Obok mnie…

Mam wrażenie, że stoję z boku. Życia. Własnego. Ono się toczy, ale gdzieś obok mnie, a ja od czasu do czasu zerkam na nie, przyswajam- lub nie- wiedzę, ale tak powierzchownie, jakby nie mnie dotyczył temat. Z drugiej strony, odczuwam nad sobą klosz ochronny. Wcześniej bym się burzyła, nie pozwoliła, a dziś…Nie, nie jestem wdzięczna, ale nie reaguję…

Pewne komplikacje, dotyczące moich Bliskich, powinny mnie poruszyć, zdenerwować, a wywołały tylko smutek. I żal.  Uczucia, które co chwilę spycham, gdzieś tam na dno. Nie zaczynam rozmów, nie dociekam, nie komentuję. Stoję obok. Nie obojętnie, ale…chyba bezradnie. Ktoś zniknął z horyzontu uczuć, ktoś ważny, ale nie dla mnie. Ja tylko lubiłam, akceptowałam, przyzwyczajona do myśli, że…Z drugiej strony, liczyłam się, że może się tak stać, nawet wcześniej, zanim pojawiły się sygnały… Tyle że, ktoś wybrał bardzo, bardzo zły moment. No cóż, rozstania są wkomponowane w życie…

Mój koperkowy las został wycięty. Dochodzenie- pytanie do OM- doprowadziło do sprawczyni-Cioci. Czemu jej przeszkadzał? Nie wiem. Zrobiło mi się szkoda, i tyle.

To już ostatnie czereśnie z ogrodu- pyszne, jak twierdzi Pańcio, który jako jedyny potrafi we mnie wskrzesić energię w ostatnich dniach 🙂 Przy nim nie da się stać obok. Ani smęcić. Swoisty katalizator na rozrzedzenie zapachu stresu. Wyeliminowanie go na jakiś czas 🙂

Reklamy