Kalejdoskop…

W poniedziałek (późnym wieczorem)  posypał się usypiacz. Usypiacz- bo zamiast coś łykać, często męczę wzrok obrazem, a słuch fonią; książka przestała spełniać tę funkcję już dawno temu. Eskalował futurystycznym obrazem w kolorze żółci, pomarańczy i czerwieni. Nawet mi się podobało. Krótko. OM zarządził zakup nowego. Po krótkiej konsultacji, coby sprawniej było, ustaliliśmy, że zapłacę kartą. Własną. Zapomniałam tylko, że mam na niej limit. No cóż, przy kasie mi się przypomniało, jak już transakcję odrzucono. OM rzucił hasło: bankomat albo raty; ja, że do banku. (Jak na złość w telefonie net niedostępny- od soboty rwały się połączenia- żeby wejść wirtualnie i zmienić limit). Czasu nie mieliśmy zbyt dużo, bo wcześniej go zmitrężyliśmy, a oboje byliśmy poumawiani z różnymi fachowcami na konkretne godziny. W banku tasiemcowa kolejka, a bankomat odrzuca kwotę- tu też limit! OM przypomina sobie, że ma w aucie euro, czym mnie wprawił w zdumienie. Nie, że ma, tylko że beztrosko nie trzyma przy sobie. W kantorze kolejki nie ma, a telefoniczne ustalenia z właścicielem dają nam dobrą cenę. Powrót do sklepu „nie dla idiotów” i wte pędy do domu. A przed domem pan w zielonej kamizelce  macha lizakiem, że tą drogą nie przejedziemy; ciężki sprzęt wyjechał na drogę kładąc nam kawałek Unii :D. Przepuścili.  OM przesiadł się w drugie auto i pognał z powrotem, informując mnie, że usypiacza podłączy wieczorem. Po chwili pojawili się umówieni fachowcy, którzy stwierdzili, iż wszystkie pomiary na zewnątrz są w porządku, więc muszą teraz dokonać w wewnątrz. I kolejny raz zasugerowali wymianę rutera. Mimo że, nie tylko on powoduje przerwy w necie.

Wieczorem, późnym,  OM podłącza usypiacza. Ja się ewakuuję co chwilę na dół. Słyszę jak się konsultuje  przez telefon z  mężem siostrzenicy. Poddaje się i dzwoni do fachowca, którego umawia na środowe przedpołudnie, co trochę burzy nasze plany. Ale ja przyzwyczajona i elastyczna, szczególnie że środa to święto OM, więc się dostosowuję :). Pan przyjechał, jak oboje byliśmy w domu. Wziął pilota od usypiacza i go włączył, następnie wziął pilota od dekodera i go również włączył. Naszym oczom ukazał się obraz. Z fonią. O mało co nie udusiłam się ze śmiechu!:D Pan skasował 30 złotych za dojazd :D.

Stwierdzam, że oboje z OM jesteśmy mocno zakręceni ;).

Nie opuszcza mnie wrażenie, że to nie początek ( szkolnych) wakacji, tylko koniec, a przynajmniej środek. Widok  niejednego kombajnu na polu, tylko to wrażenie potęguje.

Pańcio nie ma jeszcze wakacji, bo chodzi do przedszkola. Tak to jest, jak mama pracuje a babcia…choruje. Co będzie w sierpniu, nie wiem.

Siedzę przy stole i coś tam liczę, obok mnie Pańcio namiętnie wycina. Po dłuższej chwili słyszę: babcia, ja mam przerwę, mogę na kanapę? Możesz. Pańcio się przemieszcza, a ja dalej pogrążona w cyferkach.

Babciaa…

Babciaa…

Słucham Cię.

Chodź tu do mnie.

Za chwileczkę przyjdę, tylko skończę.

Baabcia…

Baaabcia…

Słucham.

Chodź do mnie.

A po co ja ci tam potrzebna?

Bo cię kocham.

Bez komentarza! 😀

Jeszcze Tuśka nie zdecydowała- choć się przychyla do tego-  czy Pańcio w wieku sześciu lat pójdzie do szkoły, jak gruchnęła wieść, że znowu będą ośmioletnie szkoły podstawowe powszechne. Zwał jak zwał. W końcu tak naprawdę to program się liczy i kadra. Ja nie ukrywam, że jestem za gimnazjami, dostrzegając ich mankamenty, a raczej argumentację ( niektórą) ich przeciwników.  Plusem podstawowym – subiektywnym okiem- było to, że moje dzieciaki w świat wyruszyły skończywszy 16 lat a nie 15. Rok- w tym wieku- to kolosalna różnica. Ale być może ja się nie znam. Z drugiej strony, obawiam się o program, jaki zafunduje partia rządząca. Wiem, że przeginam, ale oczami już widzę te apele ku czci poległych, którzy wcale nie polegli…ech…I szczegółowe egzaminy z historii…ich historii. Znamienny jest fakt, że minister oświaty dostała świadectwo z oceną niedostateczną od góry do dołu- wystawioną przez nauczycieli i związek. Oczywiście jest to tylko symboliczny fakt, acz wymowny.  Przeraża mnie ogłoszenie daty likwidacji wygaszania gimnazjów bez żadnego programu nauczania. Ma się dopiero tworzyć. Zobaczymy. Ja się tylko boję, że wszystko odbywać się będzie bez szerokich konsultacji i bez ekspertów z dziedziny. Szybko, po to, by tylko coś zmienić. Hmm… zastanawia mnie też, termin ogłoszenia tej „dobrej zmiany”- wakacje! I miejsce- Toruń ;). Ale już nie dziwi pośpiech, bo najważniejsze, to zameldować prezesowi wykonanie zadania i odfajkować kolejną obietnicę wyborczą. Jest szansa stać się kolejną ulubienicą. Z uśmiechem na ustach. Bez konkretów. Za to z konsekwencjami w przyszłości. I to całkiem niedalekiej.

Z zaciekawieniem oglądam i czytam wypowiedzi mieszkańców, ale również polityków z UK, którzy są przeciwni temu, co im zafundowali pozostali na czele z Cameronem. I nie słyszę ani jednego zdania, a nawet słowa, że jest to wina UE i ich przywódców. Abstrahując od tego, w jakim stopniu się do tego przyczynili, to brakuje mi rzetelnego, stanowczego głosu naszego rządu. To co wyczynia  prezes, który na swoich wiecach skupia się tylko na tym, by dokopać Komisji Europejskiej oraz Przewodniczącemu rodem z Polski, jest śmieszne i coraz bardziej straszne.

Zabieram się za Cień góry, kontynuację Shantarama. Ale dopiero jak wrócę z DM, do którego dzisiaj wraz z OM jadę, w różnych celach. Medycznych też, bo przy okazji odbiorę wynik rezonansu, o który jestem spokojna. Bardzo spokojna.

A wieczorem adrenalina podskoczy, wszak „nasi” grają!

Miłego dnia! 🙂