O przyjaźni słów kilka…

Przyjaźń to temat rzeka, bo ile osób, to tyle spojrzeń, doświadczeń, przemyśleń…

W przyjaźni egoizm się nie sprawdza. Nie można zapominać, że przyjaciel to też człowiek, który ma swoje życie prywatne, zawodowe, swoje problemy, swoje potrzeby i… czasem popełnia błędy. Dlatego w przyjaźni ważne jest zrozumienie, akceptacja, ale i wybaczenie.

Prawdą jest, że przyjaźń wymaga nieustającej pielęgnacji, uważności, oddania. Obustronnej. Dlatego pokusą jest dać jej zwiędnąć albo w emocjach zerwać łączącą linę, jeśli jedna ze stron nie kwapi się do tego wysiłku. Bywa też, że wystarczy jakieś jedno wydarzenie, moment, w którym przyjaciel nas opuszcza; coś, czego nigdy byśmy się nie spodziewali…

Opowiem dwie historie, które mogłyby mieć całkiem inne zakończenie, gdybym swojego czasu takiej pokusie uległa.

Kiedy po raz pierwszy zaatakował mnie skorupiak, nie było przy mnie PT. Wszyscy zadawali mi o nią pytania, mocno zdziwieni i zaniepokojeni. Otoczona przyjaźnią i miłością wszystkich bliskich, skupiona na walce z wrogiem, nie bardzo rozumiałam tego faktu, ale intuicyjnie czułam, że za nieobecnością PT kryje się ważny powód; i nie jestem nim ja, ani mój skorupiak. Szczególnie że jakieś dwa miesiące przed moją diagnozą były niepokojące symptomy, że w jej życiu prywatnym nie najlepiej się dzieje. Oddzielone 120 kilometrową odległością, na łączności tylko stacjonarnych telefonów, nie miałyśmy  możliwości bliższego kontaktu. Nie, bo choć zaprzyjaźni byliśmy rodzinnie, to wyczuliśmy, że potrzebują czasu na poukładanie swoich relacji. Dlatego nie było we mnie żadnych pretensji, nie pielęgnowałam w sobie żalu, nie zadawałam pytań. To trwało 3-4 lata. Przez ten czas miałyśmy jakiś sporadyczny kontakt telefoniczny, jakieś spotkanie w DM, ale bliskość odbudowałyśmy dopiero wtedy, gdy PT na nowo poukładała sobie życie osobiste. Nieraz jak wracamy do tego czasu, to ma do siebie żal, bo uważa, że powinna być wtedy przy mnie. Znając powód i cały przebieg tego, co się wtedy wydarzyło, przez co przechodziła- ja tak  do końca nie uważam. Uważam, że chcąc ratować- co się nie udało uratować- w tamtym czasie trudno było postąpić inaczej. Z prostego powodu: była oderwana od rzeczywistości. Straciła kontakt prawie ze wszystkimi. To się zdarza.

Może ktoś na moim miejscu skreśliłby tę przyjaźń, ale jak można skreślić kogoś, kogo się kocha? Tylko dlatego, że los z nas zadrwił i wystawił nas na próbę w tym samym czasie i każda z nas toczyła swoją bitwę. I nieważne, że u mnie ona była na śmierć i życie.

Zachorowałam drugi raz, po latach pojawiła się wznowa, i wznowa po wznowie…A PT przy mnie jest. Zawsze! Gdybym się uniosła, nawet nie wiem czym, bo nawet przez moment o tym nie pomyślałam, to dawno temu straciłabym przyjaciółkę. Kogoś, kto na zawsze pozostanie dla mnie kimś ważnym.

 

Z Aliś przyjaźnimy się od dziecka. Zawsze była przy mnie, w każdym ważnym, radosnym czy trudnym momencie. W tych najtrudniejszych również. I wciąż jest. Jednak był taki moment, kiedy jej zabrakło. Tylko jej.

To była niespodzianka wymyślona przez OM w moje okrągłe urodziny. Taka najprawdziwsza z najprawdziwszych niespodzianek. Niczego się nie spodziewałam; był czwartek, więc dzień pracujący, przed dniem pracującym. OM w ramach urodzin wywiózł mnie do ŚM, a po powrocie zastałam zastawione stoły i gości w ogrodzie. Nie mogłam się ruszyć z samochodu, bo ryczałam jak bóbr. (Czy bobry ryczą?) Już wtedy podejrzewałam wznowę, choć nie miałam potwierdzenia na papierze, dlatego widok bliskich- wszystkich- wzruszył mnie do imentu. Większość z nich ( 2/3) pokonało 120 kilometrów  kilkoma autami, a nawet motorem, żeby być ze mną tego dnia. I nie przeszkadzał im powrót nocą. Zabrakło tylko…Aliś. Tak, zrobiło mi się przykro. Szczególnie kiedy poznałam kulisy całej akcji. Owszem, dzwoniła do mnie rano z życzeniami, nie zdradzając się, że wie o przygotowywanej niespodziance. 

Mimo tego to nie mogło przekreślić tych wszystkich wspólnych lat, szczególnie że ta jej nieobecność miała  swoją genezę- ktoś i coś. Wiem jedno, gdyby wiedziała, że za chwilę będzie do mnie biegać do szpitala, to na pewno by wtedy przyjechała, nie bacząc na nic. Nie wiedziała, bo nikt nie wiedział, oprócz OM. To sobie wyjaśniłyśmy miesiąc później. A mogłam pielęgnować żal i nie zadzwonić. ( Mamy taką umowę, że jak tylko jestem w DM, to dzwonię i się spotykamy). Przekreślić lata przyjaźni, kogoś, kogo kocham od lat. Obrazić się i strzelić focha.

Dlaczego o tym piszę? Bo zbyt często patrzymy na naszych przyjaciół przez pryzmat naszych potrzeb. Bo on/ona powinien/powinna. Może tak a może nie. Czasami nie ma wyboru, a czasami ten wybór jest trudny albo błędny. Takie jest życie. Skreślić kogoś, wymazać ze swojego życia można w jednej chwili, odbudować jest zawsze trudniej. Zanim skreślisz przyjaciela- porozmawiaj! Wysłuchaj. Jeśli go kochasz, to chcesz dla niego jak najlepiej, więc czasem musisz usunąć się w cień. Nie ma ludzi idealnych. A potrzeba bliskości innych ludzi, jest wpisana w nasze życie. Nie warto ją zbyt pochopnie odtrącać.

Czasami nie da się uratować przyjaźni, z różnych względów. (A może to nie była przyjaźń?) W dzisiejszym zabieganym świecie paradoksalnie jest łatwiej, dzięki technice. Jasne, że nic nie zastąpi fizycznego kontaktu, rozmowy w cztery oczy, wspólnego bycia nawet w ciszy… Ale! Jest tyle środków, by dać znać, że ta druga osoba jest wciąż dla nas ważna, nawet jeśli coraz trudniej jest się nam spotkać.

P.S.

Jutro jadę do DM w wiadomym celu. Dam znać najwcześniej we wtorek może dopiero w środę, co i jak. Przez to, że nie mogę dźwigać, to nie biorę ze sobą sprzętu, bo nawet dodatkowe 0,5 kg robi różnicę, jeśli ma się nakazane do 1,5 kg. ( Więcej waży moja torebka, a co dopiero bagaż podręczny ;D)

Miejcie się! 🙂

Reklamy