Deklaracja na tysiąc procent…

Nie chciała góra…to Mahomet…Nie, nie dzwonił, bo jakby miał gdzie, to już dawno by dzwonił. Proste. Ten, kto mnie zna, wie, że bezczynnie nigdy nie siedzę. Po prostu, znając realia, wiedziałam, że nawet znajdując telefon na skierowaniu lub w necie, to panią Profesor w gabinecie w Poradni Onkologicznej  mogłabym złapać tylko w poniedziałek; a w poniedziałek, to ja jeszcze „spokojnie” czekałam…do środy. Bo  logiczne dla mnie było, że telefon z terminem na ten tydzień co mija, musiałby być najpóźniej w środę- stąd ten czwartkowy post.

Ale! Do rzeczy… Już w czwartek wieczorem wiedziałam, że pojedziemy z OM do DM, osobiście złapać p. Profesor- jak się uda to jeszcze przed konsylium, a jak nie, to po nim. Udało się przed i odbyłyśmy uśmiechniętą rozmowę: a że nie dalej jak wczoraj rozmawiała ze mną z Chirurgiem, który wcześniej zwiał na urlop, i że problem jest z salą, bo ja potrzebuję co najmniej jeden dzień przebywać sama samiuteńka (chyba dlatego, że będę tablicą Mendelejewa ), że leki dla mnie już są. Po czym stwierdziła, że za półgodziny, góra 45 minut zjawi się na konsylium p. Chirurg i porozmawiamy we trójkę.  Nakazała mi iść na kawę i wrócić o umówionej godzinie; poszłam na jagodziankę i butelkę mineralnej, bo nie mieli kapturka na kubki do kawy ;). Wróciłam 15 minut przed czasem i…kwitłam. Mój Chirurg się nie pojawił na konsylium, a p. Profesor  utkwiła tam na dobre dwie godziny. Przeprowadziłam wywiad zwiadowczy, dorwawszy Koordynatorkę, która czasem opuszczała salę, gdzie odbywała się „burza mózgów”, i dowiedziałam się, że jak mam czas, to lepiej, żebym poczekała. Ha!  Kto, jak nie ja…? Taaa… Już  wszystko mi jedno było, ile tam jeszcze tkwić będę, choć przeczuwałam, że będę czekać dla samego czekania.

Pani Profesor na wstępnie mnie przeprosiła, że mnie zatrzymała, ale liczyła, że w międzyczasie złapie Doktora- niestety, najpierw był na zabiegu, a zaraz po nim zwiał do domu, chyba. W każdym razie, z racji tego, że p. Profesor od poniedziałku idzie na urlop i przez dwa tygodnie jej nie będzie ( lecz się człowieku w okresie letnim! ), to przekazała sprawę w  ręce innej lekarki ( przy mnie) i pani koordynatorki ( przy mnie), mówiąc: na pewno, na tysiąc procent będzie operacja w przyszłym tygodniu. W poniedziałek mają dzwonić, a jak nie, to ja mam dzwonić- dostałam numer do koordynatorki, żeby w razie czego była komunikacja zwrotna. Pani Profesor nie podała swojego numeru z przyczyn oczywistych- będzie na urlopie.

Nie myślę! Zwalniam się od czekania na dwa weekendowe dni. Jestem zmęczona. Nie, wiem dlaczego również fizycznie, ale tak jest. Na dokładkę, bo przecież,  jak się musi pieprzyć, to hurtem-  dzieje się… I gdyby nie skorupiak, to i tak miałabym czym się martwić, a przynajmniej smucić. Tak że tak.

Miłego! 🙂

Reklamy