W napięciu…

Wcale nie jest łatwe szukanie pozytywów, w sytuacji, kiedy telefon milczy jak zaklęty, kolejny dzień…W tej sprawie. Już wiem, że termin „od do” jest nieaktualny, bo technicznie niemożliwy, nawet jeśli telefon zadzwoniłby dzisiaj. Jedynym plusem jest to, że skończę czytane tomisko i  jego ciężar nie będzie mi ciążył- w walizce.  Czytanie też wcale nie jest łatwe, bo  oczekiwanie w napięciu, uniemożliwia skupienie się i przeżywanie całą sobą. Nie chcę uronić ani jednego słowa, bo na kartach powieści intensywnie buzuje życie, i kiedy uda się w nie wejść, zatopić i poczuć, nic więcej się już nie liczy- tylko przeżywanie.

Do pozytywów zaliczę twardy, długi sen, bez snów. O dziwo. Może dlatego, że to właśnie noc przynosi ukojenie i wyzwolenie się z kajdan oczekiwania. Jeszcze nigdy żadne czekanie mnie tak nie  zniewoliło, jak to teraz. Czuję, jak powoli ogarnia mnie apatia. Niewiele trzeba, by ulec pokusie zanurzenia się w cichą, spokojną, przyjazną  otchłań obojętności.

Podobno ból to dowód życia…

Reklamy