Wciąż w niewiedzy tkwię…

Odnośnie leczenia.

Nasiedziałam się tylko i nabawiłam bólu głowy- pewnie z głodu i pragnienia. OM wraz z butelką wody odjechał w siną dal- tak mu nakazałam; o wodzie zapomniałam. Po co miał tkwić przy mnie całkiem nieużyteczny- bez sensu! Usiadłam w kolejce pod gabinetem i spokojnie czekałam na swoją kolej. Czas mijał, aż w którymś momencie drzwi się otworzyły i ukazała się p. Doktor, chcąc pewnie na chwilę opuścić gabinet, ale ujrzała mnie, więc szybko się cofnęła, aby znowu się pokazać ze skierowaniem w ręku. Wręczając  mi wraz z ostatnimi wynikami ( marker niski, jak to u mnie), poinformowała mnie, że dziś ( wczoraj) miedzy 12-13 mam się zgłosić do p. Profesor. Było za dwadzieścia minut 12., więc zadzwoniłam do OM, że biorę taksówkę i jadę w drugi koniec DM do szpitala. Mimo że Pan Taksówkarz podwiózł mnie pod sam budynek G, to i tak najpierw zwiedziłam dwa miejsca zanim dotarłam pod właściwy adres. A tam dowiedziałam się, że p. Profesor ma konsylium.  Gdy zobaczyłam tłum pacjentów, to miałam ochotę zwiać. Jednak kiedy z gabinetu, w którym odbywało się konsylium wyłoniła się koordynatorka, to wyłuszczyłam jej z czym i dlaczego przyszłam, prosząc o informację, czy zostanę przyjęta. Wzięła ode mnie  skierowanie i obiecała, że poinformuje p. Profesor, a ja mam czekać. Czekałam, czekałam, aż się doczekałam bólu głowy. Przypominałam się ze cztery razy. W końcu, po dwóch godzinach, dowiedziałam się, że dziś ( wczoraj) nie zostanę przyjęta bo za dużo pacjentów ( co ja stwierdziłam zaraz po przyjściu) i mam się zarejestrować na poniedziałek. Rejestracja w innym budynku; całe szczęście, że w kierunku wyjścia z terenu szpitalnego. Podchodzę do okienka, a tam Pani na pudłach. Pełna wątpliwości podaję skierowanie i dziwię się, że jednak Pani nie pilnuje tylko pudeł, ale też rejestruje. Za chwilę informuje mnie, że nie ma mnie w systemie, cokolwiek to znaczy. Ja nie widzę problemu, ale system już tak: nie ma w nim mojego miejsca zamieszkania- nie istnieje! Pani bezradnie rozkłada ręce, bo system  nie przepuści dalej bez wklepania adresu. Wpadam na pomysł i podaję adres w DM. Pani się ściesza, a system przepuszcza. Nie komentuję, bo to jakiś absurd. Ważne, że jestem zarejestrowana, choć kartę pacjenta założą mi dopiero w poniedziałek, a pani oddaje mi moje skierowanie, obawiając się, że u niej może się zawieruszyć. Pudła zabiera do domu na weekend, bo od poniedziałku rejestracja ma  być w budynku G a nie C. Dlatego też mam się zgłosić na dwie godziny przed wizytą. Z kanapkami i kubasem kawy.

Dotarłam do Mam i wtrząchnęłam najpierw tabletkę przeciwbólową, a potem cały obiad i popiłam kawą. Prawie odżyłam. Po godzinie z hakiem zjawił się OM, który też został nakarmiony i przebijając się przez korki wyruszyliśmy do domu.  W domu Misiek i zamontowane  nowe drzwi do toalety na dole. Nareszcie się nie zamykają same, więc nie będą mnie walić w  tyłek, gdy na kolanach myję podłogę. 

Na dziś w planach ( długo przed terminem) miał być wyjazd na zaległe urodziny. Ale! Fizycznie siły mnie opuściły i perspektywa kolejnych kursów do DM, też dorzuciła swoje. Wprawdzie OM wyrywnie zadeklarował, że mnie zawiezie, co w innych okolicznościach przyjęłabym bez mrugnięcia i z uśmiechem. Ale! On też już pada na twarz z braku snu i odpoczynku. Jednak przede wszystkim wizja własnego kocyka i łóżka przeważyła, o czym szczerze i uczciwie poinformowałam ” przechodzoną ”  szanowną Jubilatkę:) ( Dzisiejsze od rana zasmarkanie i drapanie w gardle, przypieczętowało, by decyzji nie zmieniać).  I dostałam rozgrzeszenie oraz  obietnicę, że będą pić moje zdrowie. Na zdrowie!

A wszystkim  życzę miłego weekendu 🙂

A że podziękowaniom  nigdy dość, to DZIĘKUJĘ 😀  Kciuki i dobre myśli muszą poczekać do poniedziałku. Może wtedy coś konkretnego się wykluje. Jak widzicie, na wszystko potrzebny jest czas. Nic nie dzieje się tak od razu, a w moim przypadku szczególnie. Choć jakby to nie zabrzmiało paradoksalnie, to ja wciąż niezmienne uważam się za szczęściarę. Pomimo…

I teraz tak po prostu…Każda literka, każde słowo jest bezcenne. Wasze. To Wasz czas podarowany mnie. I to jest piękne 🙂

Reklamy