naładowała, więc budzik nie zadzwonił…Ale! Kupił mechaniczny, bo z drobnej rzeczy zrobiła się afera. A wystarczyło zadzwonić domofonem. Taaa… Przyjedzie na weekend do domu, to mu wytłumaczę. Bo chyba nie zrozumiał, że nikt go budzić nie będzie, ani pilnować, żeby wstał i nie spóźnił się, jeśli jest z kimś na coś umówiony. W dorosłym życiu nie ma taryfy ulgowej, jeśli niefrasobliwość w postaci spóźniania się, niedotrzymywania umów wygrywa z solidnością i obowiązkowością. Z miłości do spania.

A swoją drogą, ja wciąż najtwardszy sen mam nad ranem- co potwierdza OM spokojnie buszujący po domu, wiedząc, że i tak się nie obudzę- dlatego wyrwana ze snu budzikiem, jestem dłuuuuugo nieprzytomna. Dlatego nie posiadam budzika mechanicznego i wdzięczna jestem losowi, że tak naprawdę, nawet wtedy, kiedy pracowałam, to zbyt wiele razy nie musiałam zrywać się na dźwięk. Co nie znaczy, że nie nastawiam sobie od czasu do czasu, bojąc się, nie tyle, że się spóźnię, ale chcąc po prostu wcześniej wstać albo wyjechać.  A spóźniać się nie lubię, i już! Mogę spać do ostatniej minuty, ale zawsze być na czas albo przed, kosztem czegoś innego. Ale, to już  inna bajka 😉

 

P.S. Dziękuję serdecznie z ogromnym bananem na ustach za kciukowanie 😀 Jesteście WIELKIE! I KOCHANE!